Piątek, 8 rano, wyjazd na dwa samochody z Olsztyna na największy festiwal w Europie dużą enejową ekipą. Przejazd przez całą Polskę, 12 godzinna podróż, 3 godzinny korek przed wjazdem na teren Woodstocku i w końcu na miejscu… - tak zaczyna swoją opowieść o przygodzie z Woodstockiem Piotrek „Lolek” Sołoducha w mailu, który nasza redakcja otrzymała dziś rano.
Z powodu tak długiego czasu podróży, nie dojechaliśmy na koncert „Papa Roach” - pisze Lolek – ale udało nam się zdążyć na koncert „Lao Che” , więc i tak było fantastycznie! Nikt z nas nigdy wcześniej prywatnie nie był na Woodstock, toteż dla wszystkich to było ogromne przeżycie, nie tylko sam koncert, ale cała otoczka z nim związana – spanie w namiocie, potajemne rozpalanie grilla, pogo do 5 rano i taka MASA ludzi! Wydawało nam się, że na olsztyńskich juwenaliach jest dużo osób, ale to, co zobaczyliśmy w Kostrzynie zwaliło nas z nóg, ta atmosfera, klimat i przyjazne nastawienie wszystkich, to chwile, które ciężko opisać i nigdy ich się nie pozbędziemy!
Budzik-Niemowlak, upał i duża scena...
Sobota, dzień koncertu, o 6:45 zadzwonił budzik w postacie małego niemowlaka płaczącego obok w namiocie, a o 7:15 40stopniowe słońce po cichu wdarło się do namiotów i ze spania nici, ale emocje i tak nie pozwalały już spać. O godzinie 14 było pierwsze wejście na scenę na soundcheck i marzenie się spełniło. Widok nieziemski, tłumy ludzi, namioty, wozy strażackie lejące wodą, brakowało już tylko samego koncertu… Sobotni koncert rozpoczęło SEN ZU, którzy również, jak my przeszli eliminacje, ludzie grupkami podchodzili pod scenę.
Ludzie znają nasze teksty!
Gdy przyszła kolej na nas, pojawiła się nutka stresu i strachu, która bardzo szybko znikła, gdy zobaczyliśmy ludzi przez sobą. Intro, `Komu`, `Radio Hello` i totalne zaskoczenie, bo przejechaliśmy 500 km i ludzie znają teksty, odbiór jest znakomity. Gdy padło hasło „Podnieście ręce” i zobaczyłem ten las rąk, to nogi mi się ugięły! A Gdy zagraliśmy cover „Wódka” Kultu i tych ludzi zrobiło się jeszcze więcej... Zagraliśmy jeden bis – „Kortowiadę” - nie byliśmy przekonani, czy aby na pewno grać ten numer, ale nie było innej opcji - publiczność sama wykrzyczała hymn olsztyńskich juwenaliów. Po bisie wszyscy zwijają już sprzęt i nagle szok – wchodzi Jurek i mówi, że to jeszcze nie koniec – dyrygent orkiestry woodstockowej pozwolił nam na jeszcze jeden bis za wsparcie Orkiestry 4 lipca na Placu Zamkowym – mega uczucie. Woodstokowicze ponownie zaśpiewali z nami `Radio Hello`.
...uwierzyłem, że marzenia się spełniają.
Schodząc ze sceny, uwierzyłem że marzenia się spełniają i czasami trzeba im pomóc ciężką pracą, ale warto! W sobotę załapaliśmy się na koncert „Maleo Reggae Rockers”, projekt Chopin Możdżer&Tymon, kilka koncertów na folkowej scenie i o północy, po tych wszystkich emocjach, wszyscy byli tak zmęczeni, że poszli spać.
Epilog
Niedziela: szybkie śniadanie, szybkie zakupy, dziewczyny nawet na Woodstocku musiały sobie kupić kolczyki - i wyjazd do domu, ciągle w dużych emocjach i uśmiechu na twarzy. Wracaliśmy do Olsztyna, by kontynuować pracę w studiu nad drugą płytą.
Jeszcze raz wielkie dzięki dla Jurka Owsiaka, a w szczególności portalowi „Fabryka Zespołów” i Wszystkim, którzy w nas wierzyli i pomagali.
Piotr „Lolek” Sołoducha, ENEJ
P.S. Emocje w drodze powrotnej były tak duże, że jadąc nawet z GPS zabłądziłem...
Opracował Paweł Boorń
Zdjęcia: archiwum zespołu oraz www.wosp.org.pl