
Czy można zagrać reggae w sposób nieoklepany i na tyle oryginalny, by zainteresować słuchacza, który z gatunkiem tym styka się sporadycznie? Sztuka to trudna, aczkolwiek wykonalna. O tym, że palić Babilon można na wiele sposobów przekonała mnie dopiero EPka „Bałaganiarze”. Cztery metry od chodnika pozostają co prawda w zielono-żółto-czerwonych barwach, jednak nie oddają one tego, co znalazłem na krążku.
„Bałaganiarze” to przykład na to, że reggae nie jest wcale hermetyczną i skończoną formą, która skierowana jest wyłącznie do określonego odbiorcy i z której nie da się już niczego wyrzeźbić. Pisać o Czterech metrach wyłącznie jako o zespole reggae jest wręcz nieporozumieniem i określeniem umniejszającym jego wartość. Post-reggae? W końcu dodawanie do wszystkiego „post” jest teraz takie popularne.
Materiał nie opiera się wyłącznie na wokalu i dużą jego część zajmują instrumentale. Jest to naprawdę dobra (o ile nie najlepsza) strona całej EPki. Przyczepić by się można było tylko i wyłącznie do strony technicznej. Czuć, że nie zrealizowano jej w profesjonalnym studio, na które do końca życia zadłuża się siebie i rodzinę, ale tak naprawdę nie to jest przecież istotne. Bo czy nie najważniejsza powinna być tu muzyka?
Przy recenzowaniu płyty Czterech metrów od chodnika nie mogłem pominąć oczywiście faktu, iż pochodzą oni ze Świebodzina (tu losowy żart o świebodzińskim Jezusie). Szkoda, że o zespole tak mało słychać nie tylko w mediach, ale nawet w internecie. Tylko 152 osoby lubią Was na facebooku? Poważnie? Ogarnijcie się, znajdźcie managera i zacznijcie jeździć po Polsce!
Artur Kasprzyk
Recenzje płyt
Komentarze
Niemniej bardzo pochlebna opinia. Od dawna w was wierzyłam ;D Gratulacje!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.