
Kiedy pierwszy raz usłyszałem nazwę Minerva, pierwszym skojarzeniem był jeden z utworów Deftones. O ile jednak, przy ostatnich produkcjach zespołu z Kalifornii zdarzało mi się lekko przysypiać, płyta Minervy skutecznie postawiła mnie na nogi. Z Wami zresztą zrobi dokładnie to samo. Drodzy fani ciężkiego grania, to jedna z płyt, których po prostu nie możecie przegapić.
Płytę Minervy można by umieścić w Sevres pod Paryżem, jako wzorcowy przykład wydania debiutanckiego albumu. To w zasadzie skończone dzieło, płyta totalna, którą bez kompleksu można wysłać do każdego wydawcy, nawet za granicą. Świetna, klimatyczna okładka. Kolejny wielki plus to miażdżąca produkcja - całość zrealizowano w polskim studio, natomiast wzbogacono niemieckim masteringiem. „Dead For A Lifetime” to po prostu mokry sen każdego maniaka nowoczesnego metalu. Mamy tutaj wszystko co potrzeba do wywołania solidnej „ściany śmierci” pod sceną, czy też beztroskiego machania czerepem w domowym zaciszu. Porównania? Nawet średnio obeznane w ciężkim graniu ucho, bez problemu wychwyci w tym materiale kilka podobieństw i nawiązań, momentami do pewnej amerykańskiej legendy ciężkiego grania, dzielącej nazwę z pewną starą płytą Deep Purple. Nie ma sensu rzucać nazwami, ani bawić się w żonglerkę gatunkową, skoro całości słucha się po prostu przewybornie. Świetny, ekspresyjny i wielowymiarowy wokal, potężne gitary emitujące niezwykle nośne riffy. Na temat rewelacyjnej pracy perkusisty można by napisać naukowy elaborat, przyznam tylko, ze dawno nie zdarzyło mi się słuchać płyty, skupiając się tylko i wyłącznie na pracy bębnów, które są tutaj absolutnie powalające. Podobnie zresztą jak i bas dodający tej muzyce należytego dołu. No i ostatni atut – przebojowość. Muzycy Minervy doskonale opanowali sztukę tworzenia chwytliwych refrenów i kompozycji. Płyta jest niezwykle długa - oprócz nowych kompozycji, zespół postanowił umieścić tutaj powtórkę z debiutanckiej epki. Album wieńczy monumentalny, trwający ponad 20 minut „Beyond The Dream”. Zastosowano tutaj dobrze znany patent z długą chwila ciszy, po której wybrzmiewa ostatni utwór, w którym zespół funduje nam totalną dźwiękową apokalipsę. Ja naprawdę nie mam żadnych pytań – zespół niezwykle wysoko ustawił sobie poprzeczkę, jeśli już teraz startuje z tak wysokiego pułapu, strach się bać co będzie dalej. Rewelacyjna, niezwykle kompletna produkcja, przemyślana od początku do końca. Kto nie posłucha ten trąba.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.