Formacja Zero Procent powstała w 1999 roku w Żarowie (woj. dolnośląskie). Po naturalnych roszadach w składzie, dwóch demówkach, dwóch singlach oraz wielu sukcesach na płaszczyźnie różnorakich przeglądów, konkursów etc. kwintet raczy nas pierwszą dużą płytą ? ?Inevitable?. O nie, nie będę powściągliwy. 50 sekund pierwszego utworu wyleczyło mnie ze skoliozy ? wstrząsnęło mną! Dawno już nie czułem takiej radochy rozdziewiczając krążek. Dawno już nie słucham cztery razy z rządu otwierającego płytę kawałka, śliniąc się na myśl, co czeka mnie dalej. A tam jeszcze dwanaście utworów, każdy miałem ochotę słuchać po kilka razy z miejsca.
Zero Procent, podobnie jak debiutujące w tym samym czasie Kamienne Ogrody, omijaja szerokim łukiem, pobrzmiewający w wielu płytach wydanych na przestrzeni ostatnich piętnastu lat, krzyk nawołujący do zmartwychwstania rocka. Okazuje się, że jest on nieśmiertelny, a jego duch ukazuje się właśnie wtedy, gdy się go nie wywołuje. Jakże strawne jest nie silenie się na cokolwiek ? lekkość i wynikająca z niej swoboda. Posłuchajcie utworu ?Pheonix? ? The Police, Deep Purple, The Cure, Soundgerden, Alice In Chains, Green Day...jak w próżni chłopaki odbijają się płynnie, spokojnie od tych inspiracji, z każdej urywając jakiś procent, zjadając, przerabiając i wzbogacając nim własny styl. Albo fragment utworu ?Mad Story? rozpoczynający się w 41 sekundzie i powtórzony w 2:03 ? czy tylko ja słyszę w nim pokłon w stronę Lennona przez mgłę jego ?Imagine?? I to jak swobodnie, jak delikatnie i nie nachalnie.
Muzycznie jest naprawdę bardzo dobrze, tak na gruncie brzmienia, jak i aranżacji. Interesujący jest też wokal Kamila Franczaka ? przyjemnie wyciąga, bawi się tonacjami, gdzieniegdzie teatralnie monologizuje. Najważniejsze, że dogrywa się z resztą i naturalnie ukazuje emocje. Poza tym duży plus za dobre teksty ? na szkoda, że nie po polsku...
?Inevitable? to 12 utworów plus bonus; niemal 44 minuty pełnowartościowego w tradycje i nowoczesność rocka. Obowiązkowa pozycja zarówno dla tych, których długie pióra nabierają już stalowego refleksu, jak i dla tych, którzy uważają, że gdyby nie Korn, to nie byłoby Black Sabbath...szczególnie dla tych, na przeczyszczenie.
Paweł Boroń
Zero Procent, Inevitable Equilibrecords 2007
zobacz:
Recenzje płyt