
Czasem dla kontrastu po bezlitośnie szarpanych strunach, perkusyjnych kanonadach i groźnym "aaarrrggghhh" przeróżnych "wokalistów", miło posłuchać takiej muzyki. Bezpretensjonalnej, optymistycznej i po prostu wprowadzającej słuchacza w dobry nastrój. Taka zresztą jest cała twórczość Poluzjantów. Moim skromnym zdaniem na okładce zabrakło tylko jednego małego elementu - naklejki z napisem "To buja!”
Równie dobrze przydałaby się jeszcze naklejka "słuchać w piątek/sobotę wieczorem". Idealna muzyka imprezowa? Jak najbardziej. Trochę szkoda ze większość kojarzy postać Kuby Badacha z przebojem Roberta Jansona "Małe szczęścia”, który kilka lat temu słychać było nawet w lodówce. Cała twórczość panów na literę P zjada ten kawałek na śniadanie, wyprzedzając go nie tylko o trzy metry. Ci Poluzjanci naprawdę są z jajami, i skłonność do skutecznego bujania słuchacza mają po prostu w małym palcu, którym pokazują wielkie „Funk You” publiczności. "Trzy metry ponad ziemią" to zgodnie z nazwą, już trzecia płyta ich płyta. Niektórzy marudzą ze Poluzjanci na tej płycie nieco spoważnieli i zatracili swój funkowy pazur czy też charakterystyczny, pulsujący groove. Może cos w tym jest, bo „Trzy metry..." to płyta brzmiąca nieco bardziej jesiennie i refleksyjnie, głównie za sprawą tekstów autorstwa Janusza Onufrowicza. Zresztą sam zespół twierdzi ze ostatnio rozsmakował się w nieco spokojniejszym graniu i także to oblicze pragnął pokazać na tej płycie. Pod sam jej koniec robi się niezwykle lirycznie i melancholijnie - by nie powiedzieć romantycznie. Nie obawiajcie się jednak wrażeń w stylu Joy Division - nikt tu nie potnie się czerstwą bułką, nadal są to niezwykle radosne dźwięki, co zresztą widać po wyszczerzonych gębach muzyków na okładce. Cytując samych autorów, ta płyta to „zgrabnie opowiedziane historie o miłości, i o braku miłości” oraz kilka piosenek „zaangażowanych społecznie”. O poziom muzyczny nie musicie się martwic - muzycy Poluzjantów to stuprocentowi profesjonaliści, wyjątkowo zapracowani w licznych projektach sesyjnych - pewnie to tłumaczy aż 10 lat przerwy między pierwszą a drugą płytą. Wokal Kuby Badacha, który już jako 12-latek dogrywał chórki na płycie Andrzeja Zauchy, także nie wymaga specjalnej rekomendacji. Zresztą w jego głosie słychać wiele z Mistrza. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu, zagrane z niezwykła kulturą i smakiem. Słucha się tego naprawdę świetnie, jest to po prostu pop na światowym poziomie. A propos okładki, na samym jej końcu znalazła się pusta strona z dopiskiem „miejsce na autografy”. Po przesłuchaniu płyty stwierdzam ze faktycznie, może się przydać. Mimo ze Poluzjanci są fenomenem scenicznym, zastanawia fakt ze ich twórczość jest tak mało obecna w mediach. Wszystkich niedowiarków zapraszamy na koncerty, bo chłopaki właśnie wyruszyli w trasę. Polecamy także całkiem ciekawy klip do utworu tytułowego, który możecie obejrzeć na naszej stronie.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.