
„Tygiel kulturowy, pożyteczny i zdrowy”, śpiewał kiedyś Kazik na jednej ze swoich solowych płyt. W słowach wieszcza jest wiele prawdy - historia muzyki nie tylko rockowej, wielokrotnie udowodniła, że najciekawsze rzeczy wykluwają się z połączeń różnych gatunków i stylów. Podobnie jest z debiutancką płytą pochodzącego z Tarnobrzegu Via Rei.
Mimo że sam zespół określa swoją muzykę, jako „alternator reggae jazz”, po pierwszym przesłuchaniu miałem spory kłopot z określeniem tych dźwięków. Brzmi to mniej więcej tak, jakby zespół kojarzony dotąd z muzyką alternatywną, zabrał się nagle za granie dziwacznej fuzji reggae i ska, zmiksowanego z jazzem, nie tylko w wersji acid. Zaskakujący kalejdoskop dźwięków – dużo tutaj szybkich, dynamicznych brzmień z pogranicza rocka i ska, które całkiem nieźle komponują się z jazzową nerwowością i wtrętami sekcji dętej. Fajnie, że z tych gatunków zespołowi udało się posklejać w zasadzie nową jakość. Z takim brzmieniem stanowią na pewno ewenement na polskiej scenie, co od razu też dyskwalifikuje wszelkie zarzuty o brak oryginalności. Zresztą nawet najbardziej wyszukane metafory i porównania nie opiszą tej muzyki, bo zwyczajnie nie nadaje się ona do sklasyfikowania. Brzmi to wszystko niezwykle energetycznie, noga tupie sama o podłogę. Bez wątpienia są to dźwięki, których chciałoby się wysłuchać na żywo. Zresztą o zespole Via Rei krążą opinie, że są niezłymi scenicznymi zwierzakami i dopiero w koncertowej konfrontacji z publicznością, ich muzyka dostaje odpowiednich skrzydeł. Wszystkiemu towarzyszą niegłupie, pełne ciekawych, celnych metafor i zaśpiewane w ojczystym języku teksty. Jakby tego wszystkiego było mało, po dziewięciu autorskich kompozycjach, zespół na deser serwuje nam dwa totalnie odjechane remiksy, które pokazują ze Via Rei to zespół, któremu eksperymenty nie są obce. Swoją drogą jestem ciekaw, czym zespół zaskoczy nas na następnej płycie. Ale to chyba jeszcze daleka przyszłość. A tak zupełnie na koniec - dodatkowe plusy należą się za ciekawie zaprojektowaną, jednolitą szatę graficzną płyty. Rzucająca się w oczy okładka, razem z nietuzinkowym logo, dzięki któremu nie sposób pomylić tej płyty z innym wykonawcą na sklepowej półce. Polecamy wszystkim słuchaczom otwartym na nowe dźwięki.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt