Nowy klip od Zjednoczenia Soundsystem
Teledysk do "Dom" zapowiada album "Inity". Premiera w styczniu.
Kasabian powraca na Open'era!
Po pięciu latach przerwy. To będzie wyjątkowy Open'er 2015.
Metalowa 20. Rolling Stone`a
Magazyn Rolling Stone wybrał najlepsze metalowe albumy 2014. Wśród nich jest Behemoth.
MaxFloRec pomaga zwierzakom
Polecamy akcję MaxFloXmas organizowaną po raz 6. przez label MaxFloRec.
Ośmioletnia Blueswomenka nagrała płytę
...aż chciałoby się rzec: "czym skorupka za młodu..."
W czwartek koncert Mama Selita
  Grupa zagra w warszawskim klubie Stodoła

Recenzje

piątek, 18, maj 2012

Sicknest "Demo" - recenzja

 

Czasem zupełnie niepozorne wydawnictwa kryją w sobie pozytywne zaskoczenie. Mimo że płyta którą zespół Sicknest podrzucił do naszej redakcji jest niezwykle skromna, zarówno pod względem treści jak i jej wydania, zdecydowanie warto zapoznać się z twórczością tego zespołu.

 

Sześcioosobowy skład Sicknest powstał zaledwie rok temu w Sosnowcu i Katowicach. Praktycznie każdy z muzyków udzielajacych się w tej formacji ma za sobą epizody w innych składach, jednak wspólnie zdecydowali się, jak sami to okreslaja, "założyć projekt o niebanalnym ukierunkowaniu muzycznym". Płyta zatytułowana po prostu "Demo 2012" zawiera niestety tylko dwa, za to całkiem rozbudowane, wielowątkowe i pełne pomysłów utwory – zespół zapewne cały czas pracuje nad kolejnymi i prezentuje więcej na swoich koncertach. Jak na debiutancką próbkę działalności zespołu, krążek ten brzmi zaskakująco nieźle - Sicknest określa swoją muzykę jako Metal/Progressive/Experimental, i to chyba najlepszy klucz do sklasyfikowania tych dzwięków. Zespół posiada sporo progresywnego zacięcia – nie spodziewajcie się jednak technicznych popisów w stylu Dream Theater. Sicknest próbuje zbudować swój styl w materii raczej klasycznego metalu, ubarwiajac go nieco nowoczesniejszymi brzmieniami. Otwierający płytę, trwajacy ponad sześć minut "Kill Or Be Killed" to przykład własnie takiego grania – spokojne intro przechodzi w heavymetalowe wymiatanie, zwieńczone świetnymi partiami gitar. Drugi, niemalże ośmiominutowy utwór, opatrzony nazwą zespołu, to już przykład nieco nowoczesnego brzmienia - ciekawa rytmika, zniekształcony efektami wokal i rewelacyjna praca perkusji. Umiejętnościom technicznym muzyków także nie można niczego zarzucić - sprawny wokalista obdarzony mocną i ciekawą barwą głosu, niekiedy poruszajacego się także w wyższych rejestrach, świetnie uzupełniający się gitarzyści (brawa za solówki!), klawiszowiec dodający muzyce odpowiedniego patosu, punktualna sekcja, a przede wszystkim, pełen inwencji, gęsto grający bębniarz. Sicknest to naprawde nieźle zapowiadajace się zjawisko – imponujące technicznie, na swój sposób oryginalne, unikające bezmyślnego kopiowania innych i szukające własnego stylu dzięki ciekawemu łączeniu wielu gatunków. Rozejrzyjcie się za nimi bo naprawdę warto. Czekamy na więcej!

 

Krzysztof Stachowiak

Kategorie Recenzje płyt