Nasza filozofia jest bardzo prosta: pomimo braku realnych dochodów z funkcjonowania K=I=W=I, staramy się kierować tym przedsięwzięciem jak sprawnie działającą firmą, każdy z nas ma w zespole określone zadania – zapraszamy do lektury wywiadu z zespołem K=I=W=I!
Dzielnie walczycie nad nową płytą. Kiedy doczekamy się premiery?
Termin to jesień 2010. Niestety na razie nie potrafimy podać konkretnej daty – na wydanie tej płyty składa się wiele czynników. Wszystko jest realizowane przez nas od A do Z – od nagrania, poprzez miksy, mastering. Tylko okładka jest robiona przez naszego znajomego – po raz pierwszy z resztą. Poprzednie projekty były wykonane przez nas. Dużo zależy tutaj od finansów – chcemy po raz pierwszy wytłoczyć płytę zamiast jej nagrywać. Da to wysoką powtarzalność jakości, ale też kosztuje dużo więcej, bo trzeba będzie przygotować co najmniej 500 sztuk…
FZ: Czy Wasz nowy materiał będzie podobny do „Poltergeista”? W czym będzie do poprzedniego albumu nawiązywał, a czym będzie się od niego różnił?
Do „Poltergeista” płyta będzie nawiązywać w kwestii dość mrocznego klimatu i czasem wręcz ponurych tekstów. Podobieństwa będą także, jeśli chodzi o zawartość elektroniki, która na tym wydawnictwie nie będzie jednak pełnić roli tylko i wyłącznie przerywników pomiędzy kolejnymi „rozdziało-utworami”, ale stanie się integralną częścią utworów – ślady gitar i basu będą przeplatały się ze śladami syntezatorów.
Pomimo tych podobieństw do „Poltergeista”, brzmienie nowej EP-ki będzie zupełnie inne – bardziej surowe, mniej oszlifowane, bardziej naturalne i mniej pełne. Ograniczyliśmy liczbę śladów każdego instrumentu do minimum tak, aby płyta odzwierciedlała to, co jest grane na koncertach. Wzbogaciliśmy za to utwory śladami - można by rzec - „zewnętrznymi” syntezatorów oraz dźwięków instrumentów klasycznych takich, jak pianino czy dodatkowe instrumenty perkusyjne. Te ślady wypełnią brak dubli w gitarach oraz ograniczą stosowanie wszelkiej maści efektów i pogłosów. Nie będą one jednak odgrywały głównej roli i na pierwszym planie pozostaną nasze 3 wiodące instrumenty, czyli bębny, bas oraz gitara.
Podzieliliśmy się też śladami wokali – co najmniej 2 kawałki z EP-ki będą śpiewane po połowie przed Kidda i Stifflę. Dotychczas wokal Stifflera odgrywał raczej rolę epizodyczną, tym razem ma więcej partii.
Ponadto nasza muzyka na tej płycie mocno odbiega od poprzednich nagrań – nasze tory zostały skierowane raczej w stronę post hardcore, niż stoner, grunge. Oczywiście nie odcinamy się od dotychczasowych dokonań, dlatego też znajdzie się trochę stonerowo-grunge’woych dźwięków w kawałku „No Haterance”.
W K=I=W=I niedawno zmienił się bębniarz, co wpłynęło trochę na brzmienie tego instrumentu na nowej płycie. Sajmon ma inny styl, ale odgrywa na płycie partie, które zostały napisane jeszcze z Qną na „beczkach”.
Podsumowując: „State The Obvious Or We Will Bid Farewell” jest naturalną kontynuacją „Poltergeista” i jednocześnie wstępem do nowego rozdziału dla naszej muzyki, przygotowaniem do prac w 2011. nad 4 wydawnictwem – albumem „bardzo długo grającym”, składającym się z ponad 15 kawałków.
Dużo koncertujecie. K=I=W=I to przede wszystkim koncertowy band?
Tak naprawdę chcielibyśmy koncertować jeszcze więcej! Niestety, nie zawsze stać nas na to, aby zagrać wszędzie tam, gdzie byśmy tego chcieli – koncerty są kosztowne. Trzeba dojechać na miejsce z całym sprzętem. Jak na 3-osobowy zespół mamy go dużo, ponieważ grając w trójkę staramy się uzyskać jak najbardziej pełne brzmienie. Nie chcemy oszczędzać na transporcie kosztem jakości brzmieniowej – nawet w małym klubie, dla wąskiego grona odbiorców, staramy się przedstawić swoje pełne brzmienie, na własnym sprzęcie. Dlatego zdarza się, że po koncercie musimy dołożyć do interesu… Na jesień Kama (nowa Pani Manager) przygotowuje dla nas profesjonalną ofertę koncertową, skierowaną zarówno do klubów muzycznych jak i jednostek urzędowo-kulturalnych w mniejszych miastach. Mamy nadzieję, że to poprawi w dużym stopniu nasze funkcjonowanie koncertowe i przyniesie także lepszą jakość naszych występów.
Poza tymi kwestiami, przed rozpoczęciem grania na jeszcze szerszą skalę, musimy wykonać sporo pracy na próbach – ograć materiał ze wszystkich 3 płyt z nowym bębniarzem. W pewnym sensie czujemy się, jakbyśmy dopiero zaczynali...
Dodatkowo każdy z naszej trójki ma po 2 zespoły na głowie i musi podzielić w sposób rozsądny swój czas – mamy szerokie upodobania muzyczne i nie da się ich zmieścić tylko
w jednym zespole. Pozostałe nasze projekty – Hug Me Mum, Impala oraz The Corners różnią się prawie w każdej kwestii od K=I=W=I, ale nadal jest to element naszej twórczości i musi się dla tego elementu znaleźć miejsce w kalendarzu.
Wakacje są zawsze dla nas okresem odpoczynku. Na jesień na pewno pojawi się więcej koncertów, z większą ilością utworów.
Spotykacie się z jakimiś przejawami Waszej popularności?
(Śmiech) Trudno nam odpowiedzieć na takie pytanie. Płyta „Poltergeist” cieszy się dużym poparciem wśród naszych słuchaczy, znajomych oraz przyjaciół. Jednak ciężko nam promować ten materiał na własną rękę. O płycie zrobiło się głośno tak naprawdę dopiero po roku od wydania! Ta płyta zaprzecza funkcjonowaniu słuchaczy w naszym kraju – nie możesz jej po prostu odpalić na youtube i przesłuchać w słabej jakości ze zdjęciami albo innym „badziewiem” w tle… Trzeba ją przesłuchać całą. W odtwarzaczu CD. Najlepiej z funkcją REPEAT, bo płyta zapętla się w specyficzny sposób, spajając zawartą na niej historię w okrąg. Dziś tzw. „Pokolenie MP3” nie jest zainteresowane takimi wydawnictwami i dlatego jest nam ciężko.
Słyszeliśmy też opinie, że na koncertach wypadamy znacznie lepiej, bo „jest energia”. Więc widać przejawy popularności tu i ówdzie. Jednak te przejawy w żaden sposób nie przekładają się na naszą sytuację na rynku – nadal jesteśmy we własnym mieście „zespołem garażowym”, a nasi rodzice co jakiś czas pytają: „po co to wszystko? czy kiedyś będą wreszcie z tego pieniądze?”. Strasznie denerwuje nas to pytanie.
Opowiedzcie parę słów o tym, jak wygląda management zespołu K=I=W=I. Znów zajmuje się Wami kobieta – tak jest łatwiej?
Trudno powiedzieć, czy tak jest łatwiej. Kama jest z nami od niedawna, jednak zajmuje się tym w pełni profesjonalnie i nie widzimy żadnych niedogodności z tytułu tego, że jest kobietą. Na pewno, czasem jest Jej trudno – musi przebywać z bandą rozwydrzonych, nadpobudliwych samców. Staramy się dbać o Nią, jak tylko umiemy najlepiej.
Kama ma świetny kontakt z klubami oraz organizatorami festiwali, a wszystkie papiery
i kwestie techniczne zawsze są załatwione na czas. Zna się na sprawach Riderów technicznych, nagłośnień, „przodów”, backline’ów, itd. Z racji tego, że oprócz grania realizujemy własne płyty i organizujemy wszelkie sprawy logistyczne, Kama jest dla nas dużym odciążeniem – nie musimy się martwić o poszukiwanie nowych terminów i miejsc na koncerty.
Nasza filozofia jest bardzo prosta: pomimo braku realnych dochodów
z funkcjonowania K=I=W=I, staramy się kierować tym przedsięwzięciem jak sprawnie działającą firmą – każdy z nas ma w zespole określone zadania. Mamy managera – Kamę, mamy swojego technicznego oraz kierowcę – Gweedrocka, który pomaga nam w noszeniu tych wszystkich gratów i wozi bezpiecznie po Polsce tym, co w danej chwili jest pod ręką i ma 4 koła. Mamy życzliwych fotografów – Jizzę i Obiego, dzięki którym możemy mieć pamiątkę oraz świetnej jakości zdjęcia z koncertów. Dodatkowo wspomagają nas rzesze przyjaciół, którzy wspierają nas przy nagrywaniu płyt użyczanym sprzętem, transportem, pomieszczeniami do nagrywania i przechowywania sprzętu, peryferiami, przewodami mikrofonowymi itd. Posiadamy swój własny sprzęt studyjny, ale dzięki naszym przyjaciołom możemy zrealizować nagrania w oparciu o wzmacniacze i instrumenty, które zazwyczaj są tylko w zasięgu zawodowych muzyków. Cała rockowa scena śremska trzyma się razem i wspiera wzajemnie prawie na każdym koncercie. Nasza „firma” nie byłaby w stanie zrealizować tyle w tak krótkim czasie i na tym poziomie bez tych wszystkich zaangażowanych, których później nie widać na scenie.
Gracie od 2007 roku. Wiele zmieniło się przez te trzy lata?
Z jednej strony tak. Z drugiej nie. Nadal mamy ten sam cel: grać koncerty, robić nowe kawałki i nagrywać kolejne płyty. Dotychczasowy bilans to 2,5 roku grania i 2,5 płyty na koncie, co daje nam średnią… 1 płyta na rok, chcielibyśmy tę średnią utrzymać. Dotychczas płyta druga była bardziej uznana od pierwszej, co jest dla nas dobrym znakiem i jednocześnie wyzwaniem związanym z wydaniem trzeciej płyty. Czy będzie lepsza? Trudno powiedzieć. My myślimy, że będzie inna. Zmienił się bębniarz. Mamy już 3 kawałki na 4 wydawnictwo. Widać zmiany naszego stylu, ale filozofia grania pozostaje dla nas niezmienna – w tym „biznesie” najważniejsza jest wytrwałość. Ludzie dali nam powody do tego, abyśmy nie rezygnowali. Więc pomimo wszystkich przeciwności losu, braku jakichkolwiek finansów na naszą działalność, mimo niszowości naszej muzyki - nie rezygnujemy i nie idziemy na żadne kompromisy!
Gratuluję udanego klipu („The Bug”), myślicie o następnym?
Dziękujemy! Klip robiła nam firma Creative Head. Już mamy przygotowany scenariusz do nowego klipu. Będziemy go kręcić oczywiście z tą samą firmą, ponieważ świetnie nam się razem pracuje i wzajemnie nakręcamy się w pomysłach na wykonawstwo.
Jak tylko zakończymy prace nad płytą, szukamy wolnego terminu i zaczynamy! Tym razem będą także 2 różne scenerie, a klip będzie kręcony 2-etapowo: „element fabularny” oraz element „zespołowy” – tak to sobie opracowali Kidd i Stiffla w scenariuszu. W elemencie fabularnym aktorami po raz kolejny będą nasi przyjaciele, tym razem jednak nie będziemy ograniczać się do płci pięknej. Ponadto, jeśli się uda, nie zabraknie „elementu motoryzacyjnego”, ale to narazie tajemnica! (śmiech)
Brzmi intrygująco i może tym intrygującym akcentem zakończmy rozmowę. Dziękuję Wam i życzę powodzenia w podbijaniu świata!
Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich! Pamiętajcie: K=I=W=I nie zgnije!
Rozmawiała Marta Przydanek
Zdjęcia: Jizza oraz Obi
Sprawdź: www.myspace.com/kiwiniezginie