test2
Ula Chmielek

    będziesz mógł:
  • dodać wizytówkę swojego zespołu lub firmy
  • komentować i wypowiadać się
  • rozmawiać ze specjalistami
  • i wiele innych możliwości
Wywiady z zespołami Przemek Zdunek, wokalista The Cuts - "Nigdy nie wiesz, który utwór będzie ostatnim, jaki stworzysz, więc za każdym razem musisz to robić najlepiej jak potrafisz"
HOT NEWS
... » Fabryka Zespołów to już 3463 zespołów i 17315 muzyków! Dziękujemy, że jesteście z nami!

Kalendarium wydarzeń

<<  Sierpień 2010  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
        1
  2  3  4  5  6  7  8
  91011121315
16171819202122
232425262729
3031     

Polecamy

Promuj swoją firmę
Zapraszamy na XVI Przystanek Woodstock
TAK dla POLSKIEJ muzyki

Patronujemy

brzeszcze
Bank zespolow Katalog firm Promocja zespołów
Przemek Zdunek, wokalista The Cuts - "Nigdy nie wiesz, który utwór będzie ostatnim, jaki stworzysz, więc za każdym razem musisz to robić najlepiej jak potrafisz" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Paweł Boroń   
Poniedziałek, 05 Październik 2009 10:45

To, że zacząłem śpiewać, było wynikiem braku wokalisty. Na początku było fatalnie. Okropnie fałszowałem i zupełnie nie mogłem sobie poradzić ze śpiewaniem” - Przemek Zdunek, wokalista The Cuts.

 

 

 

 

 

 

Domeną młodych zespołów jest stopniowy rozwój. Wasz debiutancki album „Syreny nad miastem” brzmi jednak bardzo profesjonalnie. Nie uważacie, że już na samym początku postawiliście sobie poprzeczkę zbyt wysoko? Czy nie będzie Wam trudno nagrać w przyszłości coś równie dobrego bądź też lepszego i nie wpaść przy tym w schemat?


Dzięki za komplement. Nad płytą „Syreny nad miastem” pracowaliśmy ponad dwa lata i włożyliśmy w nią wiele pracy, więc bylibyśmy załamani, gdyby brzmiała amatorsko. Jesteśmy zdania, że nie ma sensu uprawiać żadnej sztuki, nie wspinając się na szczyt swoich możliwości. Każdy nowy utwór to dla nas kolejne wyzwanie i za każdym razem chcemy, żeby był lepszy od poprzedniego. Dlatego w naszym przypadku nie ma mowy o stosowaniu półśrodków czy obniżaniu poprzeczki po to, żeby w przyszłości mogło być lepiej. Nigdy nie wiesz, który utwór będzie ostatnim, jaki stworzysz, więc za każdym razem musisz to robić najlepiej jak potrafisz. Właśnie pracujemy nad nowymi piosenkami i wierzymy, że będą lepsze niż te, które znalazły się na naszej pierwszej płycie. A to, czy rzeczywiście kolejna płyta będzie lepsza od poprzedniej, ocenią słuchacze.


Odnoszę wrażenie, że bardzo łatwo jest stworzyć „piosenkę-hit”. Wystarczy parę melodyjnie połączonych dźwięków, prosty, wpadający w ucho refren i przepis na sukces mamy gotowy. Wasza muzyka jest jednak nieco bardziej skomplikowana i nie wygląda na skomponowaną po to, by dotrzeć do mas. Stąd pojawia się pytanie: po co Wam występ na festiwalu TOPtrendy oraz w Opolu? Chcecie być sławni czy nie? ;)


Jasne, że chcemy. Chyba nikt, kto tworzy muzykę, gra koncerty i nagrywa płyty, nie robi tego po to, żeby słuchać swojej muzyki w samotności. To, że nasza muzyka różni się o d tego, co serwują nam rozmaite stacje radiowe i muzyczna telewizja, wynika tylko z naszych gustów. Z drugiej strony nie przepuszczamy takich okazji, jak TOPtrendy czy Opole, bo dzięki tym festiwalom naszą muzykę usłyszało znacznie więcej osób niż na małych, klubowych koncertach.


Słuchając Waszej płyty, cały czas towarzyszyło mi uczucie niepokoju. Czy ten materiał taki właśnie miał być? Liryczne teksty (jak choćby „po prostu strzel mi prawdą w twarz, spotkajmy się na życia dnie” czy „w czarnej asyście koronek pewnym krokiem ruszyła w jego stronę”), przejmujący wokal i właśnie… niepokojące syntezatory. Dlaczego nie zdecydowaliście się na coś bardziej optymistycznego? Smutek chyba nie jest w modzie…?


Smutek nie jest w modzie, bo każdy chciałby być szczęśliwy. Ale świat jest inny. Daleko mu do serialowych pozorów. A ja nie piszę scenariuszy do słabych seriali tylko teksty piosenek. Gdyby nasza muzyka nie miała w sobie tej szczerości, która siedzi gdzieś w nas, a zamiast tego była lekka i radosna, pewnie nie dalibyśmy rady grać jej na koncertach.


Podczas przeglądania Waszego forum internetowego, zauważyć można liczne przyrównania do grup takich, jak Depeche Mode, The Cure, Interpol. Czy są słuszne? A może Wasza muzyka powstaje zupełnie niezależnie od wszelkich wpływów, chcielibyście się odciąć od porównań i zostać zauważonymi jako twórcy unikalnej, oryginalnej muzyki, po prostu, jako The Cuts?


Chyba każdy zespół chciałby być postrzegany jako wyjątkowy, oryginalny. Cieszy nas to, że z tego, co mówią inni w jakimś stopniu nam się to udaje. Trudno jednak uniknąć porównań. Czasem są one trafione, bo mówią o zespołach których słuchamy. Przecież nie możemy udawać, że nie słuchamy muzyki, a wiadomo, że choćby podświadomie, inspiruje nas to, czego słuchamy. Czasami jednak bardzo zaskakują nas niektóre porównania. Nierzadko jesteśmy porównywani do zespołów, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy. Po czasie zauważyliśmy, że porównania znajdujące się w rozmaitych recenzjach naszej płyty więcej mówią o samych recenzentach, niż o naszej muzyce.


Zaskakującą rzeczą jest Twój wokal. Momentami, słuchając go, przychodzi mi na myśl Dave Gahan, niektórzy doszukują się tu Roberta Gawlińskiego, w piosence „Cool Boy” pomyślałam nawet o Jonathanie Davisie z Korna. Mimo tak różnych porównań, jedno trzeba przyznać: wokal buduje nastrój Waszej muzyki. Przemku, pracujesz jakoś nad swoim głosem, przybierasz jakąś szczególną manierę, inspirujesz się kimś? Czy wszystko wychodzi samo, ot tak?


Szczerze mówiąc, to wszystko wychodzi właśnie „ot tak”. Jeszcze trzy lata temu nie miałem nic wspólnego z mikrofonem. To, że zacząłem śpiewać, było wynikiem braku wokalisty. Na początku było fatalnie. Okropnie fałszowałem i zupełnie nie mogłem sobie poradzić ze śpiewaniem. Z czasem jednak jakoś udało mi się wejść w tę rolę. Ogromne znaczenie mają dla mnie lekcje śpiewu. Rok temu zapisałem się do szkoły muzycznej.


Na Waszej płycie pojawiła się piosenka „Linda”. Skąd zainteresowanie przedziwną, mroczną i makabryczną historią psychiatry-transseksualisty, przez którego błąd pacjent popełnił brutalne morderstwo? No i dlaczego użyliście do przedstawienia tej opowieści damskiego wokalu?


Zainteresowanie po prostu stąd, że przeczytałem kiedyś o tym zdarzeniu w internecie. A właśnie takie historie inspirują mnie dość mocno. Tekst „Lindy” jest napisany w ten sposób, że w pewnym momencie ofiara zwraca się do swojego męża-oprawcy. Pomyśleliśmy, że fajnie by było, gdyby rzeczywiście nagrała to kobieta. Podczas nagrywania zdecydowaliśmy, że Ania Wilczyńska zaśpiewa ze mną też refreny.


Wasza płyta tworzy bardzo spójną całość. Czy praca nad kompozycją i doborem odpowiednich utworów zajęła Wam dużo czasu? Opowiedzcie coś o czasie spędzonym w studio.


Jak mówiłem wcześniej, praca nad płytą trwała ponad dwa lata. W tym czasie powstało około dwudziestu utworów. Na płytę postanowiliśmy wybrać najlepszą, naszym zdaniem, dziesiątkę. Początkowo płyta miała być cała po angielsku. Kiedy myśleliśmy, że album jest już gotowy, zajęliśmy się tworzeniem nowych piosenek. Nagraliśmy wtedy pierwszy utwór po polsku. To była piosenka „Kochać cię chcę”. Postanowiliśmy, że ten kawałek wejdzie na płytę, ale jakoś nie pasował do reszty, głównie ze względu na język. Dlatego spróbowaliśmy nagrać jeszcze kilka polskich piosenek. Po kilku miesiącach nagrywania i wybierania okazało się, że na płycie jest więcej polskich numerów niż angielskich. Myślę, że dzięki temu ta płyta jest o wiele ciekawsza i może nieco łatwiejsza w odbiorze.


Wzięliście udział we współorganizowanych przez Fabrykę Zespołów półfinałach eliminacji do Przystanku Woodstock 2009, nie udało Wam się jednak dostać do finału. Nie wygraliście zeszłorocznego TOPtrendy ani tegorocznych „Premier” w Opolu. Występowaliście jednak w programie Kuby Wojewódzkiego, a po Opolu ludzie zaczęli Was zauważać i kupować Waszą płytę. Jesteście zatem wielkimi wygranymi czy przegranymi?


Ani w Opolu ani na TOPtrendy nawet przez chwilę nie myśleliśmy o wygranej. Cieszyło nas to, że możemy tam zagrać. Jak powiedziałeś, dzięki tym festiwalom ludzie nas zauważyli. Dlatego uważamy, że te występy to dobre posunięcie. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal musimy ciężko pracować na to, żeby ludzie chcieli przychodzić na nasze koncerty.


Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość? Jak zespół The Cuts żegna lato 2009? Koncerty? Tworzenie nowych utworów? Podbijanie świata? Leniuchowanie?


Z pewnością nie leniuchowanie. Właśnie pracujemy nad nowym materiałem, więc sporo czasu spędzamy w studiu. Poza tym, niebawem do stacji radiowych ma trafić czwarty singiel z naszej debiutanckiej płyty. Będzie to tytułowy utwór – „Syreny nad miastem”. Wkrótce będziemy też nagrywać kolejny teledysk. Nie wiemy jednak jeszcze czy będzie to obrazek do „Syren” czy już do któregoś z nowych utworów.


Na koniec proszę Was o ocenę polskiej sceny muzycznej. Czy powstała przepaść między twórczością wybitnych polskich wykonawców sprzed lat a dzisiejszym plastikowym łomotem kierowanym do tłumu pozbawionego wrażliwości i słuchu? A może są młodzi artyści, którzy starają się utrzymać muzykę na wysokim poziomie?


Jasne, że są. Kilka świetnych, polskich zespołów wystąpiło w tym roku na letnich festiwalach. Nierzadko te młode zespoły dziś wypadają znacznie lepiej od tuzów polskiej estrady, którzy, moim zdaniem, niepotrzebnie nagrywają płyty będące słabymi kopiami ich sztandarowych albumów. Niestety wśród tych młodych kapel jest też wiele takich, których nie jestem w stanie słuchać.


Dziękuję serdecznie za wywiad i trzymam kciuki za Waszą muzykę, która jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie – oby tak dalej!


Wielkie dzięki.




Rozmawiała Marta Przydanek

 

Współpraca

mhhMLWZRadio PiKDla StudentaUssGwardia