
Podobno ludzka dusza wazy właśnie 21 gramów - ci z was, którzy oglądali niezwykły film z Seanem Pennem pod tym samym tytułem z 2003 roku, zapewne wiedzą, o co chodzi. Muzyka proponowana przez projekt niejakiego Filipa Szyszkowskiego jest równie intrygująca co tamten obraz.
Kiedy Naczelny z lekkim przerażeniem w oczach wcisnął mi tę niepozorną płytę do recenzji, nie wiedziałem czego tak naprawdę się spodziewać. 21 Gramms to dość enigmatyczny twór - w Internecie informacji na jego temat jak na lekarstwo, zbyt wiele nie mówi nam także dość ubogie, ale klimatyczne wydanie płyty. Cztery utwory, pół godziny muzyki. Dopiero tytuł uchyla nieco rąbka tajemnicy. "The Music Of Erich Zann" to tytuł krótkiego, ale dość upiornego opowiadania mistrza grozy H.P Lovecrafta. Student mieszkający w obskurnej kamienicy, ma za sąsiada dość niezwykła osobę - niemego muzyka teatralnej orkiestry. Pewnej nocy odkrywa że dźwięki wydobywające się z jego wiolonczeli nie do końca pochodzą z tego świata...Czujecie dreszcze? Jeśli nie, polecam przeczytać to opowiadanie właśnie z muzyką 21 Gramms na uszach. Ciekawe wrażenia gwarantowane. Czy muzyka projektu jest zwykłą ścieżką dźwiękową do tego opowiadania, czy też próbą odtworzenia owych tajemniczych dźwięków dobywających się z mrocznego pokoju niezwykłego sąsiada? A może jedno i drugie? Odpowiedz na to pytanie pozostawiam waszej wyobraźni. A jaka to muzyka? Przede wszystkim niezwykle depresyjna. Ambient, dark ambient, drone, jakkolwiek to nazwiecie – mroczne pejzaże, lejące się bez końca struktury dźwięków. Muzyczny bezruch, atmosfera niepokoju, podskórnego lęku, osaczenia. Swego czasu Bass Communion, projekt Stevena Wilsona znanego z Porcupine Tree, wydał niesamowitą płytę "Ghosts on Magnetic Tape", zainspirowaną taśmami zawierającymi rzekome nagrania zmarłych ludzi, próbujących skontaktować się ze światem żywych. Płyta 21 Gramms oferuje nam mniej więcej podobny klimat. Jeśli fascynują was produkcje generowane przez artystów takich jak Coil, Lustmord, Williama Basinskiego, czy tez chore ściany dźwięku zespołu Sunn O))), to bezapelacyjnie jest to rzecz dla was. Jeśli nie, wystarczy zdjąć klapki z uszu i otworzyć się na tą muzykę, bo naprawdę warto. Nawiązując do opowiadania Lovecrafta, niezwykle brzmi na tej płycie wiolonczela, podobnie jak krystalicznie piękne dźwięki pojawiającego się tu i ówdzie fortepianu. Idealna ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego horroru, czy też do kolejnej części gry "Silent Hill". Muzyka której lepiej nie słuchać samotnie w nocy na słuchawkach. Albo wręcz przeciwnie - przesłuchajcie ja właśnie w taki sposób, wtedy te niepokojące dźwięki dotrą do was najlepiej. Niesamowita płyta.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt