Eliminacje 2012_2




Wywiady z zespołami "Praca, praca i jeszcze raz praca" - wywiad z Adamem Brzozowskim z zespołu Snowman

 

Nowy album poznańskiego Snowmana to bez wątpienia jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń tegorocznej jesieni - płyta która na pewno znajdzie się wysoko w podsumowaniach roku. Debiut zupełnie niezasłużenie przeszedł bez większego echa, za to „The Best Is Yet To Come” z miejsca katapultuje zespół do absolutnej czołówki najciekawszych polskich wykonawców. Udało nam się porozmawiać z jednym ze sprawców całego tego zamieszania – Adamem Brzozowskim, odpowiedzialnym za instrumenty klawiszowe.

 

Na początek porozmawiajmy o najnowszych wydarzeniach w historii Snowmana - jak czujecie się po zagraniu kilka dni temu koncertu w legendarnym studio radiowej „Trójki” ?


Był to nasz drugi koncert w tym miejscu, i szczerze mówiąc denerwowaliśmy się bardziej niż za pierwszym razem. Jadąc tam po raz pierwszy, człowiek niczego się nie spodziewa, i nie zdaje sobie sprawy jaka słuchalność ma taki koncert. Wyprzedzając fakty, dowiedzieliśmy się od Piotra Stelmacha ze owa słuchalność była na granicy 500 tysięcy - świadomość tego ze gra się dla półmilionowej liczby osób, dla takiego całego Poznania (śmiech), powoduje że z jednej strony dostajesz skrzydeł a z drugiej dopada cię po prostu zwyczajna trema. Chciałbym tu wspomnieć o pewnej cudownej osobie jaka jest Zofia Sylwin, odpowiedzialna za koncerty. Jest ona przeuroczą, przecudowną postacią która emanuje takim spokojem ze po prostu wiesz ze wszystko będzie dobrze. Stawiliśmy się tam o 18, zagraliśmy dwugodzinna próbę, żeby dostosować wszystko do wymogów antenowych. Od pierwszych taktów właściwego koncertu po prostu odlecieliśmy, nasza świadomość zaczęła funkcjonować tylko w obrębie sceny i energii jaka się z niej wydobywała. Zeszliśmy z niej praktycznie mokrzy - a to już jest chyba wyznacznikiem tego ze daliśmy z siebie naprawdę wszystko. Koncert zarówno w naszej świadomości, jak i opinii ludzi którzy słuchali nas w radio i byli z nami w studio, wypadł niesamowicie. Ogólnie jesteśmy niesamowicie wdzięczni Piotrowi Stelmachowi - to dzięki jego osobie i jego staraniom, dzieje się to co się dzieje, wokół nas.


Jak układała się wasza współpraca z najbardziej rozchwytywanym obecnie polskim producentem, Marcinem Borsem ? Czy udało mu się was okiełznać i wprowadzić jakieś radykalne zmiany do waszych kompozycji ?


Można by to określić jednym zdaniem - z jednej strony otwieranie oczu, z drugiej zdrowe kompromisy. Nie pozwoliliśmy na to, żeby w tych utworach zabrakło naszego charakteru. Marcin jest niezwykle otwartym człowiekiem, więc liczyliśmy się z jego zdaniem –znaliśmy jego wcześniejsze produkcje, i wiedzieliśmy mniej więcej jakiego efektu możemy się spodziewać. Warto tutaj wspomnieć o jednym z naszych utworów –„Antiframe” który od dwóch lat grany był przez nas w zamkniętej, niezmiennej aranżacji. Na płycie został on totalnie zmieniony i pozbawiony elementów które do tej pory wypadały idealnie w wersji koncertowej. Chcieliśmy wykorzystać tutaj mały element zaskoczenia. A wracając do Marcina, jest on niesamowicie zdolnym i mądrym zwłaszcza w odczuwaniu muzyki człowiekiem. Zauroczył nas tym bardzo mocno, praktycznie od pierwszych momentów współpracy. To pozwoliło na to żeby ta płyta zabrzmiała właśnie w ten sposób. Nie wyobrażam sobie żeby pracowało nam się równie dobrze z kimś innym w Polsce – może jeszcze takiej osoby nie znamy.


Na nowej płycie, w niektórych utworach po raz pierwszy słyszymy polskie teksty. Wewnętrzna potrzeba czy tez chęć dotarcia do szerszego słuchacza ?

 

Na dwoje babka wróżyła. Z różnych źródeł, z którymi bardzo się liczyliśmy, pojawiały się głowy że warto by jednak spróbować. Śpiewanie po polsku w naszym pięknym, uroczym zimowo – jesiennym kraju jest chyba niestety musem. Rożnie bywa z funkcjonowaniem zespołów śpiewających wyłącznie po angielsku. Ulegliśmy namowom Marcina Borsa –chcąc zyskać w ten sposób większe rzesze odbiorców, a z drugiej nie popełniać przy tym żadnego kompromisu, ani żadnego zagrania czysto marketingowego. Postanowiliśmy zaryzykować, na szczęście Michał (Kowalonek, śpiewający gitarzysta zespołu - przyp. ks) odnalazł się w tym idealnie. Ta góra pierwotnie wydawała się nie do zdobycia, ale przebrnął na szczyt niczym śp. Kukuczka (śmiech)


Wasze kompozycje sprawiają wrażenie bardzo otwartych form –czy na koncertach staracie się przedstawiać je w wersjach zbliżonych do studyjnego pierwowzoru, czy tez pozwalacie sobie na różne niekontrolowane „odjazdy” ?


Postanowiliśmy ze wersje koncertowe utworów z najnowszej płyty, będą mimo wszystko jak najbardziej odpowiadały oryginałowi. Z drugiej strony możliwości studia są ogromne a koncertowe – nie zawsze. Musielibyśmy poszerzyć skład zespołu o kilka instrumentów – każdy z nas ma tylko dwoje rąk, perkusista ma do tego jeszcze nogi (śmiech), wiec te możliwości są okrojone. Żeby zachować ten charakter, korzystamy ze samplerów, bitmaszyn i dodatkowych quasi - playbackowych dźwięków. Mówiłem wcześniej o utworze „Antiframe”, który zdecydowanie odbiega od tego co jest na płycie, z drugiej strony jest jednak zbieżny z jego pierwotna wersja, w tym tkwi to zaskoczenie dla ludzi którzy znają materiał.


Okładka waszej nowej płyty należy do tych, które dość mocno rzucają się w oczy nie tylko w sklepie. Mógłbyś powiedzieć nieco więcej o idei jej powstania ?


Autorką naszej okładki jest Agata Michowska, jest to zresztą kadr z jej instalacji. Co mogę powiedzieć ? Każda okładka niesie ze sobą jakaś treść, cos z czymś zespół się utożsamia. Siedzi tam facet, który jest na pewno spokojny, ma coś w głowie, ale chciał po prostu na chwilę schować się przed światem. Zdjął buty, posila się mlekiem - załóżmy wiec ze odpoczywa. Jest w swoim świecie, może tez ucieka przed tym co jest wokół. Zależy nam żeby nasza muzyka byłą tez odbierana w ten sposób – jako świadome zaburzenie hałasu codzienności. Żeby pozwala słuchaczowi wyłączyć się i skupić na tym świecie który mu oferujemy przez chwilę. Założyć słuchawki i po prostu odpłynąć.


Skąd pomysł na wykonanie coveru Talk Talk „It’s My Life” w takiej dość specyficznej, dość niepokojącej i depresyjnej wersji ?


Od dłuższego czasu nosiliśmy się z zamiarem zrobienia coveru. Przed dwoma laty byliśmy mocno zafascynowani płytą Radiohead „In Rainbows”, zrobiliśmy wtedy utwór „Reckoner” w wersji bardzo zbliżonej do pierwowzoru, praktycznie jedyną zmianą był tembr głosu Michała, i fortepian którego także nie ma w oryginale. Mark Hollis z Talk Talk to dla nas wyjątkowo znacząca postać, i chyba na każdym z nas odcisnął jakieś piętno. Jednak nie sugerowaliśmy się w najmniejszym stopniu brzmieniem jego zespołu, po prostu wzięliśmy na warsztat ten utwór z zamierzeniem zrobienia czegoś własnego. Nie było to łatwe, zresztą jak pewnie dla każdego muzyka, który zakłada ze granie coverów to nie tylko beznamiętne ich odgrywanie.


Czyli staraliście się wydobyć z tego utworu na wierzch cos ukrytego, coś co tylko wy dostrzegacie w tej piosence ?


Mamy nadzieje ze tak jest – aranżacja tego utworu powstała w dość ciężkim okresie dla każdego z nas, wszyscy przechodziliśmy wtedy przez różne problemy. Ten przepiękny tekst idealnie pasował do momentu w którym nad nim pracowaliśmy. A zagraliśmy go w ten sposób właśnie dlatego, bo nie chcieliśmy powtarzać rzeczy które już ktoś zrobił. Chcieliśmy oprzeć się na czymś co nas urzeka, ale pokazać to z nieco innej strony, przefiltrowanej przez nasze emocje i wrażliwości.

 


Mój znajomy stwierdził kiedyś ze brzmicie niczym The Verve grający podczas „Warszawskiej Jesieni”. Jakbyś przedstawił waszą muzykę komuś kto jeszcze nigdy jej nie słyszał ?


Zawsze się z tym mocno zmagam, to chyba odpowiednie słowo. Jesteśmy zainspirowani mnóstwem zarówno muzycznych legend jak i rzeczy nowych. Nasza muzyka to taki wielki kocioł, do którego każdy z nas wrzuca swoje inspiracje i wychodzi z tego unikalna mieszanka, w naszym stylu. Jest nam o tyle łatwiej, ze nikt nie nakłada nam żadnej metki i nikt nie każe nam funkcjonować na jakiejś tam scenie. Wiadomo oczywiście ze funkcjonujemy na scenie rockowej, ale te wszystkie wpływy jazzu, elektroniki i niekoniecznie stricte piosenkowych rozwiązań które funkcjonują w rocku, powodują ze trudno jest nadać temu wszystkiemu jedna nazwę, zsumować to podkreślić i otrzymać w wyniku jakiś tam wzór. Na pewno jest to muzyka rockowa, jest w tym rockowy temperament i pazur, z drugiej strony nie wzbraniamy się przed pewna „popowością” która bardzo lubimy. Wychowaliśmy się na dobrym popie i na dobrym rocku, wiec cały czas w nas to drzemie i cały czas wypływa.


Zagraliście masę koncertów, w tym na wielu prestiżowych festiwalach, supportowaliscie zagranicznych wykonawców. Co z tego wszystkiego wspominasz najmilej ? Ewentualnie które z tych wydarzeń uznałbyś za przełomowe dla was ?


W zasadzie były to dwa skrajne wydarzenia. Pierwszym z nich był występ przed amerykańskim zespołem Karate w Poznaniu. Było to dla nas o tyle ważne, ze Karate był zespołem który w pewnym momencie dość mocno zawładnął naszymi sercami, myślami i trzewiami, co szczególnie było słychać np. w śpiewie Michała. Drugą rzeczą był występ przed brytyjskim Archive w warszawskiej Stodole. Wtedy po raz pierwszy zagraliśmy przed tak dużą ilością ludzi. Wtedy po raz pierwszy wychodząc na sceną poczuliśmy jak uginają się pod nami nogi - może niekoniecznie z powodu tremy, ale raczej z euforii. Dało nam to niesamowitego kopa.


Czy wasze niesamowite koncerty podczas których graliście muzykę do prezentowanego na ekranie „Nosferatu” i innych starych, niemych filmów to już zamknięty rozdział, czy zamierzacie jeszcze kiedyś powrócić do tego ?


Jest czas na płytę i jest czas na produkcje filmowe, teatralne i tak dalej. Wspólnie z Michałem stale współpracujemy z Wojtkiem Wińskim z teatru „Usta Usta”. W grudniu będzie premiera najnowszego spektaklu do którego stworzyliśmy w dwójkę muzykę. Oprócz tego tworzę sam muzykę do spektaklu na festiwal teatralny „Malta”. Zrobiliśmy tez muzykę do niemego filmu pod tytułem „Niebezpieczny Romans” w reżyserii Michała Waszyńskiego, do którego premierowo zagraliśmy w tym roku w Bukareszcie. Obraz cały czas nas strasznie kreci i cały czas mamy nadzieje ze uda nam się doprowadzić do współpracy z kimś ze „świecznika” , co sprawi ze ta muzyka trafi do szerszej publiczności.


Wracajac do „Nosferatu” – czy to przypadek ze wasz nowy teledysk do utworu „Niezmiennie” jest utrzymany w dość podobnej konwencji ? Zwłaszcza jeśli chodzi o charakteryzację i scenografię…


Michał gra w tym teledysku rolę człowieka który jest schizofrenikiem. Człowieka który mimo wszystko doskonale czuje się w swoim świecie. Wraca on do czasów gdy funkcjonował wśród ludzi którzy podobnie jak on zmagają się z ta chorobą, i przez normalne społeczeństwo odbierani są jakoś cos obcego, przerażającego, niemalże wampirycznego. Stąd też taka charakteryzacja. Sam utwór jest w zasadzie pozytywny w wymowie, podobnie jak teledysk. Mówimy w nim o tym ze kusi nas cos do czego chcemy wracać, coś dzięki czemu czujemy się dobrze, na przykład miejsce w którym czujemy spokój, w którym jesteśmy oderwani od świata codzienności i szarzyzny. Cokolwiek robimy, staramy się by nie było to ewidentne i jednoznaczne, pozwalamy by każdy odbierał to tak jak sam czuje.


Jesteście pomysłodawcami dość niezwykłego wydarzenia - chyba pierwszego na świecie koncertu na słuchawkach. Czy mógłbyś powiedzieć jak doszło do realizacji tego „najcichszego koncertu świata” ?


Całość powstała w zasadzie z inicjatywy Michała Merczyńskiego, dyrektora festiwalu „Malta” – on zainicjował to w Poznaniu, a my przechwyciliśmy ten pomysł za jego zgodą i obecnie mocno propagujemy zarówno całą ideę imprez jak i koncertów na słuchawkach. Koncert odbył się w tym roku w Warszawie, w okolicach maja i czerwca. Zrobiło to bardzo fajne wrażenie na ludziach -wyobraź sobie ze przychodzisz na koncert, gdzie wszyscy widzowie maja słuchawki. Zdejmując je słyszysz jakiś bełkot - głos który gdzieś tam delikatnie wybrzmiewa, nie słychać w ogóle bębnów ani klawiszy bo są elektroniczne, gitary grają bez wzmacniaczy…odbiór nie jest łatwy. Zrobiliśmy to jak na razie jednorazowo, może jeszcze kiedyś do tego wrócimy. Zaangażowanie środków technicznych w takie wydarzenie jest na tyle duże, ze po prostu nie stać nas na to by robić to często.


Pytanie z gatunku banalnych - jakie jest wasze największe muzyczne marzenie ?


Support przed Davidem Bowie (śmiech). A tak poważnie - chcielibyśmy grać jak najdłużej ze sobą, żeby nam się nigdy to nie znudziło i żeby każda następna płyta była „najlepszym co dopiero nadejdzie”. Żeby nigdy nie nasycić się tym, ze cały czas się wspólnie inspirujemy i cały czas odkrywamy coś nowego. Żeby nie zabrakło nam cierpliwości wobec siebie.


Nasz portal stawia głównie na promocję młodych polskich wykonawców. Czy masz jakieś rady i spostrzeżenia dla wszystkich początkujących ?


Trzeba być po prostu cholernie konsekwentnym w tym co się robi. Nie zrażać się tym ze „to jeszcze nie teraz”. Praca, praca i jeszcze raz praca, do tego próby, ćwiczenie i doskonalenie swojego warsztatu. Po pewnym czasie to wszystko zaczyna się opłacać. W sumie nikt z nas nie może powiedzieć ze żyjemy z muzyki - nie dostarcza nam ona takich funduszy które pozwalałyby żyć z dużym spokojem. Ale wierzymy w to ze któregoś dnia to będzie nasz chleb, i cały czas to robimy - przede wszystkim dlatego ze to kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez tego. Po drugie wierzymy ze to po prostu nasze powołanie i może kiedyś uda nam się także z tego żyć. Jeśli jest sprawiedliwość na świecie, to dlaczego nie ?:)

 

Dziękuję za rozmowę !

 

Rozmawiał: Krzysztof Stachowiak

 

Foto:  http://pl-pl.facebook.com/snowmanmusic



Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zespół

FZ tworzy:5134 zespołów
25670 muzyków
Dodaj zespółZnajdź zespół
 

Przeczytaj również...

Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu ze Zgredybillies                        
„To prawdziwy amerykański rock prosto z Warszawy. Jeden z tych zespołów, na których koncert wpadasz przypadkowo, a potem chcesz, żeby grali co tydzień” –...
Eris Is My Homegirl, to muzyczne objawienie ciężkiego grania z programu „Must Be The Music”.  Korzenie zespołu sięgają listopada 2008, lecz ...
Zapraszamy do lektury wywiadu z Romanem Bereźnickim - liderem grupy Lecter                      
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Dawidem Portaszem z zespołu Jafia Namuel                
O muzyce Neurasji trudno powiedzieć jako o muzyce konkretnego nurtu. To oryginalna, zmierzająca w kierunku rockowej alternatywy twórczość, na którą...
Zespoły, które składają się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej należą w naszym kraju do rzadkości.                 ...
Blindead – jeden z najważniejszych zespołów nie tylko krajowego post-metalu, zakończył niedawno promocję swojego ostatniego albumu "Afflliction XXIX II...
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z półfinalistą Eliminacji do Przystanku Woodstock.                  
Neuronia znowu wchodzi do studia. Zapraszamy do lektury wywiadu!                

Partnerzy

OwsiakNet.pl - Portal Pozytywnych InformacjiIzabelin StudioJedynka Polskie RadioPrzystanek Woodstock FestivalFundacja Wielka Orkiestra Świątecznej PomocyINVESTcon GROUP S.A.
PolsoundESS AudioAplauz AudioSalony Muzyczne RIFFCopernicus Center Fundation

Współpracujemy z...

GM RECORDS - tłocznia nośników optycznychTABASCO - Event Marketing i Produkcja TelewizyjnaRadio RevoltaPepsi RocksMLWZStowarzyszenie SAWPRadio WoodstockMusic Machinesserwis MuzaNowa.plKlub.fm