Ile emocji można wyrazić za pomocą muzyki? Okazuje się, że wiele. Radość, smutek, ironia, żal, miłość, niechęć… Jednak wyrażenie swych uczuć to nie wszystko. Jak sprawić, by poczuł je słuchacz? Marcin Różycki, utalentowany wokalista, kompozytor, poeta i bard, doskonale sobie z tym radzi. O swej muzyce, walce z chorobą i debiutanckiej płycie „Erotyk zza kiosku” opowiada Fabryce Zespołów.
Przykład Czesława Mozila, popularnego ostatnimi czasy, pokazuje, że muzyka ambitniejsza niż plastikowy pop może trafić do szerszego grona słuchaczy. Zależy Ci na tym?
Moim zdaniem, taka reakcja słuchaczy świadczy o ich coraz większej świadomości oraz potrzebie obcowania z czymś wyjątkowym, nieszablonowym. Dzięki takiemu podejściu, również moja twórczość ma szansę zdobyć ich uznanie. Niekiedy wystarczy jeden uważny odbiorca, by sztuka mogła znaleźć w nim spełnienie.
Nie boisz się, że ludzie nie zrozumieją Twojej muzyki? Dosłowne znaczenie jest bardziej „w modzie” niż metafora, Twoje teksty mogą zatem ulec spłyceniu i mylnej interpretacji odbiorców. Co wtedy?
Jako autor mogę jedynie proponować a nie egzaminować. Jeśli słuchacz spłyca sens utworu, to znaczy ze poświęca mu mimo wszystko jakąś uwagę, a to już naprawdę dużo. To czasy, w których trudno wymagać od ludzi nadmiernej uwagi. Dziś tempo życia jest tak szybkie, że rzadko pozwala nam na skupienie. Myślę, że trzeba robić swoje a w odpowiednim czasie to zaprocentuje.
Skąd pomysł na tytuł płyty? Miał budzić kontrowersje i przyciągnąć uwagę?
Tytuł płyty, jak i cała jej zawartość odzwierciedla moje dotychczasowe życie.
Sypialnia nie jest jedynym miejscem dla intymnych spotkań...
Twoje piosenki są bardzo zróżnicowane, sam zaznaczasz, że nie były pisane specjalnie na płytę. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok? Nie chciałeś zachować na płycie pewnej spójności? A może jest ona sprytnie ukryta?
Utwory, które znajdują się na płycie, są w większości silnie osobiste. Ta płyta to nie tylko produkt muzyczny, ale i pewnego rodzaju rozliczenie z przeszłością. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich piosenek. Jako autor z kilkunastoletnim doświadczeniem potrafię czerpać z wyobraźni tematy, które mogą być dla odbiorcy atrakcyjne.
Tekst do „Jaskółeczki”, promującej Twój album, jest dość tajemniczy. Śpiewasz o kobietach, które miałeś (nie)przyjemność poznać czy to tylko czysto hipotetyczna sytuacja?
Świat, który znamy składa się głównie z kobiet i mężczyzn, więc gdybym opierał się w tym przypadku na hipotezach, świadczyłoby to o tym, że jestem z innej planety. Jestem człowiekiem, mam swoje potrzeby i fantazje. Niektóre z nich lubię czasami opisać.
Wychowałem się w „trudnej” dzielnicy i dzięki temu nie muszę pewnych czynności wykonywać „szablonowo"...

Przykład Czesława Mozila, popularnego ostatnimi czasy, pokazuje, że muzyka ambitniejsza niż plastikowy pop może trafić do szerszego grona słuchaczy. Zależy Ci na tym?
Moim zdaniem, taka reakcja słuchaczy świadczy o ich coraz większej świadomości oraz potrzebie obcowania z czymś wyjątkowym, nieszablonowym. Dzięki takiemu podejściu, również moja twórczość ma szansę zdobyć ich uznanie. Niekiedy wystarczy jeden uważny odbiorca, by sztuka mogła znaleźć w nim spełnienie.
Nie boisz się, że ludzie nie zrozumieją Twojej muzyki? Dosłowne znaczenie jest bardziej „w modzie” niż metafora, Twoje teksty mogą zatem ulec spłyceniu i mylnej interpretacji odbiorców. Co wtedy?
Jako autor mogę jedynie proponować a nie egzaminować. Jeśli słuchacz spłyca sens utworu, to znaczy ze poświęca mu mimo wszystko jakąś uwagę, a to już naprawdę dużo. To czasy, w których trudno wymagać od ludzi nadmiernej uwagi. Dziś tempo życia jest tak szybkie, że rzadko pozwala nam na skupienie. Myślę, że trzeba robić swoje a w odpowiednim czasie to zaprocentuje.
Skąd pomysł na tytuł płyty? Miał budzić kontrowersje i przyciągnąć uwagę?
Tytuł płyty, jak i cała jej zawartość odzwierciedla moje dotychczasowe życie.
Sypialnia nie jest jedynym miejscem dla intymnych spotkań...
Twoje piosenki są bardzo zróżnicowane, sam zaznaczasz, że nie były pisane specjalnie na płytę. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok? Nie chciałeś zachować na płycie pewnej spójności? A może jest ona sprytnie ukryta?
Utwory, które znajdują się na płycie, są w większości silnie osobiste. Ta płyta to nie tylko produkt muzyczny, ale i pewnego rodzaju rozliczenie z przeszłością. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich piosenek. Jako autor z kilkunastoletnim doświadczeniem potrafię czerpać z wyobraźni tematy, które mogą być dla odbiorcy atrakcyjne.
Tekst do „Jaskółeczki”, promującej Twój album, jest dość tajemniczy. Śpiewasz o kobietach, które miałeś (nie)przyjemność poznać czy to tylko czysto hipotetyczna sytuacja?
Świat, który znamy składa się głównie z kobiet i mężczyzn, więc gdybym opierał się w tym przypadku na hipotezach, świadczyłoby to o tym, że jestem z innej planety. Jestem człowiekiem, mam swoje potrzeby i fantazje. Niektóre z nich lubię czasami opisać.
Wychowałem się w „trudnej” dzielnicy i dzięki temu nie muszę pewnych czynności wykonywać „szablonowo”
Czy poezja śpiewana jest w Polsce zauważana i doceniana?
Polska jest ojczyzną ludzi wrażliwych i honorowych. Ludzi, którzy mobilizują się w trudnych sytuacjach i wzajemnie wspierają. Poezja śpiewana jak i sama poezja jest czymś w rodzaju spoiwa, poprzez wartości, jakie w sobie zawiera. Lud, gdy szuka pocieszenia, dostaje je np. w kościele lub właśnie słuchając piosenki „nieobojętnej”. Gdyby ten rodzaj twórczości nie był w naszym kraju potrzebny, to z pewnością by tu nie istniał.
Po rozmowach czy też lekturze relacji, można zauważyć, że Twoje koncerty są dla wielu ludzi, szczególnie, (ale nie tylko!) młodych, głębokim przeżyciem. Jak sądzisz, dlaczego? Czujesz się pedagogiem, mentorem czy też autorytetem?
Myślę, że tak się dzieje, ponieważ ja na swoich koncertach obnażam swoje emocje. Często szokuję używając słów i opisów, o których inni wolą milczeć. Walczę na scenie z hipokryzją, bo tej nie znoszę szczególnie. Poprzez swoją twórczość namawiam innych, by zdjęli z siebie maski, by nie bali się używać aparatu mowy, by nie używali go wybiórczo. Nie chcę by ludzie postrzegali mnie takiego, jakim chciałbym być, lecz takiego, jakim jestem i to mi się zwykle udaje. Nie boję się niczego, ale jednocześnie nie jestem pozbawiony szacunku dla innych.
Doświadczyłeś wielu ciężkich chwil podczas walki z nowotworem. Co zmienia się w życiu człowieka, który dowiaduje się o swojej chorobie?
To zależy od organizmu i jego reakcji na pewne bodźce. W moim przypadku taka sytuacja była jedynie informacją na temat… Wystarczy wyobrazić sobie ilu ludzi dowiaduje się o czymś takim każdego dnia. Sama choroba okazała się dla mnie zbawieniem, bo zwolniła nieco tempo mojego szaleńczego wcześniej trybu życia. To tylko pozytywnie odbiło się na mojej twórczości. Nie skupiłem się na walce z chorobą. Uświadomiłem sobie jedynie, że należy robić swoje, tym bardziej teraz. Każdy ma swoje zmartwienia i każdy powinien się z nimi uporać, by zrobić miejsce na następne
A co zmieniło się po wydaniu płyty?
Dla artysty wydanie pierwszej autorskiej płyty, jest jak dla mężczyzny posadzenie przysłowiowego drzewa. Czuję, więc chwilowe spełnienie i motywację do dalszych działań na gruncie artystycznym. Mam wokół siebie przyjaciół i wiele planów. Ta płyta to wstęp do wymarzonej przeze mnie przyszłości estradowej.
Na koniec zdradź nam, kto jest dla Ciebie autorytetem na polskim rynku muzycznym?
Jest taki facet… Nazywa się Maciek Maleńczuk. Miał trudną drogę, ale był i pozostał prawdziwy. Powiedział kiedyś mniej więcej coś w stylu - „Ja dla was śpiewam a wy mi macie za to dobrze płacić”
I miał wtedy rację, bo dobry artysta nie musi być biedny...
Dziękuję za wywiad i życzę Ci, Marcinie, powodzenia w dalszej karierze muzycznej!
Ja również dziękuję :)
Rozmawiała Marta Przydanek