
"Listopad, niemal koniec świata" jak to śpiewał, czy też raczej deklamował Świetlicki. Pogoda knajpiana - szaro, zimno, deszczowo, błoto i liście, miasto stoi w korkach. Jednym słowem jesienna deprecha, cytując innego wybitnego wieszcza polskiej kultury. Na tak bezlitosną aurę twórczość nomen omen Parassola, działa niczym wyjątkowo skuteczne antidotum.
Będąc dzieckiem stanu wojennego, zakupów na kartki i wyrobów czekoladopodobnych, polskie reggae kojarzy mi się wyjątkowo z latami 80 - zwłaszcza z dokonaniami Daabu, Bakszysza czy tez legendarnego Izraela. Dlatego przy odsłuchu płyty Parassola uśmiechnęła mi się gęba, bo to granie dokładnie w takim stylu. Już sama okładka, prezentująca archaiczne opakowanie płyty winylowej w szarym papierze wprowadza słuchacza w ten klimat. Zespół powstał w 2008 roku w Solcu Kujawskim, ale dopiero teraz udało im się wydać debiutancki album zatytułowany "Krok do przodu" - który jest tak naprawdę krokiem wstecz, bynajmniej nie w negatywnym sensie. Old school pełną gębą, czy też vintage, używając modnych dziś określeń. Nie uświadczymy tutaj ani grama nowoczesnych brzmień, żadnych kosmicznej elektroniki ani wbijających w podłogę beatów. Proste, ale nie prostackie, bardzo klimatyczne i momentami nieco melancholijne bujanie, dokładnie takie jakiego słuchaliśmy w starych dobrych czasach, kiedy świat miał jeszcze prawdziwy, a nie cyfrowy smak. To nie jest granie dla kasy ani sławy, ani żadne napinanie się na wielką sztukę - to po prostu dobra zabawa i przede wszystkim radość ze wspólnego grania, co zresztą doskonale w tych dźwiękach słychać. Ten nostalgiczny wehikuł czasu nie jest absolutnie wadą - Parassol gra naprawdę z fajnym feelingiem, kołysząc słuchaczem przez blisko godzinę. Ciekawie robi się zwłaszcza pod koniec płyty, kiedy to zespół kieruje się w kierunku odrobinę mroczniejszego i nieco transowego grania. Na deser otrzymujemy powtórkę jednego z utworów –tym razem w instrumentalnej, dubowej wersji. Do tego wszystkiego dochodzą fajne, bezpośrednie teksty -kilka prostych, ale zapadających w pamięć życiowych prawd, zarówno po polsku jak i w języku Szekspira.
Po kilkudniowym obcowaniu z debiutem Parassola - jestem jak najbardziej za. Można by czepiać się ze to wszystko już było, ze płyta powiela schematy ograne od lat, ale całość brzmi po prostu bezpretensjonalnie - szczerości i pozytywnej energii nie sposób chłopakom odmówić. Fajnie się tego słucha a to chyba najważniejsze.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt