Eliminacje 2012_2




Wywiady z zespołami „Staramy wbijać się jak igła pod skórę.” – wywiad z zespołem Cochise

 

Z Pawłem i Wojtkiem udało się nam porozmawiać po poznańskim koncercie Cochise w klubie Reset. Na dwa dni przed tym wydarzeniem zespół podjąć musiał jednak trudną decyzję: grać, czy nie grać? O tym, co takiego się wydarzyło i jak poradzili sobie z tym problemem przeczytacie w wywiadzie dla Fabryki Zespołów.

 

W jaki sposób w dzisiejszych czasach trafić do słuchacza?

Wojtek: To zależy o jakiej muzyce mówimy. My kompletnie nie bierzemy tego pod uwagę. Gramy muzykę, jaka nam się podoba i w ogóle nie myślimy w takich kategoriach, jak trafić do słuchacza. Gramy najlepiej, jak potrafimy i robimy to szczerze. Szczerość jest tak naprawdę kluczem do tego, by nie zabiegać o widza, a wciąż grać swoje. Może komuś spodoba się to co robimy. Jeśli nie, to trudno. Też jest fajnie, bo przecież nie chodzi o to, by wszyscy lubili naszą muzykę. Nie robimy niczego pod publiczkę, tylko dlatego, że jest to trendy.

Paweł: Dokładnie. Nie staramy się podążać współczesnymi trendami. Gramy to co chcemy i to co kochamy. Najlepszym przykładem jest dzisiejszy dzień. Nie mógł zagrać z nami nasz perkusista i byliśmy w kropce – odwołać koncert w Poznaniu, czy zagrać z Adamem z Via Mistycy (wielkie dzięki Adam), który musi opanować przynajmniej dziesięć utworów w dwa dni. Stwierdziliśmy, że jednak gramy i idziemy na żywioł. Co będzie, to będzie - trudno. Na pewno najgorszą rzeczą dla nas jest odwołanie takiego wieczoru, ponieważ koncertujemy tak rzadko, że byłoby to nie fair w stosunku do ludzi, którzy chcieli przyjść i zobaczyć nas na żywo. I nie ważne, czy jest to 10 osób, 50, czy 300. To co usłyszałem po koncercie utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy, że to jest rock’and’roll, to jest prawda tu i teraz. Byłem zestresowany, chciałem się po koncercie z pewnych rzeczy tłumaczyć, a ludzie mówili: „Przestań! Nie rozumiesz, że było zajebiście? Macie tak fantastyczny kontakt z publicznością, przy was o wszystkim się zapomina. Dajecie niesamowitą energię. Dzięki dzięki… Wracajcie jak najszybciej”. I to mnie zaskoczyło, bo widziałem, że te słowa były szczere i od serca, więc skoro my jesteśmy szczerzy, to publiczność też nam nią odpowiada. 

Wojtek: Uważam, że „szczerość” to kluczowe słowo w tym przypadku. By nie robić niczego na siłę i nic sztucznego. Najlepszy przykład to skończony właśnie koncert. Można było powiedzieć: „sorry panowie, nie mamy perkusisty i nie przyjedziemy”, ale woleliśmy, jak to Radek – nasz basista, pięknie ujmuje, pokazać jaja. Przyjeżdżamy i nie ma czegoś takiego, jak taryfa ulgowa. Gramy pełnoprawny set.

Paweł: Fantastyczne jest to, jak jesteśmy odbierani, a dla nas jest to bardzo ważne, pewnie jak dla każdego zespołu. Ciężko jest grać dla publiczności, która stoi, kiwa głową i nic się nie dzieje (choć i takie koncerty udało nam się zagrać). Widać, że nasz koncert wywołuje pewien rodzaj emocji. Pozytywny, negatywny - bo oczywiście może być i tak, ale wywołuje cokolwiek. Gdzieś tam dotyka i rusza te trzewia, próbuje coś z nimi robić.

Wojtek: Jemu się to tym bardziej podoba, że trochę łamie swój wizerunek.

 

Nawet nie chciałem poruszać tej kwestii. Założę się, że jest to przez wszystkich najczęściej zadawane pytanie.

Paweł: Oczywiście, że tak. Ja staram się oddzielać dwie kwestie: Paweł Małaszyński – aktor i Paweł Małaszyński – wokalista, bo dla mnie to zupełnie dwa inne życia.

 

Choć wiecie. Czasami jest tak, że na koncerty nie przychodzi wiele osób, mimo kapeli, która ma już wyrobioną renomę, albo istnieje wiele lat na rynku muzycznym, a mimo to wokół niej wciąż nic się nie dzieje.

Paweł: Nie jesteś w stanie sprostać zapotrzebowaniu publiczności. Niezbadane są jej wyroki i nie ma na to recepty. W tych czasach, w dobie wirtualnego świata po prostu się nie da. Uwierz mi , że zespół Cochise jest jednym z tysiąca, jakie znaleźć można w każdym mieście. Dziś graliśmy z Head Hunters i K=I=W=I. Oczywiście, że dla niektórych Paweł Małaszyński, jest to jakiś wabik, ale w tej chwili wiemy, jeżdżąc już jakiś czas, że na koncerty przychodzą ludzie, którzy znają naszą muzykę. Czasami zaskakuje nas to, że ludzie śpiewają te kawałki z nami.

Wojtek: Albo oczekują na niektóre z nich.

Paweł: Jak mówisz ta cała „renoma” to bardzo wolny proces pod górę albo szybki nie znaczący strzał. My wolimy wspinaczkę.

 

  

Z drugiej strony, dzięki temu możecie też pomagać kapelom, które grywają przed Wami.

Paweł: My nie czujemy się gwiazdami i czy zagramy przed Head Hunters, czy jako pierwsi, a na końcu zagra K=I=W=I, jako tak zwana „gwiazda”, nie ma to dla nas absolutnie żadnego znaczenia. To, że gramy koncert przed publicznością – to jest ważne. Zdaję sobie sprawę z tego, że dzięki mojemu nazwisku organizatorzy starają się jakoś przyciągnąć publiczność i jeżeli to ma w pewien sposób pomóc też innym kapelom (choć szczerze w to wątpię) ok nie ma problemu. My jako zespół staramy się nie wykorzystywać tego w nadmierny sposób, bo tego nienawidzimy i rezygnujemy z tego typu promocji.

Wojtek: Nigdy nie jest to koncert Paweł Małaszyński & Cochise, tylko po prostu Cochise.

 

A ostatnimi czasy jest to dość często stosowana praktyka.

Wojtek: Powiem Ci tak. Zaczęliśmy wspólne granie, gdy Paweł nie był jeszcze w ogóle znany. Dopiero zaczynał i gdzieś zdobywał pierwsze role jako aktor.

Paweł: Tak jak mówiłem. Od zawsze zafascynowany byłem muzyką i to było moje pierwsze życie. Zawsze marzyłem, by mieć solidny zespół i solidnych ludzi, z którymi można naprawdę tworzyć muzykę. Moje pierwsze projekty rozpadały się ze względu na to, że byliśmy młodzi. Jedynie marzyliśmy i więcej się gadało, niż robiło. Naprawdę myślałem o tym poważnie, aż w końcu dałem sobie spokój i zacząłem realizować się w mojej drugiej pasji, czyli w kinie i teatrze. Przestałem myśleć o muzyce do momentu, gdy po rozpadzie zespołu Apogeum spróbowałem – ostatni raz - z Wojtkiem. Tak powstał Cochise. W tym samym czasie zacząłem być kojarzony z ekranu. Wielu uważa, że jest to jakieś kuriozum, że teraz aktor założył sobie zespół, wypożyczył muzyków, pojeździ, pokoncertuje i dorobi.

Wojtek: Taki kaprys aktora.

Paweł: Taki kaprys… (śmiech) Ludzie mają prawo tak myśleć i wcale go im nie odbieramy. My zwyczajnie robimy swoje. W tej chwili już z tym nie walczymy i staramy się unikać prowadzenia dialogu na ten temat.

 

Ludzie kina często się teraz zabierają za muzykę. Andrzej Grabowski, Borys Szyc i można by jeszcze dalej wymieniać…

Wojtek: My absolutnie nie będziemy tego oceniać i nie będziemy się na ten temat wypowiadać. Każdy ma swoją wrażliwość i każdy robi to po swojemu. My doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wydając pierwszą płytę, a wydaliśmy ją własnym sumptem, absolutnie nie będzie to żaden hit. I faktycznie, wcale dobrze się nie sprzedała. Nie jesteśmy na niej, jak to się teraz popularnie mówi, do przodu…

Paweł: Ale jest nasza.

 

Czemu zdecydowaliście się na wydanie jej samemu?

Wojtek: Bo jesteśmy jedną z tysiąca „garażowych” kapel, które próbują nagrywać płyty i pokazać się publiczności.

Paweł: Jesteśmy bardzo zadowoleni z odbioru „Still alive” przez krytyków muzycznych – ludzi, którzy, znają na muzyce, którzy oceniali ją nie przez pryzmat mojej osoby, bo nie wiedzieli, że ja tam śpiewam – słuchali przede wszystkim muzyki i tylko muzyki.

Wojtek: Rozsyłaliśmy te płyty w różne miejsca, bez wspominania o Pawle „hej posłuchaj, tutaj śpiewa ten aktor”. Między innymi album trafił do „Teraz Rocka” i za chwilę była odezwa. „Przesłuchałem. Gdzieś tam mnie zaintrygowało, fajne, ale dopiero po szóstym razie zacząłem drążyć temat i okazało się kto tam gra i śpiewa – szok!”. Fajnie, że później pojawiła się recenzja i wywiad.

Paweł: Cochise było dla nich pozytywnym zaskoczeniem i to mnie ucieszyło, bo muzyka obroniła się sama. Nie miało tu znaczenie moje nazwisko, ani moja osoba choć jestem na okładce i nie ukrywam tego

 

Tylko ciężko Cię na nim poznać.

Paweł: Lata lecą… niestety (śmiech).

 

  

Pierwsze demo wydaliście w 2005 roku. Później natomiast aż 5 lat zajęło Wam wydanie kolejnej płyty. Dlaczego mieliście tak długą przerwę i trwało to tyle czasu?

Wojtek: Ciężko w tym przypadku mówić o przerwie. To wyszło naturalnie. W tamtym czasie nie doszliśmy do porozumienia z naszym ówczesnym perkusistą i na trochę zawiesiliśmy działalność. Gdy zebraliśmy się ponownie, w tym samym składzie, zaczęliśmy komponować nowe utwory. Gdy już prawie wszystko było gotowe musieliśmy jednak zmienić perkusistę, co znowu wydłużyło przygotowanie „Still alive”. Na szczęście teraz wszystko jest ok i nowa płyta ukaże się już na przełomie lutego i marca 2012.

Paweł: Rzeczywiście były kłopoty z perkusją. Nigdy się nie rozpadliśmy, ale nagle to zawisło w niebycie i pewnego dnia, jakoś na święta, znów się odezwałem…

Wojtek: Pamiętam, że była to Wielkanoc. Przyjechałeś do mnie i zaproponowałeś, żebyśmy pojammowali. Fajne jest to, że mamy taką swobodę i niczego nie musimy udowadniać.

Paweł: A niby powinniśmy, prawda? Bo w końcu tak chcą ludzie. I my zdajemy sobie z tego sprawę. My jednak robimy swoje. Gramy tyle czasu i znamy się tyle lat. Robiliśmy muzykę od 16 roku życia.

 

Ciężko jest w Polsce zarobić na samej muzyce?

Wojtek: Nie traktujemy tego jako problem, nie zastanawiamy się nad tym. Taka jest rzeczywistość…

 

Ale takie koncertowanie na pewno sporo kosztuje Was wysiłku. Trzeba jakoś dojechać, przebyć wiele godzin w podróży…

Paweł: Najważniejsze żeby koncertować, a to też nie jest takie łatwe. Choć mieliśmy taki okres majowo-lipcowy, gdzie zagraliśmy ponad 20 koncertów, co było dla nas bardzo fajnym doświadczeniem i mile wspominamy ten okres. I to jest fantastyczne. Wtedy, tak naprawdę uczyłem się koncertować. Poznawałem publiczność, łapałem z nią kontakt.

Wojtek: Powtórzę tylko: robimy swoje. Jeżeli się to komuś podoba - fajnie, jeżeli nie, to trudno.

 

Myślę, że ciężko by mogło się to komuś na żywo nie podobać.

Wojtek: Też tak uważamy (śmiech).

Paweł: Rzeczywiście chyba masz racje… (śmiech).

 

Długo trzeba ćwiczyć i koncertować żeby zachowywać się na scenie tak jak Wy? To co dziś robiliście było naprawdę niesamowite.

Paweł: To będzie takie pytanie? „To co robiliście na scenie było naprawdę niesamowite?” Napisz tak bo ja nigdy tego nie widziałem zawsze jestem po tej drugiej stronie sceny. Cholera chciałbym kiedyś na żywo zobaczyć Cochise (śmiech)

Wojtek: Wydaje mi się, że to nie kwestia ćwiczeń a spontaniczności. Nigdy nie planujemy naszych zachowań. Tak to po prostu wychodzi.

Paweł: Taki koncert jest żywym organizmem. Nie wiadomo, co się wydarzy, nie wiadomo jak publiczność się zachowa, jak my się zachowamy. Nie odpowiadam za siebie na koncercie i za emocje, które mną targają podczas jego trwania. Lubię te niewiadomą. Tracę absolutnie rozum, kontrolę nad ciałem. Skutki czuję dopiero na drugi dzień, gdy nie mam głosu, gdzieś mnie boli, itd. a gdy jestem naładowany, kompletnie nie zdaję sobie z tego sprawy. Tak samo Radek i Wojtek. Chcemy zabierać ludzi w nasze aorty by stali się na ten czas koncertu częścią naszego krwioobiegu, żeby w nim z nami trochę popływali. Staramy wbijać się, jak igła pod skórę, by upuścić im i sobie trochę krwi… w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Wojtek: Z drugiej strony posiadamy bardzo różnorodny materiał. Tak naprawdę nie wiemy, jaką muzykę gra Cochise. Nie selekcjonujemy materiału i nie trzymamy się pewnej reguły, zasady. Po prostu czujemy czasem, że są utwory, które chcemy zrobić. Tak samo wybór coverów. Czy to jest „Lick The Blood Out of My Hand” Danzinga, czy „Five to One” Doorsów, czy teraz aktualnie prace nad „Keep Yourself Alive” Queen. Wiemy, że to jest Cochise.

 

I będziecie eksperymentować jeszcze dalej? Na zdjęciach ze studia dostrzegłem ciekawy bęben za plecami Waszego perkusisty.

Paweł: Rzeczywiście. Indiański. Druga płyta „Back to Beginning” ukaże się na przełomie lutego i marca. Pojawią się na niej delikatne motywy indiańskie, które zawsze chciałem żeby tam były. Jeden z utworów zatytułowaliśmy „Na Hi Es”, czyli indiańska ceremonia dojrzewania. Zżyliśmy się z nazwą naszego zespołu i z tym, co ona za sobą niesie. Nawet okładka płyty będzie z tym mocno związana. W pewien sposób identyfikujemy się z tą kulturą i chcemy wykorzystywać to także w muzyce. Cochise still alive and back to beginning…….

 

Rozmawiał: Artur Kasprzyk

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zespół

FZ tworzy:5134 zespołów
25670 muzyków
Dodaj zespółZnajdź zespół
 

Przeczytaj również...

Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu ze Zgredybillies                        
„To prawdziwy amerykański rock prosto z Warszawy. Jeden z tych zespołów, na których koncert wpadasz przypadkowo, a potem chcesz, żeby grali co tydzień” –...
Eris Is My Homegirl, to muzyczne objawienie ciężkiego grania z programu „Must Be The Music”.  Korzenie zespołu sięgają listopada 2008, lecz ...
Zapraszamy do lektury wywiadu z Romanem Bereźnickim - liderem grupy Lecter                      
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Dawidem Portaszem z zespołu Jafia Namuel                
O muzyce Neurasji trudno powiedzieć jako o muzyce konkretnego nurtu. To oryginalna, zmierzająca w kierunku rockowej alternatywy twórczość, na którą...
Zespoły, które składają się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej należą w naszym kraju do rzadkości.                 ...
Blindead – jeden z najważniejszych zespołów nie tylko krajowego post-metalu, zakończył niedawno promocję swojego ostatniego albumu "Afflliction XXIX II...
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z półfinalistą Eliminacji do Przystanku Woodstock.                  
Neuronia znowu wchodzi do studia. Zapraszamy do lektury wywiadu!                

Partnerzy

Przystanek Woodstock FestivalFundacja Wielka Orkiestra Świątecznej PomocyINVESTcon GROUP S.A.OwsiakNet.pl - Portal Pozytywnych InformacjiIzabelin StudioJedynka Polskie Radio
PolsoundESS AudioAplauz AudioSalony Muzyczne RIFFCopernicus Center Fundation

Współpracujemy z...

Centrum Kultury RotundaPortal muzyków i realizatorów Realizator.plModern RockUnited VisionMLWZPerkusistaTABASCO - Event Marketing i Produkcja TelewizyjnaGitarzystaBasheshTattoo Fest