„Mimo, że nie pływamy jeszcze w jacuzzi z szampanem i nie jeździmy mustangami GT (podkreślam jeszcze :) ), mamy już sporo doświadczeń z rynkiem muzycznym w Polsce za sobą...” - rozmowa z Adamem Kaczmarkiem, gitarzystą zespołu Votum.
Zanim przejdziemy do najbardziej mnie interesującego tematu Waszej najnowszej płyty, chciałbym zacząć od czegoś innego, dla mnie równie palącego – mam na myśli inicjatywę „Młoda Krew”. Skąd pomysł i jak wyglądaja pierwsze efekty?
Mimo, że nie pływamy jeszcze w jacuzzi z szampanem i nie jeździmy mustangami GT (podkreślam jeszcze :) ), mamy już sporo doświadczeń z rynkiem muzycznym w Polsce za sobą. Pamiętamy jak trudne, a jednocześnie fascynujące są początki zespołu - to mniej więcej tak, jak z początkiem związku z drugą osobą :). Nie graliśmy w Warszawie od ponad roku, chcieliśmy zorganizować wyjątkowy koncert, stwierdziliśmy, że chętnie zaprosimy do udziału w nim zespoły z krótkim stażem, aby tchnąć młodego ducha w wydarzenie. Postawiliśmy się w sytuacji gdyby to nam ktoś 5-6 lat temu zaproponował koncert na dużej scenie w profesjonalnym klubie i zapewnił promocję wydarzenia. Bylibyśmy wniebowzięci, tak się niestety nigdy nie stało :). Dlatego zorganizowaliśmy taką akcję - aby w jakiś sposób "odbić" sobie tę traumę z młodości (śmiech). Efekty? Przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Nasza inicjatywa spotkała się z bardzo dużym odzewem. Zgłosiło się ponad 80 kapel z całej Polski (i nie tylko)! Były wśród nich zespoły dopiero zaczynające przygodę z muzyką, jak i starzy wyjadacze. Zespół Votum wybrał do wspólnego koncertu dwa z nich: INSIDE AGAIN oraz WILD SPIRIT. Podczas koncertu, oba zespoły potwierdziły, że był to słuszny wybór, bawiliśmy się świetnie.
Zastanawialiście się nad długofalowością akcji?
Zastanawialiśmy, zastanawiamy się i będziemy się zastanawiać. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, oprócz cykliczności, tudzież paru edycji takiej imprezy, bierzemy również pod uwagę aspekt geograficzny :). Jeśli wyjdzie - może uruchomimy taką inicjatywę w różnych klubach w całej Polsce?
Mam nadzieję, że frekwencja i ilość ludzi zainteresowanych szukaniem w muzyce czegoś więcej niż tylko dźwięków, zaskoczy nas równie pozytywnie, co odzew na inicjatywę ze strony zespołów.
I ja mam taką nadzieję – jesteście zespołem, który bardzo imponuje mi swoim stosunkiem do innych kapel czy odbiorców Waszej muzyki. Choć na rynku jest ciężko a sami jeszcze musicie walczyć o ugruntowaną pozycję, wspieracie młodsze zespoły. Gdy opóźniła się premiera Waszej płyty – udostępniliście całość na Myspace, dając tym samym wyraz wielkiego szacunku dla fanów. To dziś raczej niespotykane podejście...
Wiesz, my wierzymy w karmę i w to, że kiedyś za te wszystkie krzywdy obudzimy się pewnego dnia i jednak zobaczymy te mustangi na parkingu pod domem (śmiech). Co zrobić, jest ciężko, nie ukrywamy tego – jest nawet potwornie ciężko, dzisiejszy rynek muzyczny wymaga od ciebie ogromnej wytrwałości i zaangażowania połączonego z wieloma wyrzeczeniami natury finansowej, odbija się to także bardzo na życiu prywatnym. Moim zdaniem serwisy muzyczne powinny przeprowadzić wywiady z żonami i dziewczynami muzyków (śmiech). Siedzimy w tym jednak, do tej pory się nie poddaliśmy i nie zamierzamy, a wręcz przeciwnie – na swój chory sposób, cały czas jakoś to nas motywuje do jeszcze większego wysiłku. A jeśli uda nam się odrobinę przy okazji pomóc innym i skrócić im nieco tą przeprawę, to uczynimy to z wielką chęcią. Odnośnie umieszczenia nagrań na Myspace – uznaliśmy, że to będzie uczciwe wobec ludzi, którzy spodziewali się w tym dniu ukazania się płyty.
Tak, wywiad z najbliższym otoczeniem muzyka mógłby wiele pokazać – na pewno więcej, niż on sam. Skoro już zaczepiliśmy o „Metafiction” - Wasze najnowsze wydawnictwo – album jest po premierze krajowej i ogólnoświatowej. Jak pierwsze podsumowania, wrażenia i prognozy?
Jeśli chodzi o nasze wrażenia to jak najbardziej pozytywne, cały czas zbieramy recenzje, pojawia się ich też coraz więcej z poza granic kraju, ponieważ Mystic rozesłał promopacki. Recenzje „Metafiction” w Polsce, mają bardziej przychylny charakter, niż w wypadku naszego debiutanckiego albumu „Time must have a stop”, usłyszeliśmy wspaniałe opinie od Piotra Kosińskiego z „Trójki”, Adama Droździka z radia „PIK”, oraz Artura Chachlowskiego z Krakowskiego Radia Alfa / Małego Leksykonu Wielkich Zespołów – aż się zaczerwieniliśmy (śmiech). Jaka będzie tendencja recenzji zagranicznych, na razie ciężko stwierdzić – póki co, nie zeszły poniżej 7.5/10 ale wszystko przed nami. Wrażeń nam ciągle za mało, cały czas funkcjonujemy w oczekiwaniu na wielki boom i zagraniczną trasę, lecz bliżej nam chyba do zorganizowania jej samemu (śmiech). Myślimy również intensywnie nad letnimi festiwalami zarówno w Polsce jak i poza nią.
Na przykład o Przystanku Woodstock?
Teoretycznie tak, aczkolwiek przy okazji naszego debiutanckiego albumu, dano nam do zrozumienia, że nie jest to stricte Woodstockowi klimat. Ale my, jak to my, mamy takie sugestie w wielkim poważaniu i próbujemy dalej, aż ich zamęczymy i zgodzą się w końcu (śmiech). Z nami czasem w tych kwestiach jest jak z takim grajkiem podwórkowym, któremu się płaci żeby przestał (śmiech).
Rozumiem, wracając do Metafiction – przy okazji „Time Must Have A Stop” rozmawialiśmy o literaturze, o Huxleyu... o czym możemy porozmawiać przy odsłuchu „Metafiction”?
Tak naprawdę o wszystkim. O istocie metafikcji, o naszym rozumieniu tego słowa i naszej formie jej zobrazowania. W przypadku „TMHaS” do każdego z tekstów przypisany był cytat z literatury, w wypadku „Metafiction” postawiliśmy na cytaty wprost ze srebrnego ekranu. Są to obrazy, które inspirują i w ten czy inny sposób wpisują się w koncept całego albumu.
„Metafiction" porusza temat relacji między umysłem artysty a światem realnym. Opowiada o przekroczeniu granicy między wytworem wyobraźni będącym fikcją - słowem przelanym na papier - a życiem codziennym, czyli realną egzystencją. Można powiedzieć, że to taka swoista schizofrenia, kiedy to, co napisałeś na potrzeby książki, scenariusza, zaczyna żyć swoim życiem - twoim życiem. Zastanawiałeś się kiedyś co by było, gdyby twoje słowo miało moc sprawczą? Bohater „Metafiction”, zaczyna w pewnym momencie sądzić, że dysponuje taką siłą sprawczą. Kiedy ktoś bliski mu umiera, w okolicznościach łudząco podobnych do opisanych w stworzonym przez niego scenariuszu, zaczyna się obwiniać się za to, co się stało, traci rozum, pragnie końca, rzuca się z okna, uderza o bruk. Chce wyzwolenia. Ale ono nigdy nie nadchodzi, a ten skok staje się tylko drogą do jeszcze większego cierpienia.
A jak wpisuje się w to muzyka? Książka czy film to historie opowiedziane. Muzyka to chyba coś na pograniczu opowieści, którą się opowiada i która dzieje się w czasie opowiadanym. Zgodzisz się?
Zdecydowanie tak. Gdy tworzymy numery, nigdy nie mamy gotowego planu, czasem jest tak że tekst powstaje pierwszy, czasem zaczynamy od kompozycji, a Maciek (wokalista) wybiera jeden z tekstów wcześniej napisanych pod koncept lub – równie często wymyśla zupełnie nowy. W ten sposób koncept, który sobie zakładamy na początku ewoluuje pod wpływem muzyki i tekstów, nigdy nie wiemy w zasadzie jak historia się skończy . Inspiruje nas bardzo – poza szeroką od A do Ż gamą nurtów muzycznych – muzyka filmowa, różnej maści soundtracki, których przecież głównym zadaniem jest tworzenie kolejnej warstwy w opowiadanej historii. U nas tak jak w filmie, jest warstwa zawierająca treść - czyli teksty, warstwa dźwiękowa - czyli muzyka i warstwa wizualna – wizualizacje multimedialne podczas koncertów.
Adamie, powoli zbliżamy się ku końcowi – nie wiem, jak wielu czytelników dotrwało do tego momentu:) Chciałbym zapytać Cię o kondycję polskiego rynku muzycznego. Ją ją oceniasz?
To temat na długą dysputę, a najlepiej na otwartą debatę publiczną. Taką z udziałem przedstawicieli rynku muzycznego – i nie mam tu na myśli np. Pana Hołdysa, który często występuje w tej roli jako „głos muzyków” tylko wielu przedstawicieli, także – a może zwłaszcza, z tak zwanego „podziemia”. Przedstawicieli wytwórni, ZAIKSu, dziennikarzy, samych muzyków i rzeczową dyskusję na zasadzie kawa na ławę. Niech wytwórnie, te małe i te duże, otwarcie powiedzą prostemu Kowalskiemu, który ściąga wszystko z Internetu i nie chodzi na koncerty bo piwo nie jest za darmo, jak cały proces przygotowań do płyty, zakupu sprzętu, wynajmu Sali prób, szukania kontaktów, podpisywania kiepskich umów i wreszcie wydawania płyty z zazwyczaj kiepskim nakładem i niskim lub zerowym zyskiem przy minimalnej promocji wygląda. Ufff. (śmiech). Myślę, że do takiej debaty prędko nie dojdzie więc chyba weźmiemy sprawy w swoje ręce i zaczniemy proces uświadamiania. Co do samego rynku – znani są znani z tego że są znani i są bogaci poprzez odcinanie kuponów, rynek na nową krew jest w zasadzie zamknięty chyba, że po znajomości się kogoś nowego dopchnie. Moim zdaniem nie uświadczysz w mainstreamie sytuacji w której ktoś zaprasza mało znany zespół na występ na podstawie przesłuchanej płyty i tego „że mu się spodobało”. Prawdziwych pasjonatów i ludzi wrażliwych na muzykę nie dopuszcza się aż tak wysoko do procesu decyzyjnego.
Amen. Adamie, bardzo dziękuję za rozmowę – ostatnie słowo należy do Ciebie.
Dziękuję bardzo rozmowę oraz za ciepłe słowa, wiem, że trochę narzekałem na końcu, ale tak sytuacja wygląda (śmiech). Serdecznie zapraszam wszystkich na naszą stronę MySpace: http://myspace.com/votumband jeżeli chcecie zapoznać się z naszą twórczością, a na http://votumband.pl znajdziecie wszystkie bieżące informacje na temat koncertów i tego co u nas słychać. Zapraszam również już teraz na Ino Rock Festiwal 2010 - 11 września, na którym zagramy obok takich zespołów jak: ANATHEMA, OZRIC TENTACLES i AIRBAG. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających Fabrykę Zespołów!
Rozmawiał Paweł Boroń
Zdjęcia: www.votumband.pl