
Podobno Neith to jakaś straszliwa bogini wywodząca się z mitologii egipskiej. Jednak młody katowicki zespół o tej nazwie, który niedawno wydał swoją debiutancka epkę, raczej nie ma z nią wiele wspólnego. Blisko 40 minut muzyki, 8 utworów -w zasadzie można by traktować to jako pełnoprawną płytę -w końcu "Reign In Blood" Slayera trwa niecałe pół godziny... Jak na pierwszą muzyczna wizytówkę prezentuje się zaskakująco nieźle, mimo ze nie sposób ustrzec się przed kilkoma porównaniami.
Jeśli potraficie wyobrazić sobie nieco bardziej zmetalizowaną i bardziej zwartą wersję dokonań Comy zmiksowanej z Proletaryatem, tak właśnie brzmi Neith - głownie za sprawą wokalisty dysponującego charakterystyczna barwa głosu. W podobnym nastroju i klimacie utrzymane są także klimatyczne ale dość enigmatyczne teksty. Nie traktujcie jednak tego wszystkiego jako wada -mimo ze nie znajdziemy tutaj wiele oryginalności, słucha się tego naprawdę świetnie - słychać ze zespół ma naprawdę spory potencjał, a przede wszystkim pomysł na siebie i aranżacje utworów. Dodajmy do tego całkiem charyzmatycznego wokalistę, wysokie umiejętności muzyków, świetną pracę gitar, a zwłaszcza dość gęstą grę sekcji, dzięki której ta muzyka brzmi naprawdę "do przodu". Pełen profesjonalizm - lekcje z kompozycji zespół odrobił na piątkę z plusem, także przy konstruowaniu dłuższych form - ostatni utwór na płycie ma ponad 8 minut. Dużym plusem jest także chwytliwość całego materiału - przy odpowiedniej promocji piosenki te bez problemu mogłyby namieszać w rockowych rozgłośniach.
Nie będzie dla mnie zaskoczeniem jeśli za jakiś czas Neith stanie się naprawdę znanym zespołem, czego z całego serca im życzę. Pozostaje tylko czekać na nagrany w dobrym studio i z dobrym producentem, pełnowymiarowy krążek.
Recenzje płyt