
Legenda powraca! Po wielu latach nieobecności, kultowy już Kreon, ponownie pragnie zatrząść polską sceną muzyczną. Jak wypadają po latach przekonać się będziecie mogli już 3 grudnia na szczecińskim „Chaos festiwalu”. Jeszcze na ten rok planowana jest nowa płyta „Adamowe plemię”, koncert na DVD oraz reedycja dwóch wydawnictw zespołu. Laureaci Jarocina, uczestnicy pierwszej Metalmanii, oraz twórcy długogrającego albumu „Zdrada, prawo, kara… i co jeszcze nas czeka?”, specjalnie dla Fabryki Zespołów, opowiedzieli o swojej przeszłości i o tym, dlaczego zdecydowali się ponownie połączyć swoje siły. Na nasze pytania odpowiadali wokalista zaRan i gitarzysta Rafał.
Wybaczcie, ale nie mogło zabraknąć tego pytania. Prawdopodobnie każdy będzie je zadawał, więc: skąd decyzja o reaktywacji?
Hmmm… po prostu zachciało nam się ponownie razem grać.
Jednak raz już próbowaliście powrócić. W 2002 roku udało Wam się skompletować skład i wydaliście reedycję kultowej „Zdrady...”. Dlaczego nie wyszło? Nie boicie się, że tym razem może również się nie udać?
W 2002 roku głównym motywem były koncerty, scena i publiczność… Tak jest do dzisiaj, lecz w trakcie spotkań pojawiły się nowe pomysły muzyczne i zaowocowało to materiałem na nową płytę… Fakt, długo to trwało, ten nasz comeback, ale udało się. JESTEŚMY.
Dlaczego w ogóle doszło do rozpadu? Po tak dobrych recenzjach, zwycięstwie w Jarocinie i płycie mieliście przed sobą wielką przyszłość. Dziś moglibyście być znacznie bardziej rozpoznawalni i posiadać dorobek jak, np. chłopaki z Turbo. Nie żal Wam, że stało się inaczej?
W 1990 roku, po kilku koncertach w Berlinie, wtedy jeszcze zachodnim, nastąpił czas kryzysu gospodarczego i ekonomicznego. Wyzwania rodzicielskie, ciążąca klątwa pamiętnego Jarocina ’86 - to wszystko zwaliło się na nas. Trzeba było kilku lat, by to zrozumieć, przetrawić i zapragnąć tak szczerze powrotu.
Co robiliście w międzyczasie? Czym się zajmowaliście?
zaRan: Rafał został mężem i ojcem, ja zająłem się innymi projektami muzycznymi, basiście Piotrowi również urodziło się dziecko i pochłonęła fotografia, a nasz drummer – Benek, wyjechał do Kanady.
Rafał: Straciłem zainteresowanie do grania w polskich realiach. Dlaczego? Jeszcze za czasów Testu Fobii, grając jako "dzieciaki" pod patronatem wrocławskiego PSJ za cztery występy w miesiącu dostawaliśmy już średnią krajową miesięczną wypłatę, a występów było znacznie więcej. W Test Fobii Kreon i Kreon tendencja była wzrostowa. Nastąpił jednak rok 1990, gdzie nawet zespoły z mocniejszym manageringem biedowały. Firmy fonograficzne polskie wydawnictwa traktowały po macoszemu, preferując zagraniczne zespoły. Było to oczywiście zrozumiałe, ponieważ wcześniej istniały z tym duże utrudnienia. Nastąpiła też w tej branży nierówna walka kapitałów, gdzie zachodnie firmy wchodząc na polski rynek wolały oferować swoje "gotowce", a polskim firmom sprzedawały tanie licencje, zniechęcając tym do inwestowania w polskie produkty muzyczne (sesje nagraniowe, promocję, itp.). Na domiar złego ciągle wisiała nad nami klątwa satanizmu. Tego wszystkiego po prostu nie wytrzymała moja domowa kasa, a w końcu muzyka nie jest jedyną dziedziną życia i zapragnąłem zmiany. Myślę, że wyszło mi to na dobre, bo dzięki długiej przerwie muzyka mi nie zbrzydła i dalej mnie bardzo rajcuje, a o to przecież chodzi. Tylko przy takim nastawieniu może powstać coś szczerego i fajnego. Łatwo zauważyć płyty zespołów, które są tworzone z konieczności - kompozycje "na siłę". Ohyda marketingowa z której powstaje sterta CD na które szkoda czasu.
Jak doszło do nawiązania współpracy z nowymi muzykami? A może znaliście się już wszyscy wcześniej?
Nie było to takie łatwe. Sam widzisz jak długo trwało dopasowanie ”kółek” do maszyny zwanej TF Kreon (śmiech). Po prostu selekcja w skład której wchodzi tyle elementów, że za dużo by o niej pisać.
Przez te lata powstało wiele nowych gatunków muzycznych i różnych pochodnych od thrashu, czy heavy metalu. Nie myśleliście żeby, jak to się ładnie mówi, „pójść z duchem czasu” i również poeksperymentować z brzmieniem?
Nasza muzyka powstaje spontanicznie. Gramy to co nam się obecnie podoba. Nie zastanawiamy się nad poszczególnymi gatunkami, ale to nie znaczy że nie wiemy co „piszczy w trawie”.
Czego słuchacie na co dzień? Jak Waszym zdaniem zmieniła się polska scena muzyczna przez te wszystkie lata? Dostrzegliście jakieś znaczące róznice między tym, co działo się w czasach dogorywającego PRL, a tym, co dzieje się obecnie w XXI wieku?
Słuchamy wszystkiego co dobre i naznaczone siłą emocji. Umiejętności techniczne muzyków poszły do przodu, sprzęt, instrumenty, nagłośnienie nareszcie dogoniły światową czołówkę, lecz pamiętać trzeba o tym, że są to tylko narzędzia do wyrażania treści.
Ponieważ należę do pokolenia, które spędziło raptem rok życia w poprzednim systemie, chciałbym zostać jeszcze chwilę przy tym temacie. Posiadacie jakieś szczególne wspomnienia z tego okresu, dotyczące np. nietypowych sytuacji podczas koncertów, czy sesji nagraniowych, które dziś byłyby nie do pomyślenia?
zaRan: (śmiech) Pamiętam jak podczas nagrań płyty „Zdrada, prawo…..” w drodze do studia (a wszystko działo się w Katowicach) , zaatakowały nas „skiny”. Nie doszło do bójki, ale było bardzo nieprzyjemnie. To były czasy gdzie podzielone było wszystko…
Rafał: bójki na koncertach zdarzały się bardzo często. Antagonizmy pomiędzy fanami różnych gatunków muzyki były swoistą normą. Dziś króluje tolerancja.
Jak myślicie, czy traficie w gusta młodszych słuchaczy, którzy mogą nie pamiętać Kreona? Wpasujecie się we współczesne trendy?
Temat został sprawdzony. Po kilku koncertach jest jasne, że nie ma się o co obawiać.
Przekonajcie czytelników Fabryki Zespołów, że warto czekać na „Adamowe plemię” i zjawić się na Waszym koncercie:)
Skromność nigdy nie była naszą mocną stroną. Jest to najlepsza płyta ostatnich 10 lat polskiego metalu. Jesteśmy zespołem naznaczonym. Zwróć uwagę, że zadałeś Nam 10 pytań…:)
Rozmawiał: Artur Kasprzyk
Zespół