
Solowa płyta Krzysztofa Błasia zatytułowana „Dreams” na sklepowe półki trafiła 21.11., ale swoją premierą miała podczas odbywających się na początku października Targów Music Media w Krakowie. Krzyśku – powiedziałam, gdy rozmawialiśmy wówczas o recenzji materiału – pamiętaj, że nie jestem profesjonalnym muzykiem, nie jestem fachowcem od nut, skal i harmonii. To Ty piszesz dla „Gitarzysty”, ja wychowałem się na punku czy grunge, muzykę opisuję emocjonalnie. Powiedziałem to w pełni świadomy, jakiego kalibru krążkiem mam się zająć.
Krzysztof Błaś to gitarzysta, autor wielu poradników i książek (m.in., „Gitarowe wyzwania”, „Żadnych tajemnic” czy „Wojny gitarowe”, wyd. Absonic) dotyczących nauki gra na gitarze, wykładowca Szkoły Muzycznej Rock and Heavy we Wrocławiu. Oficjalnie, rewelacyjny muzyk, prywatnie – konkretny, przy tym skromny facet.
Jako człowiek odkrywający muzykę – jak i życie w ogóle – intuicją i emocjami, zawsze z pewnym dystansem podchodziłłem do podobnych wydawnictw. Odstraszały mnie ich prezyzyjność, podręcznikowość, wyrachowanie i to, że solowe płyty instrumantalistów brzmią zawsze, jak soundtracki do filmów. I z takim oto bagażem wpakowałem się na pokład 45 minutowego „Dreams” Krzyśka.
Co pomogło mi w docenieniu tego matriału? W ujrzeniu jego niezwykłej wartości i – nie uciekając się do naciąganego patosu – wielkości? Dwa klucze: po pierwsze, album powstawał na przestrzeni 5 lat (!), w międzyczasie muzyk udzielał się w różnych projektach, co raz to wracając do swojego dzieła. Po drugie, nie wykorzystano na nim żadnych programowalnych sekwencerów, wszystkie ścieżki zarejstrowano – z drobnymi wyjątkami – w czasie rzeczywistym.
Świadomość tych dwóch rzeczy pomogła mi oswoić się z płytą i zrozumieć „Dreams”. Wówczas dopiero mogłem z czystym sumieniem kiełznać błasiowy opus w samochodowym odtwarzaczu, szukać dodatkowych obrotów na silniku przy pełnym energii „Another World”, bez nerwów gubić się w sieci osiedlowych, poznańskich jednokierunkówek, dzięki „Behind The Wall” czy – stojąc w porannych korkach – tłamsić niezbadane pokłady braku cierpliwości rewelacyjnym, kojącym „Time After”, zresztą, moim ulubionym utworem na „Dreams”, z gościnnym udziałem Piotra Florczyka na kontrabasie.
„Dreams” oswajam z każdym kolejnym przesłuchaniem. Umówmy się, w składających się na krążek 9 utworach nie brakuje rzeczy charakterystycznych podobnym wydawnictwom, tego wszystkiego, czego dzieci grunge`u po prostu nie kupią, a o czym wspominałem na początku. Mimo wszystko, warto jest zmierzyć się z tą płytą, warto jest poszukać w niej faceta, dla którego gitara stała się całym życiem, poszukać w niej jego emocji, warto skupić się i usłyszeć opowieść snutą do bólu właściwymi dźwiękami. Polecam.
Paweł Boroń
Krzysztof Błaś, Dreams, CD Absonic 2009
Na płycie usłyszeć można plejadę doskonałych muzyków:
Grzegorz Sulikowski – perkusja
Kamil Skwara – gitara basowa
Andrzej Stagraczyński – gitara basowa
Łukasz Bryła – piano, Hammond
Piotr Florczyk – kontrabas
sprawdź: www.krzysztofblas.cal.pl