
Nie sądzę by Radomski zespół Carrion trzeba było przedstawiać. Panowie grają od 2003 roku fajny, inteligentny rock. Na koncie mają epkę i dwie płyty długogrające. Rozmawiałem z wokalistą Grzegorzem Kowalczykiem, którego złapałem w trakcie przejazdu na koncert. Wesoło, wesoło...
Czym było spowodowane założenie Carrion? Potrzeba duchowa?
Potrzeba grania rock and rolla. Wiesz, to nie jest taki rock and roll jak Shakin Stevens ale nie o takie coś nam chodzi. Muzyka ma wyzwalać emocje i to jest punkt główny. Z resztą nie można dzielić muzyki tak na R’n’R i nie R’n’R. Powinno się dzielić na to co mi się podoba i na to co nie.
Jak przyjęcie waszej płyty z 2010 roku „El Meddah”? Mogłoby być lepiej, czy jesteście pełni usatysfakcjonowani?
Jedziemy z zespołem w takie miejsce w Polsce, w którym jeszcze nie byliśmy i zawsze jest sporo osób specjalnie dla nas. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Znają teksty i śpiewają ze mną, jest świetnie. Mamy nadzieję, że to lawinowo będzie rosło. A jak nie, to trudno.
No tak, rozumiem. W takim razie czy moglibyście polecić najlepsze sposoby promowania swojej muzyki w Polsce? Takie, które według was, sprawiają najwięcej frajdy, ewentualnie są najbardziej efektywne.
To nie do końca chyba pytanie do nas. Bo tak naprawdę to promocją zajmuje się wytwórnia i menago. Oni wiedzą co daje wymierne efekty – ja tu mogę spekulować jedynie. Natomiast w kwestii frajdy to wiadomo, że koncerty są najmilszą częścią promocji zespołu. Jeśli ludzie, którzy przychodzą Cię zobaczyć oddają Ci z pod sceny energię jaką wytwarza w nich muza, to to jest zdecydowanie najfajniejsza opcja.
Dlaczego „El Meddah? Co oznaczają te słowa?
El Meddah to taka gra słów. „El” to przedimek z języka staro aramejskiego, który był stawiany zawsze przed imieniem Boga. Natomiast „Meddah” to może być Zbawiciel lub tureckie nazwisko takie jak u nas Kowalski. Czyli El Meddah to może być Bóg, albo jakiś człowiek z tłumu obok nas. Ja uwielbiam takie okołoreligijne historie. Nie tylko te chrześcijańskie, ale także innych kultur.
Jaki macie pogląd na dystrybucję muzyki w Internecie?
Jestem takiego zdania, że jak coś jest za darmo to trzeba to brać. Jeżeli ściągniesz płytę i spodoba ci się na tyle że chcesz za nią zapłacić to świetnie. Jestem przeciw takiemu wielkiemu słowu jakim jest PIRACTWO, bo pamiętam czasy kiedy każdy przegrywał kasety na lewo i prawo i nikt nic nie mówił. Poza tym, ja mam mnóstwo płyt CD, których i tak słucham z plików na komputerze. Tak jest o wiele wygodniej. W dzisiejszych czasach zmieniło się podejście do muzy, książek i ja jestem kompletnie za. Zawsze nasze płyty były gdzieś tam dostępne w sieci, a teraz, gdy wszedł iTunes na pewno trzecie płyta na nim będzie.
Internet daje ogromne możliwości na dotarcie do nowych słuchaczy, niekoniecznie z Polski. W takim razie, czy planujecie ekspansję na inne rynki muzyczne niż Polska?
Przy każdej płycie zadajemy sobie to pytanie. Ale wiesz, na razie dobrze śpiewa mi się po polsku. Nie mam ochoty czegoś zmieniać, przenosić, formować inaczej moich myśli.
Czyli trzymacie się własnych korzeni?
Nawet nie o to chodzi. Polskie słowa przenoszą o niebo więcej emocji niż np. angielski.
Dlaczego cover „Wonderful Life”? Jest trochę ironii w tym kawałku?
To jest jeden z tych kawałków, które od dziecka krążyły nam po głowach. Nie wiem czy pamiętasz jak w telewizji była tylko Jedynka i Dwójka i jedyne kawałki jakie leciały to „Wonderful Life” Black i „The Final Countdown” Europe. I to w nas zostało. Pozostał sentyment. Popatrz, wystarczy tylko trochę zmienić intonację w śpiewaniu i już wali ironią.
Dziękuję za wywiad!
Rozmawiał: Filip Szyszkowski
Foto: facebook.com/carrionpl