
Oldas do tej pory znany był głównie ze współpracy z Kobrą. 5 lat po wydaniu pierwszego krążka w tym duecie, postanowił rozpocząć solową działalność, której efektem jest "Esencja".
Oldas zapowiadał, że "Esencja" pokaże jego prawdziwą twarz. Rapuje, że mimo iż na jego płycie jest sporo gości, to zawsze są to jego osobiste uczucia, że przesłuchanie albumu pomoże słuchaczowi w poznaniu go. Wielokrotnie mówi, że w jego muzyce odnajdujemy emocje, szczerość, ciekawe historie – to miło z jego strony, ale ciekawsze dla słuchacza byłoby wysłuchanie właśnie tych konkretnych historii, których nie dostajemy tutaj za dużo.
Nie znaczy to, że tekstowo "Esencja" jest słaba. Raper zrobił znaczny postęp od czasu swoich ostatnich krążków i znajdziemy tu jego najlepsze wersy. Oldas nie sili się na dawanie porad swoim słuchaczom, woli mówić o muzyce, kobietach, swoich wadach i dość luźnym podejściu do życia.
Raczej nie dostarcza nam punchline'ów, a po prostu teksty na solidnym poziomie. Od czasu do czasu potrafi jednak zaskoczyć bawiąc się słowem - "po maturze, bez magistra, bo jak Jeż *** tytuł", "gdy los daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę".
Słuchając "Esencji" czujemy, że Oldas cieszy się tym co robi, że kocha muzykę. Pada tu wiele wersów mówiących o dźwiękach jako o największej pasji. Jednym z lepszych kawałków z tego albumu jest "ABC", na świetnym bicie Kixnare'a, w którym raper wymienia w kolejności alfabetycznej swoich ulubionych artystów. Temu kawałkowi można jednak zarzucić to, że wersy w stylu "Vinnie Paz niebawem wydaje solo" są aktualne przez kilka miesięcy.
Poznaniak ma charakterystyczny głos i słucha się go przyjemnie. W niektórych momentach jednak słychać ewidentnie "cięcia", czyli nagrywanie zwrotek po kilka wersów. Poza tym, do flow nie można się przyczepić.
Jednym z największych atutów (jeśli nie największym atutem) tej produkcji są bity. Wszyscy bitmakerzy spisali się na medal i co najważniejsze – klasyczne, samplowane produkcje pasują klimatem do rapu Oldasa. Mimo wielu producentów, płyta jest spójna i muzycznie się nie nudzi.
Na "Esencji" nie ma ani jednego utworu, o którym mógłbym powiedzieć, że jest ewidentnie słaby. Z drugiej strony żaden też szczególnie się nie wyróżnia, nie jest typowym singlem. Na pewno nie jest to świeża, innowacyjna płyta. To po prostu rap na poziomie, nagrany na dobrych bitach...
Kuba Sommerfeld
Recenzje płyt