Eliminacje 2012_1




Wywiady z zespołami „Szkoła muzyczna jest dobra, pod warunkiem, że często chodzisz na wagary" - wywiad z Mean Machine

Mean Machine to zwycięzcy naszego konkursu przeprowadzonego wspólnie z Black Cat Studio. Przy tworzeniu swoich blues rockowych kompozycji kierują się zasadą „mniej znaczy więcej”, o czym przekonać się możecie na własne uszy odwiedzając ich oficjalną stronę internetową. W czym przeszkadza muzykowi szkoła muzyczna, co odpowiedzialne jest za stan dzisiejszego polskiego rynku muzycznego i jaką rolę odgrywa w tym wszystkim dziadek Tuska dowiecie się po przeczytaniu wywiadu przeprowadzonego specjalnie dla Fabryki Zespołów. Zapraszamy do (długiej, lecz naprawdę interesującej) lektury!

 

Czy rzeczywiście prostsza muzyka jest ciekawsza?


Tomek: Nie pokusiłbym się o uproszczenie, że prostsza muzyka jest ciekawsza, a bardziej skomplikowana mniej ciekawa, albo odwrotnie. Tak naprawdę to nie ma znaczenia jakimi środkami wyrazu artystycznego się posługujesz aby wyrazić siebie. Oczywiście może być tak, że muzyka prosta będzie prymitywna, a muzyka złożona, bardziej skomplikowana będzie przekombinowana. Ale jak mówię, nie ma tu reguły. Muzyka może być dobra albo zła, choć nie mam tu na myśli tego, że pewne gatunki muzyczne są lepsze, a inne gorsze. Raczej chodzi tu o to, że to muzycy, którzy grają muzykę są dobrzy lub źli. Miles Davis mówił: „muzyka jest jedna”. Ja osobiście wierzę, że muzyka prosta jako taka jest skierowana do szerszego odbiorcy, dzięki czemu jej twórcy łatwiej osiągnąć mniejszy lub większy sukces komercyjny lub sukces bycia rozpoznawanym. Jednocześnie, prosta muzyka to jedyna, którą potrafię lub wydaje mi się, że potrafię grać, bo przecież obiektywnie rzecz biorąc, instrument obsługuję zupełnie marnie. Marna obsługa instrumentu plus wydumana filozofia pozwalają mi mieć całkowicie nieuzasadnioną nadzieję na przypadkowy i niezasłużony sukces. Dlatego aby się przebić i zostać zauważonym wolę grać muzykę prostą w odbiorze i piosenkową. Ale czy jest ona lepsza lub gorsza? Tego bym nie powiedział.

 

Norbert: Jest lepsza dla muzyków, którzy nie są nimi z wykształcenia i nie odebrali edukacji stricte technicznej w posługiwaniu się instrumentem. Po prostu łatwiej jest zagrać coś prostszego, niż rzeczy karkołomne.

 

Magda: Zdążyliśmy zauważyć, że łatwiej jest nam wyjść od prostej konstrukcji i ewentualnie później coś dodawać, niż na siłę upraszczać utwór. Choć takie sytuacje się zdarzały.

Ponadto kilka numerów zostało już skreślonych przez to właśnie, iż były przekombinowane.

 

I taka wirtuozeria może też męczyć słuchacza.


Magda: A przecież przede wszystkim dla słuchacza gramy.

 

Norbert: Byłem na przykład na Open’erze, widziałem Massive Attack i przyznam, że strasznie zmęczył mnie ten koncert. Bardzo to było przekombinowane.

 

Tomek: Miles Davis mówił, że najtrudniej jest zagrać prosto. Najtrudniej jest zagrać w kółko tę samą frazę i ogrywać ją przez kilkanaście minut. Tak on ćwiczył ze swoimi muzykami. Musisz utrzymywać wówczas równą dynamikę, równe emocje, aczkolwiek mogą się one oczywiście zmieniać w trakcie grania. Musisz być bardzo zdyscyplinowany w tym, co robisz.. Skoro nie możesz dać więcej w nutach, musisz dać coś więcej w emocjach i przekazie.

 

Norbert: Jak grasz tysiąc dźwięków na minutę i zgubisz jeden, to nic się nie stanie, natomiast, gdy grasz siedem na minutę i zgubisz jeden wtedy pojawia się już problem.

 

Rusty: Myślę, że wirtuozeria jest związana przede wszystkim z ego muzyka. Moje ego jest tak olbrzymie, że nie ma w przyrodzie takiego stopnia wirtuozerii, którym można by wyrazić je (to ego) muzycznie (śmiech), więc dałem sobie z tym spokój. Lepiej skupić się na rzeczach takich jak dynamika, groove, rytm, pulsacja. Żeby to wszystko, co mocno kuleje w wielu amatorskich zespołach, było zachowane na możliwie wysokim poziomie.

 

  

Czyli szkoła nie jest potrzebna do tego, by dobrze grać?


Norbert: Szkoła czasami przeszkadza. Choć nie wiem jaki jest obecnie poziom szkolnictwa w Polsce. Może gdybyśmy wszyscy byli po szkole nie przeszkadzalibyśmy sobie nawzajem. Graliśmy swego czasu z człowiekiem, który był po szkole muzycznej…

 

Tomek: Graliście, ale był to człowiek, który miał czuja, a są goście, którzy mają czuja niezależnie od tego czy są po szkole, czy nie. Działa to też w drugą stronę. Są muzycy, którzy nie mają czuja będąc totalnymi amatorami i będąc super wykształconymi muzykami. Wracając do edukacji muzycznej w Polsce. Ona opiera się na muzyce klasycznej. Musisz nauczyć się czytać nuty i odgrywać to, co napisali inni i nie ma tu miejsca na Twoją inwencję jeśli nie jesteś wybitny. Sam wielokrotnie grałem z ludźmi po szkołach muzycznych i zawsze kończyło się tym samym – „ale co ja mam grać? Postaw mi nuty”. Niewielu z nich potrafiło dać coś od siebie, mimo że byli wykształconymi muzykami. W jakiś sposób ta szkoła ich ograniczała, ponieważ byli zafiksowani tylko na czytanie nut a nie na tworzenie. Znów będę odwoływał się do Milesa Davisa, który ledwie zaczął, to rzucił prestiżowy Juliard w Nowym Yorku bo nie chciał być muzykiem–robotem, który tylko odgrywa martwą muzykę. Czarni muzycy amerykańscy tworząc jazz zaprzeczali tym utartym kanonom i wymyślili coś, czego nie było. Wielu z nich umiało czytać nuty i odwoływało się do tego, co stworzył ktoś wcześniej, ale przyświecała im idea, by stworzyć coś nowego, by wytyczać nowe ścieżki w muzyce.

 

Co więc należałoby zmienić w szkolnictwie Waszym zdaniem?


Tomek: Trzeba by było zróżnicować podejście do tego, czego należałoby nauczyć dzieci i młodzież, z których przecież niewielki odsetek będzie studiować muzykę i instrument w konserwatorium. Można by rozwijać w uczniach różne typy wrażliwości muzycznej, na przykład wrażliwość robota – czytacza nut, odgrywacza lub wrażliwość kreacyjną. Dzieciaki mogłyby sobie później wybrać sobie to, co je interesuje lub w czym czują się dobrze.

 

Norbert: Problem polega też na tym, że szkoły muzyczne są szkołami technicznymi. Potrzeba takich bardziej artystycznych, jak mówi Tomek. Dziecko chce po prostu grać i widzi w sobie talent i ma chęć do muzyki, a w szkole może to zostać zabite. W szkole artystycznej wspiera się to, że dziecko gdzieś błądzi i próbuje, nie udaje mu się, ale w końcu coś osiąga. Pewnie byłoby więcej muzyków – artystów, a nie sesyjnych, których w Polsce po szkołach jest zdecydowanie za dużo.

 

Rusty: Można to podsumować tak: szkoła muzyczna jest dobra, pod warunkiem, że często chodzisz na wagary.

 

 

W jakim stopniu pomaga muzykowi dobry sprzęt? Wiem, że bardzo lubicie Wasze gitary.


Norbert: Myślę, że obecnie stać nas na to, by sprzęt nam nie przeszkadzał. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, skoro dobrze się gra na dobrym sprzęcie, to pewnie tak jest.

 

Tomek: Na pewno dobry sprzęt pomaga. Choć na przykład poznałem w szkole muzycznej perkusistę (wbrew pozorom chodziłem do szkoły muzycznej, ale jej nie ukończyłem) (śmiech), który miał taki feeling w łapie, że za czymkolwiek by nie usiadł, brzmiało pięknie. Są tacy ludzie i można ich spotkać na jamsession, itd. Mogą grać na beznadziejnych gitarach, czy beznajdziejnej perkusji, a zagrają prawdopodobnie lepiej, niż średnioutalentowani, lub kompletne beztalencia z dobrym sprzętem tacy jak Rusty lub Norek (śmiech).

 

Magda: Co nie zmienia faktu, że chłopcy rzeczywiście lubią swoje gitary!

 

Fakt. W końcu jedna jest członkiem Waszego zespołu.


Norbert: Są to wręcz dwa członki.

 

W swoich tekstach poruszacie tematykę, która uważana jest w Polsce za tabu. Czym jest to tabu?


Norbert: Wbrew pozorom to nie jest tabu. Wszyscy o tym gadają, bo gdy ktoś spotka się na piwie, to zawsze porusza się ten temat.

 

Magda: Faktem jest, że nie są to teksty o jajecznicy, czy o typowym dla bluesa poszukiwaniu sensu życia, walką z przeciwnościami losu...

 

Rusty: To nie jest tak, że jesteśmy zespołem z misją. Nie widzimy siebie w ten sposób, że z poważną miną wskazujemy ludziom istotne problemy społeczne. Owszem, wskazujemy, ale bardziej na zasadzie zwrócenia uwagi poprzez podzielenie się naszym punktem widzenia, obśmiania, potraktowania z sarkazmem i cynizmem. Są zjawiska w społeczeństwie, od których nie da się uciec i niepotrzebnie odwraca się od nich głowę. I nie trzeba toczyć krucjaty przeciwko nim, wystarczy je obśmiać porządnie :) a ludzie już sami wyrobią sobie zdanie.

 

 

Czemu wybraliście język angielski, by je przekazać? Myślicie, że ludzie na polskich koncertach są je w stanie zrozumieć?


Norbert: Nie. Niestety nie.(śmiech)

 

Magda: To znaczy… ja mam taką cichą nadzieję, że niektóre teksty śpiewane przeze mnie, nie są do końca rozumiane (śmiech)

 

Tomek: Nie są to czasami proste teksty, to prawda. Często nie są zrozumiałe dla przeciętnego absolwenta. Skąd w ogóle pisanie tekstów po angielsku? Wiesz, jest grupa ludzi, która się spotyka, aby stworzyć zespół. Nie byliśmy już na etapie – ty będziesz grał na basie, a ty na perkusji, bo tak to się zaczyna mając po piętnaście lat, gdy ma się pierwsze zespoły.

 

Rusty: Tak, i zawsze jest w takim młodym zespole jakiś Heniek, który nie umie na niczym grać i nawet go to średnio interesuje, ale jest fajnym koleżką i szkoda go na wstępie skreślić z ekipy. Takim z reguły się mówi – Heniu, ty będziesz grał na basie, to proste jest... :)

 

Tomek: Więc byliśmy na etapie, że ktoś musiał zacząć pisać teksty. Ja napisałem jeden i tak już zostało. Wiesz, piszesz swój pierwszy tekst i to, co napiszesz jako pierwsze, trochę determinuje Cię jako pisarza i to co napiszesz później. A ponieważ pierwszy tekst był o fizycznym aspekcie związków damsko-męskich, to ta tematyka trochę zdominowała późniejszą twórczość, co bynajmniej nie napawa mnie dumą, ale też niespecjalnie wstydzę się tego, bo nie traktuję tego poważnie. Tak czy inaczej, temat seksu powraca...

 

Magda: Dlatego właśnie mam nadzieję, że nie wszystko jest rozumiane do końca :)

 

Rusty: Ale uważam, że jest jeszcze taki powód, że język polski do śpiewania się słabo nadaje. To jest moja osobista opinia. Po prostu te wszystkie „ch”, „ż”, „ć”, „dz” brzmią do dupy, rytmika tego naszego języka jest niestety mało rock’n’rollowa, choć Kora Jackowska pewnie by się ze mną nie zgodziła. Mało jest wokalistów, którzy po polsku brzmią przekonywująco. Np. Lipiński z Lipali albo Tytus potrafią ten polski język nagiąć i te teksty świetnie im brzmią, ale poza nimi prawie wszystko brzmi albo cukierkowo, albo kwadratowo. Mówię oczywiście o tym około-gatunku muzycznym, który my tworzymy. No, jeszcze Kayah fajnie gimnastykuje te swoje frazowania, chociaż to inna bajka, ale bardzo ok.

Poza tym bardzo łatwo też popaść w patos. Prawie wszystkie polskie teksty są na poły patetyczne, na poły uduchowione, a wszyscy śpiewają je z wyrazem wniebowstąpienia na twarzy.

 

Magda: Ja patrzę trochę na to inaczej. Poza graniem z Wami, udzielam się trochę wokalnie, także w języku polskim i coraz częściej dochodzą do mnie opinie ludzi, którzy dotychczas słyszeli mój głos jedynie w wersji anglojęzycznej. Według tych opinii, kiedy śpiewam po polsku, mój głos brzmi totalnie inaczej, naturalniej. Tak więc nie do końca się z Tobą zgadzam, Rusty. Owszem, przyznaję, że do Mean Machine, do naszej z góry założonej wizji muzycznej, może rzeczywiście nasz ojczysty język nie pasuje. Ale nie zapominajcie, że mamy w repertuarze (aż!) jeden polski kawałek, który przyjmowany jest na koncertach bardzo pozytywnie.

 

Tomek: Mamy kilka tekstów po polsku...

 

Norbert: Ale nie zdążyłeś ich jeszcze przetłumaczyć? (śmiech)

 

Tomek: Ciężko jest dotrzeć do słuchacza w Polsce, gdzie oczekuje się, że będziesz śpiewał po polsku, co skądinąd jest dla mnie zrozumiałe. Oczywiście możesz być też zespołem, który jest tak utalentowany jak, np. Acid Drinkers, którzy wbrew wszelkim regułom rynku muzycznego odnoszą sukces, bo są obrzydliwie dobrzy w tym co robią i nikomu nie przeszkadza, że nie śpiewają po polsku. Ale to jest wyjątek, który potwierdza regułę.

 

Magda: Śpiewanie po polsku, sprawiałoby mi z pewnością mniej trudności. Kiedyś wydawało mi się, że mam bardzo dobrą wymowę, ale nasz zespołowy Strażnik Akcentu (śmiech) udowodnił mi, że wcale tak nie jest. Także mamy o tyle dobrze, że Tomek, który na co dzień zajmuje się językiem angielskim - czuwa i poprawia błędy na bieżąco.

 

 

Z drugiej strony, gdybyście śpiewali po polsku moglibyście wzbudzać kontrowersje, a jak wiemy, kontrowersja się sprzedaje.


Norbert: Gdyby bezpośrednio te teksty śpiewać po polsku? Myślę, że tak. Tylko, że wiesz. Wtedy nie mógłbym zabrać dzieci na swoje koncerty.

 

Tomek: Ale też jest jeden taki tekst, który przetłumaczyłem na polski. „Ksiądz Marek, co ma faję zaje” i tak dalej, i tak dalej. Madzia go nie chce śpiewać.

 

Norbert: Ja się nie dziwię. Ja bym też nie chciał (śmiech).

 

Ludzie przychodzą jeszcze na koncerty bluesowe w Polsce?


Tomek: W ogóle! Na przykład graliśmy ostatnio w Inowrocławiu i prawie nikt nie przyszedł.

 

Magda: Choć nie był to typowo bluesowy klub. ALE, czy dla jednej osoby (w przypadku Inowrocławia: dwunastu), czy dla pełnej sali, gramy zawsze tak samo!

 

Rusty: Wiesz co? Ludzie nie przychodzą na koncerty typowo bluesowe, a bardziej przychodzą po prostu do klubu. I jeśli jest dobra muzyka, to zostają na dłużej. Kluby mają jakichś tam fanów, ludzie chodzą do określonych miejsc i na tej zasadzie to się wszystko tam buja. Trzeba pamiętać, że rola muzyki, a szczególnie muzyki takiej, jaką gramy, jest to rola służebna wobec jakichś innych czynności, jak np. żarcie kotleta i tu nie ma co dorabiać żadnej ideologii. Jedź do Stanów. Bluesa i country gra się na zasadzie zwykłej potupaji. To jest tamtejsze disco polo i nikt nie robi z tego Bóg wie czego, czyli tego co niektóre polskie zespoły propagują. Także trzeba grać dobrze, wypić do tego piwo, czy zjeść hot-doga jak chcą. Ja nie mam z tym problemu. Nie uważam, że ktoś przez to nie ceni mojej sztuki. Wręcz przeciwnie, super, jak ten hot-dog mu w gardle nie stanie. Mi się osobiście lepiej je kotleta przy muzyce, tam gdzie ktoś gra.

 

Ale z drugiej strony taka osoba musi przyjść, zapłacić za tego kotleta i za możliwość oglądania zespołu. W dzisiejszych czasach w Polsce jest chyba jednak taka kultura, że lepiej tego kotleta usmażyć sobie samemu w domu, a muzyki słuchać z komputera?


Rusty: Jasne, ale jest to trend rozpropagowany przez te wszystkie gwiazdy występujące na festynach, które są darmowe dla publiczności. Wiadomo, że gwiazdy dostają za to kasę, ale w odczuciu takiego człowieka, który tam idzie jest to impreza za free. Ludzie nie są przyzwyczajeni za to, by za tę muzykę płacić. Do tego weź pod uwagę to, że Polacy jako nacja jesteśmy narodem, który generalnie ma wszystko w dupie i nic nam się nie chce. Nie ma w nas jakiegoś parcia, by pójść sobie na koncert, do kina, teatru. Gdybyś pojechał do Niemiec, do kraju skąd pochodzi dziadek Tuska :) (ten dziadek co według Kurskiego był w Wehrmachtcie), tam wygląda to zupełnie inaczej. Jest ich dwa razy więcej niż nas, a sprzedaż sprzętu muzycznego jest około dwadzieścia razy większa.

 

Norbert: Ale w czasach przedwojennych w Polsce też było dużo teatrów, kin. I była grana muzyka.

 

Rusty: Tak i dziadek Tuska (ten z Wehrmachtu) je zburzył ! (śmiech)

 

Norbert: To nie jest tak, że Polacy są pod tym względem upośledzeni, tylko komuna to wyprała.

 

Tomek: Ale ja nie wiem czy to komuna nas wyprała, czy lata 90-te. Wydaje mi się, że za komuny ludzie chętniej się spotykali na koncertach, czy w knajpach, a nawet w domach. Chodzili na festiwale takie jak jazz jamboree, piosenkę studencką, itp. A nas to wyprała nie komuna, tylko konsumpcjonizm lat 90-tych.

 

Norbert: No ale jest to konsekwencja zakończenia komuny. Przedtem nie mogłeś, a teraz możesz wszystko i rzuciłeś się na to, czego nie miałeś. Bez kultury przeżyjesz, a bez pracy nie przeżyjesz.

 

Tomek: Zgadza się, tylko zobacz. Kultura powinna być promowana. To nie jest tak, że ludzie bez zachęty sami się nią zainteresują. W Polsce się jej kompletnie nie promuje. Promuje się tylko i wyłącznie produkty komercyjne, które się mogą dobrze sprzedać. Wystarczy kupić wejść na stronę festiwali i posłuchać sobie muzyki zgłaszających się na nie amatorskich zespołów. Jest w większości przypadków o wiele lepsza niż ta w radio, czy telewizji. Produkcja jest gorsza, ale w tych garażach ci ludzie grają i robią dobrą muzykę i niewypromowani umierają śmiercią naturalną. W Stanach tak jest, że wytwórnie przeznaczają 70, czy 80% swoich budżetów na produkty komercyjne, czyli takie, które potencjalnie mogą się sprzedać i zarobić kasę dla wytwórni, a resztę – czyli około 20% przeznaczają na potencjalną wtopę, czyli coś na czym mogą ewentualnie stracić. Mogą zyskać, ale ryzykują, podczas gdy w Polsce, ten stosunek jest to gdzieś 99 do 1. Oczywiście są też wytwórnie niezależne, ale co one mogą? Mogą wydać, bo wydać to możemy i sami, tylko kto to wypromuje, a promocja to są przecież milionowe koszty.

 

Norbert: Nawet z Trójki znikają kolejne audycje, albo są przesuwane na jakiś gówniany czas, więc o czym tu w ogóle mowa. Ja myślę, że ktoś za tym stoi, tu musi być jakaś teoria spiskowa. (śmiech)

 

Rusty: Może to dziadek Tuska? Tak! To na pewno On! :) Ten Wermacht...

 

Rusty: Ktoś medialnie tym steruje i komuś zależy, by kolejne pokolenia, to były takie pokolenia chodzących przewodów pokarmowych, które przyjmują tę papkę w postaci np. albo hamburgera, albo gównianej muzyki.

 

Norbert: Jeżeli ktoś w ogóle planuje następne pokolenie. Raczej nie podejrzewałbym go o tak strategiczne myślenie. Po prostu teraz zarabia kasę na czymś, co się sprzedaje i ma w dupie, to, co się stanie za lat 10, czy 20 i już. Jeżeli 100 zespołów zniknie, to on ma to gdzieś.

 

Tomek: Ale wydaje mi się, że w Polsce wytwórnie kompletnie się nie znają nawet na tej potencjalnie komercyjnej muzyce, która też może być dobra. Przykład – Kiljański, który chodził od wytwórni do wytwórni i kompletnie nie był w stanie przekonać nikogo do tej muzyki, która jest muzyką fajną, choć popową. A ludzie potrzebowali takiej muzyki jaką on tworzy i kiedy w końcu Kayah go wydała, to był sukces. Zresztą, zobaczcie jak popularne jest Raz Dwa Trzy. Rewelacyjna, dobrze zrobiona, pomyślana i niebezpiecznie dobrze zagrana muza i ostatnio Teatr Wielki w Poznaniu był napakowany po brzegi ludźmi, choć bilety kosztowały chyba ze stówę. I ludzie chcą tego słuchać.

 

 

Wracając do tematu Waszej muzyki. Czym jest „Redneck’s Party”? Bardzo ciekawy to utwór.


Magda: To jest kawałek za który wyrzucili nas z Mrągowa. ;)

 

Rusty: Jest to wynik pewnej mojej fascynacji muzyką country, która od jakiegoś czasu wywołuje u mnie takie pozytywne emocje. Nie wiem skąd to się bierze, ale nic na to nie poradzę, że gdy słyszę banjo i tego typu melodyjki, tak jakoś mam ochotę wskoczyć na konia, czy tam kozę. (śmiech)

 

Magda: O tym jeszcze tekstu nie było! Masz jak w banku, że w przyszłym tygodniu będzie utwór o wskakiwaniu na kozę. Ale wracając do ‘Redneck’s Party’, kiedy zaczynacie to grać na koncercie, wszystkim nogi od razu rwą się do tańca. Jest to żartobliwy przerywnik między utworami, który pokazuje, że poczucie humoru nas nie opuszcza.

 

Norbert: Ale jest coś fajnego w tej muzyce country, bo jest po prostu naturalna. Jest to taki folk amerykański.

 

Tomek: A jacy to są dobrzy muzycy! Nie to, co my.

 

Rusty: Oni rzeczywiście umiom grać.

 

Magda: I zawsze marzyłam, by w tym utworze pojawiło się choć jedno z moich słynnych „iiihaaaaaaa” (śmiech), bo na koncertach można usłyszeć ten kawałek jedynie w wersji instrumentalnej. Na płycie będzie inaczej. Z okrzykami. Nie tylko moimi. I nie tylko z okrzykami!

 

Właśnie. Nagrywacie teraz płytę?


Tomek: Tak

 

Rusty: Tak

 

Wygraliście w Black Cat Studio studio możliwość nagrania utworów. Ile planujecie nagrać utworów?


Magda: Mamy do dyspozycji trzy dni w studio, z czego jeden będzie poświęcony na mastering. Planujemy nagrać dwa utwory.

 

Chcecie nagrywać na ścieżkach, czy setkę?


Tomek: Tak

 

Magda: Nie możesz zadawać Tomkowi pytań w taki sposób – no i masz za swoje. (śmiech)

Jak dotąd, na setkę nawet nie próbowaliśmy.

 

Norbert: Mieliśmy taki zamiar, by gdzieś tam pojechać do buszu, w jakieś miejsce z dala od miasta. Może kiedyś tak zrobimy, ale w Black Cat graliśmy na ścieżkach i tak pewnie pozostanie.

 

Rusty: Wiesz co, nagrywanie na setkę, to taki temat wokół którego narosło wiele mitów i nie wszystkie są słuszne. Jasne, że efekt można uzyskać bardzo dobry, ale powiedzmy sobie szczerze – to nie jest metoda dla każdego zespołu. Niektóre z nich są w stanie ze sobą na tyle dobrze skomunikować, by to wszystko miało ręce i nogi. Tak naprawdę liczy się efekt, a nie w jaki sposób to robisz i tyle.

 

A wiele mówi się, że nagrywając na setkę panuje muzyczna chemia między muzykami.


Norbert: Pewnie, że coś więcej się uzyskuje, bo widzisz co się dzieje i komunikujesz się niewerbalnie i inaczej chodzą Ci paluchy, ale to pewnie dopiero przed nami.

 

Rusty: Chemia jest i tak, bo wystarczy, że spojrzę na Tomka i już mi ciśnienie skacze… (śmiech)

 

Tomek: …na kozę!

 

Magda: Na razie traktujemy te nagrania jako naukę. Oczywiście, wreszcie będziemy mieli świetnej jakości nagranie - efekt naszej dotychczasowej wspólnej pracy, a jednocześnie pamiątkę i materiał szkoleniowy na przyszłość.

 

Norbert: Pierwsze black-koty za płoty.

 

Dzięki za rozmowę!

 

Rozmawiał: Artur Kasprzak

Foto: http://pl-pl.facebook.com/pages/Mean-Machine

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zespół

FZ tworzy:5134 zespołów
25670 muzyków
Dodaj zespółZnajdź zespół
 

Przeczytaj również...

Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu ze Zgredybillies                        
„To prawdziwy amerykański rock prosto z Warszawy. Jeden z tych zespołów, na których koncert wpadasz przypadkowo, a potem chcesz, żeby grali co tydzień” –...
Eris Is My Homegirl, to muzyczne objawienie ciężkiego grania z programu „Must Be The Music”.  Korzenie zespołu sięgają listopada 2008, lecz ...
Zapraszamy do lektury wywiadu z Romanem Bereźnickim - liderem grupy Lecter                      
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Dawidem Portaszem z zespołu Jafia Namuel                
O muzyce Neurasji trudno powiedzieć jako o muzyce konkretnego nurtu. To oryginalna, zmierzająca w kierunku rockowej alternatywy twórczość, na którą...
Zespoły, które składają się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej należą w naszym kraju do rzadkości.                 ...
Blindead – jeden z najważniejszych zespołów nie tylko krajowego post-metalu, zakończył niedawno promocję swojego ostatniego albumu "Afflliction XXIX II...
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z półfinalistą Eliminacji do Przystanku Woodstock.                  
Neuronia znowu wchodzi do studia. Zapraszamy do lektury wywiadu!                

Partnerzy

Przystanek Woodstock FestivalFundacja Wielka Orkiestra Świątecznej PomocyINVESTcon GROUP S.A.OwsiakNet.pl - Portal Pozytywnych InformacjiIzabelin StudioJedynka Polskie Radio
PolsoundESS AudioAplauz AudioSalony Muzyczne RIFFCopernicus Center Fundation

Współpracujemy z...

PerkusistaTABASCO - Event Marketing i Produkcja TelewizyjnaMusic MachinesDla StudentaRadio PiKLion Stage ManagementFantom MediaG-Unit RecordsSWAMGitarzysta