| The Lollipops: "Na pewno wiemy, o co nam chodzi, ale wciąż ewoulujemy"... |
|
|
|
| Wpisany przez Paweł Boroń |
| Wtorek, 26 Styczeń 2010 10:23 |
„Najczęściej jednak młode, niezorientowane zespoły muszą szukać po omacku, czyli bywać wszędzie i grać, gdzie tylko się da, by uczyć się tych wszystkich mechanizmów i w nadzieji, że gdzieś zostaną zauważeni”
Redakcję Fabryki Zespołów odwiedzili: Kasia, Romek i Jakub – trzy piąte składu olsztyńskiej formacji The Lollipops. Między innymi o tym, że polski rynek nie jest wcale taki zły a jedną z najważniejszych inspiracji dla olsztynian jest Elvis przeczytacie w poniższym wywiadzie...
Istniejecie od stycznia 2008 roku, tak? Romek: Właściwie to tak – wówczas skrystalizował się nasz skład... Ale tak naprawdę dziać zaczęło się rok później, gdy nagraliście demo „Cold Cold Night Debut”... Romek: Tak, nagraliśmy demówkę, gdzieś ją tam rozsyłaliśmy i się zaczął bardzo intensywny dla nas rok. Kasia: Odwiedzaliśmy lokalne stacje radiowe, nasz kawałek „I will harm your man” znalazł się na składance We Are From Poland Vol. 5, zaś podczas toruńskiego Dnia Białej Flagi, kocertu ku czci Republiki, w którym mieliśmy przyjemność uczestniczyć, zainteresował się nami Leszek Biolik, basista legendy i uznany producent. Leszek bardzo pomógł nam przy produkcji naszych utworów, co zauważył Piotr Stelmach i zaprosił nas do trójkowej „Offensywy”. Nasz kawałek „Good Girl” przez dziesięć tygodni utrzymywał się na liście Radiowej Trójki, zaś pod koniec września ubiegłego roku – w ramach Off-sesji – zaprezentowaliśmy się w Trójce na żywo. Faktycznie, bardzo intensywny rok, jest z czego cieszyć się i czego gratulować. Romek: Pewnie. Wiesz, uważam że sytuacja na polskim rynku nie jest tak zła, jak się o tym powszechnie mówi. Jeżeli się działa, jeżeli coś się robi, okazuje się nagle, że to wszystko jakoś się kręci. Spotykasz się z jednym człowiekiem – ten poznaje cię z dwoma następnymi i tak to jakoś hula. Weźmy nasze spotkanie, przyjechaliśmy do Poznania, by zagrać koncert z Orchid, okazuje się, że Fabryka Zespołów jest stąd, odwiedzamy Was i już przeprowadzasz z nami wywiad. No i się kręci. Porozmawiajmy o Waszej muzyce – żebym nie wyszedł na ignoranta, wiedzcie że znam ją, nawet jestem fanem i chylę czoła przed inspiracjami: skąd pomysł na to, by czerpać z rocka lat `50 i `60? Romek: W dużej mierze wynikało to z inspiracji naszego drugiego gitarzysty (Jacka Ruczko – przyp. red.), którego nie ma niestety tutaj z nami. On jest wielkim maniakiem Elivisa i wszystkiego, co się z Elvisem łączy. Zmieszaliśmy tę jego pasję, z moją fascynacją muzyką gitarowę, plus elementy shoegaze i – oczywiście – charakterystyczny wokal Kasi, co dało nam taki właśnie efekt, dodam efekt, z którego jesteśmy strasznie dumni. Bo w Waszym przypadku jest z czego być dumnym – niech dowodzi temu przykład ubiegłorocznych sukcesów. Można mówić w Polsce o współczesnej scenie zespołów zorientowanych na klimaty około rockabilly? Romek: Wydaje mnie się, że nie. Współczesnym polskim zespołom rockowym bardzo trudno jest wydostać się spod wpływu tej tak zwanej alternatywy, bardzo trudno jest sięgnąć dalej, niż w lata `90 czy muzykę przełomu wieków. Może za jakiś czas taka scena się wykrystalizuje, póki co możemy mówić o kapelach, kóre się wybiły i które sobie gdzieś tam działają – taki jest główny podział „sceny” w Polsce. Czy teraz, kiedy The Lollipops obchodzi swoej drugie urodziny możemy mówić, że to w pełni ukształtowany muzycznie, konceptualnie, składowo zespół? Kasia: Składowo tak, jak najbardziej. Muzycznie? Na pewno wiemy, o co nam chodzi, ale wciąż ewoulujemy. Ostatnio, gdy coraz więcej przygotowujemy się do koncertów, zauważyliśmy że niektóre kawałki nabierają zupełnie nowego charakteru. Jakub: Wydaje nam się, że ewoulujemy w stronę muzyki filmowej. Zresztą, coraz częściej mówią nam o tym odbiorcy naszej twórczości. Ostatnio dużo pracujemy nad materiałem na nową EP-kę i sami zauważamy, że riffy, które tworzymy mogłyby stanowić samodzielne obrazy czy nawet całą historię, to niesamowite. To może coś więcej o czekającym nas wydawnictwie? Jakub: Prace nad nowym materiałem trwają, pierwsze efekty już można sprawdźić na naszym profilu Myspace. Nagrywamy bardzo po koleżeńsku, u naszego przyjaciela, więc atmosfera pracy jest świetna. Staramy się wszelkimi kanałami popularyzować naszą muzykę, rozsyłamy materiały do różnych stacji – i nie ukrywam, że mocno bazujemy na medium, które daje współcześnie szansę najszerszej promocji, czyli na Internecie. Co jest największą ambicją zespołu The Lollipops? Jakub: Hehehe, wiesz, nie mamy parcia na szkło, jeśli o to pytasz... Kasia: Mamy parcie na głośnik. Daleko nam do jakiejś takiej mega komercji... – tak mi się wydaje, poprawcie mnie, jeśli nie mam racji... Romek: Chcesz sobie kupić nowe buty za granie w zespole? Kasia: No tak, ha ha ha! Owszem – bardzo chciałabym móc, dzięki naszej muzyce jeździć po świecie, grać na różnych festiwalach, poznawać ciekawych ludzi. Z drugiej strony – nie insteresuje mnie granie dla rodzin, które przyszły na festyn przegyźć kiełbaskę. W tej chwili bardzo chciałabym, żeby nasza muzyka pozwalała nam pokrywać bieżące wydatki. Żebyśmy po prostu nie musieli dokładać. Chcielibyście swoją muzyką wnieść coś nowego do historii polskiej muzyki rozrywkowej? Romek: Wiesz co, wystarczyłoby nam, by ktoś docenił to, że nie idziemy z nurtem. Jesteśmy, kim jestesmy, działamy tak, jak chcemy działać – mamy swoją muzykę, swoje okładki, kóre sami sobie robimy, tworzymy utwory po angielsku i tak pewnie pozostanie, bo tak chcemy, choć – jak wiadomo to dziś duża przeszkoda, by się w naszym kraju wybić. Robimy swoje, bez tak potężnych aspiracji, o które pytasz. Rozumiem, podoba mi się Wasz optymizm – może na jego fali powróćmy do wątku polskiego rynku muzycznego, o którym wypowidacie się całkiem optymistycznie... Romek: Tak, bo jedynym problemem jest brak informacji. W świadomości przeciętnego Polaka od lat pozostaje kilka tych samych zespołów rockowych, które w jego rozumieniu tworzą scenę, które wciąż pokazywane są w mediach. Podczas, gdy świetnych zespołów w Polsce są tysiące – zresztą sam wiesz najlpiej. Co tydzień odbywaja się jakieś koncerty itd... ...a Polacy mają w głowach tylko Sopot i Opole... Romek: ...dokładnie! Rynek istnieje, ma się świetnie, problemem jest niedoinformowanie. Kasia: Żyjemy w czasach, w których mało ludzi kupuje sobie płyty, w Polsce bardziej popularne są koncerty a i te – by były udane – muszą wiązać się z szeroką informacją, o którą trudno. A jeżeli podsunę Wam rozumienie rynku muzycznego, jako sieci korelacji pomiędzy muzykami, organizatorami – czyli tzw, ludźmi z branży w ogóle. Jak oceniacie tę defnicję rynku w Polsce?
Kasia: O, tak – jeżeli tak spojrzeć na polski rynek muzyczny, to można o nim powiedzieć, że jest nawet całkiem prężny. Rządzi tu przede wszystkim marketing szeptany i trzeba umieć z tej sieci korelacji korzystać. Jakub: Piekielnie ważnym jest znaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu – jeśli ktoś potrafi już poruszać się w tej, nazwijmy ją umownie, Sieci, jest mu dużo łatwiej i poświęca o wiele mnie środków, by osiągnąć zamierzone cele. Najcześciej jednak młode, niezorientowane zespoły muszą szukać po omacku, czyli bywać wszędzie i grać, gdzie tylko się da, by uczyć się tych wszystkich mechanizmów i w nadzieji, że gdzieś zostaną zauważeni.
Jak wyglądaja Wasze najbliższe plany? Kasia: Koncerty, koncerty, koncerty... Jakub: Wydanie EP-ki, czy też dema, nie wiemy jeszcze do końca, jakiego charakteru nabieże to wydawnictwo. No i tak, koncerty... Kasia: Podbijamy Trójmiasto, bardzo chcemy tam zagrać – stamtąd pochodzę, trójmiejską scenę uważamy za bardzo interesującą i chcemy się tam zaprezentować. Ok, czekam zatem na nowy materiał i życzę powodzenia w planach koncertowych. Dzięki za rozmowę. The Lollipops: Dziękujemy również i pozdrawiamy!
Rozmawiał Paweł Boroń
O zespole: www.myspace.com/thelollipopspl |



The Lollipops: "Na pewno wiemy, o co nam chodzi, ale wciąż ewoulujemy"...






„
THE LOLLIPOPS powstali na początku 2008 r. w Olsztynie. Muzycy czerpią z tradycji lat ‘50 i ‘60, czego efektem jest charakterystyczne rock’n’rollowe brzmienie. Wokal Kasi Staszko, lekko zachrypnięty i intrygujący, przypomina takie wokalistki jak Chrissie Hynde, Marianne Faithful czy Karen O.