
Pamiętacie kultowy niegdyś teledysk formacji Blind Melon, z dziewczynką biegającą po łące w stroju pszczółki? Po wielu latach doczekała się ona swoich spadkobierców…ale do rzeczy. W kolejnej recenzji najnowszych wydawnictw Złotego Melona prezentujemy Wam rewelacyjny, woodstockowy występ zespołu Łąki Łan, czyli blisko 90 minut totalnego, nie tylko muzycznego szaleństwa. Co ciekawe, przed ich koncertem wystąpił pewien brytyjski zespół o nazwie The Prodigy.
„Pewnego razu pod liściem jełopianu spotkało się sześciu niezwykłych smakoszy pyłku i nektaru kwiatowego: Poń Kolny, Niesforny Bonk, Zając Cokictokloc, Jeżus Marian, MegaMotyl oraz mały skrzat imieniem Paprodziad. Paprodziadowi udało się wygrzebać ze swojego tobołka dziwaczny flakon, którego zawartością poczęstował wszystkich członków Łąki Łanu. Wtem, wicher okrutny wzbił kurz w powietrze, zrobiło się ciemno jak w brzuchu gąsienicy, ptaki umilkły, kwiaty pozwijały płatki a straszliwy piorun przeszył zsiniały nieboskłon. Na szczęście nie nastąpiło nic więcej oprócz deszczu, który zmoczył im skrzydła i kubraki. Wrócili więc do swego grzyba prawdziwego, wyjęli instrumenty i zgrali ŁąkiFunka…” Tak moi drodzy, brzmi oficjalna biografia zespołu Łąki Łan, zamieszczona na ich stronie. Dodajcie do tego ich pseudonimy, image polegający na przebieraniu się za owady, i zastanówcie się sami, czy taki zespół można traktować poważnie? Z drugiej strony, dlaczego nie? W tym szaleństwie jest metoda - pod maską ogólnego absurdu kryją się całkiem niegłupio zaaranżowane dźwięki. Historia nie tylko polskiego rocka, pokazała już wielokrotnie, że ten rodzaj muzyki niekoniecznie musi kojarzyć się ze śmiertelną powagą, groźnymi minami i wystudiowanymi pozami. Wystarczy przytoczyć tutaj casus Big Cyca, Kabanosa, El Dupy i kilkudziesięciu innych wykonawców. Gdyby zrobić ranking najbardziej pokręconych i zwariowanych zespołów w historii polskiego rocka, kabaretowy teatr absurdu pod nazwą Łąki Łan zapewne znalazłby się w nim na wysokiej pozycji. Dla sześcioosobowej ekipy był to zapewne koncert życia - w przeciwieństwie do opisywanego przez nas wcześniej koncertu Enej, wystąpili w nocy, praktycznie przy nadkomplecie publiczności. I trzeba przyznać ze okazję tę wykorzystali skwapliwie. Zwariowany image i zachowanie na scenie, bajeczna, kolorowa scenografia i do tego muzyka – wybuchowa mieszanka pikantnego funku, elektroniki, psychodelii, i Bóg wie czego jeszcze. Do tego w warstwie lirycznej wspomagana mega absurdalnymi tekstami, brzmiącymi niczym nocny koszmar profesora Bralczyka. Zarówno muzyczna jak i wizualna twórczość Łąków, sprawia wrażenie permanentnego domalowywania wąsów Monie Lizie. Tak zapewne wyglądałaby „Ulica Sezamkowa” w wersji entomologicznej, gdyby za jej tworzenie zabrała się nieśmiertelna trupa Monty Pythona. Mimo że muzyka Łąki Łan równie dobrze nadaje się do małego klubu i bardziej kameralnego kontaktu z publicznością, dopiero gigantyczna scena Woodstocku, z naprawdę niesamowitymi światłami, pozwoliła im nomen omen, rozwinąć skrzydła.
Tradycyjnie poza pięknym opakowaniem i świetną rejestracją występu, otrzymujemy bonusowy dysk CD, na którym znalazły dodatkowe materiału oraz zapis koncertu w formie audio. Przy tym zespole ciężko być poważnym, ale uwierzcie - twórczość Łanów to znakomita odtrutka na wszelkiego rodzaju, nie tylko jesienne deprechy. To wydawnictwo zapewni wam dużo uśmiechu, nie tylko w długie zimowe wieczory. I naprawdę godne zakończenie 17 festiwalu Woodstock. Polecamy!
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt