Jak przygotować prezentację dla agencji promocyjnej? Czym powinien zajmować się menadżer i czy naprawdę jest potrzebny? Tego typu pytania zaprzątają głowę niejednemu młodemu zespołowi...
W Waszym imieniu postanowiliśmy rozeznać się w temacie szeroko pojętego managementu i zbadać, jakie szanse na nawiązanie współpracy z firmą promocyjną ma początkująca kapela. O rozmowę poprosiliśmy Pana Tomasza Lektarskiego – prezesa Lion Stage, agencji szukającej na polskiej scenie świeżego powiewu niezależnej muzyki o ambitnym i nowatorskim brzmieniu, a przy tym zajmującej się promocją zespołów i bookingiem.
Jak ocenia Pan kondycję środowiska managementu w Polsce?
Rynek w Polsce, jeśli mówimy o poważnych menadżerach dużych kapel to wąska grupa ludzi. Prędzej czy później, się ich poznaje. Mówię o osobach, które długo się tym zajmują i mają pod sobą więcej, niż jeden zespół, chociaż jeśli ktoś jest menadżerem np. zespołu Kult i oprócz tego współpracuje z inną kapelą to ma tyle samo, jak nie więcej pracy, co przy kilku mniejszych zespołach.
Jak Pana zdaniem wygląda w Polsce kwestia szkolenia kadry menadżerskiej pod kontem muzyki?
Nie jest z tym za dobrze. Bardzo dużo szkół organizuje kierunki menadżerskie, ale głównie są one nastawione na sprzedaż produktów i usług. Muzyką, jako taką, prawie nikt się nie zajmuje, a taka szkoła czy kurs byłby bardzo popularny, wiele ludzi chciałoby się uczyć. Generalnie, specyfika rynku muzycznego jest taka, że wiedza to jedno, a głównie to doświadczenie i tak zwane obycie decyduje o wszystkim. Dobrego tour menadżera nie można tak po prostu wyhodować w jakiejś szkole. Bez doświadczenia, obycia i kontaktów nic nie wskóra.
Szkoła miałaby sens tylko, jeśli udałoby się pozyskać doświadczoną kadrę, ludzi z pasją, którzy tym swoim doświadczeniem chcieliby się podzielić.
Jak wygląda świadomość zespołów w kreowaniu własnego miejsca na scenie i roli menadżera w zespole?
Generalnie jestem zwolennikiem poglądu, że artysta jest od tworzenia i nie powinien zajmować się resztą. To menadżer ma za zadanie wspierać zespół, to on jest tą osobą, która ma go „sprzedać” dalej. Jest trochę jak handlowiec, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Bardzo istotna jest chemia między zespołem a menadżerem i wzajemne zaufanie.
Wracając do świadomości, to bardzo często młode kapele pozostawione z 4, 5 koncertami czy po zagraniu np. na przystanku Woodstock nie wiedzą, co robić dalej, spalają się energetycznie, bo myślą, że następnych koncertów nie będzie. Jeśli zespół jest znany jak np. Lao Che to organizatorzy sami wysyłają propozycje i wtedy to wygląda trochę inaczej, ale początkujące kapele bardzo często są zagubione i wtedy właśnie dobry menadżer ma za zadanie pomóc i pokierować, szczególnie, że i tutaj wracamy do sytuacji na rynku: radio i inne media są dla młodych kapel zamknięte i nie mówimy o puszczaniu singli czy jakiejś specjalnej promocji. Media się młodymi kapelami nie zajmują.
Można w takim razie uznać menadżera za dodatkowego członka kapeli?
Absolutnie. Osobiście uważam, że współpraca powinna rozkładać się następująco: 50% daje menadżer 50% zespół. Menadżer nie jest osoba, którą się wynajmuje i później każe jej robić różne rzeczy. Z drugiej strony zespół to nie obiekt, traktowanie go w tych kategoriach jest złe. W ten sposób mogą działać duże wytwórnie, że przydzielają komuś menadżera, który chce po prostu zarobić pieniądze.
Mogę przywołać przykład zespołu Abradab, którego jestem menadżerem od jakiegoś czasu i nigdy nie doszło między nami do kłótni czy to o kasę czy wizerunek. Trzeba dużo rozmawiać. Tutaj chodzi o wzajemne relacje, jak już powiedziałem o pewną „chemię”. Aby jakiekolwiek działania miały sens wymagana jest pełna współpraca przy podejmowaniu decyzji oraz przy konstruowaniu planów i modelu rozwoju.
A co jeśli menadżer współpracuje z kilkoma kapelami?
To nie jest problem, zasady są takie same. W pewnym momencie, mówię tu o firmie menadżerskiej, gdzie pracuje kilku menadżerów, ale indywidualnych osób to też dotyczy, tworzy się coś na kształt stajni - kilku kapel, które z reguły są podobne stylistycznie, czy brzmieniowo. Powstaje pewna filozofia wewnętrzna firmy. To pewne. Trzeba wypracować model współpracy, zadania się nie zmieniają. Z każdą kapelą współpracuje się trochę inaczej, ale ten główny trzon musi być podobny, bo inaczej nie wyobrażam sobie współpracy, robiąc z każdą kapelą zupełnie coś innego.
Można w takim razie określić menadżera mianem Odgromnika, który skupia na sobie całą negatywną energię po to, aby zespół mógł w spokoju tworzyć.
Tak, taka jest rola. Zespół nie będzie dzwonił w 5 osób do organizatora i rozmawiał o koncertach, mają inne rzeczy na głowie. Od tego jest właśnie menadżer. To on ma za zadanie wspierać zespół, rozmawia z organizatorami, jest zawsze na backstage’u i pilnuje, żeby wszystko było w porządku.
W jaki sposób agencje wybierają zespoły, którymi chcą się "opiekować"?
Mogę się wypowiedzieć w swoim imieniu. Dostajemy sporo ofert. Zespoły same się do nas zgłaszają. Szczerze, to nie mamy jakiejś komórki, która się zajmuje poszukiwaniem talentów. Zdaję sobie sprawę, że czasem dobry zespół przechodzi nam koło nosa, ale mamy mnóstwo pracy. Priorytetem są te zespoły, z którymi już współpracujemy. Wiesz, ja zaczynałem od reggae, jako menadżer zespołu Bakszysz, Maleo, z czasem to się rozwinęło, reggae doszło do pewnego stadium, zadziałała jakaś magia międzyludzka.
Ale jeśli pytasz mnie o kryteria, to liczy się wizerunek firmy, nikt nie zajmuje się wszystkim, ważne jest to czy zespół najzwyczajniej się spodoba, ale nie ma jakiegoś ścisłego kryterium, to się dzieje bardzo intuicyjnie. Po prostu albo kapela jest dobra, albo nie. Trochę jest to subiektywna ocena. Oprócz tego znam organizatorów, wiem, czego wymagają, jakie kapele im się spodobają, jakich potrzebują, czy zespół ma rozkręcić imprezę, czy grać bardziej spokojnie.
U nas jest reggae, hip hop, rock, ale wszystkie te zespołu mają wspólny mianownik, są awangardowe, alternatywne, trochę poza mainstreamem, niezależne. Liczy się marka firmy i trzeba trzymać poziom.
Jak w takim razie powinno wyglądać i co zawierać zgłoszenie, żeby było interesujące dla managementu i nie wylądowało od razu w koszu?
Młode kapele robią spore błędy. Piszą personalnego maila, w którym podają linki do myspace, czy youtube. Nikt tego nie będzie sprawdzał. Należy zdać sobie sprawę, że osoba, która to czyta ma mało czasu, nie będzie wchodzić na te wszystkie strony, bo długo się ładują a na myspace ludzie zamieszczają dużo niepotrzebnych informacji. Osobiście wymagam większego zaangażowania i bardziej profesjonalnego podejścia. Należy zdać sobie sprawę, że taki mail to swego rodzaju oferta handlowa i tak należy ją traktować. Dobrze przygotowane zgłoszenie to plik w załączniku przygotowany w PDFie, który zawiera krótka notkę o zespole, najważniejsze informacje, zdjęcia. Liczy się jakość. Nie mówię, że należy zatrudniać od razu grafika komputerowego, ale musi być widać w tym jakiś wysiłek. Ja zawsze najpierw czytam a dopiero później słucham muzyki, dlatego złe przygotowanie prezentacji zespołu zmniejsza jego szanse. Co do samej muzyki, to mimo tego, że zdaję sobie sprawę, że są to nagrania demo, to pewna jakość jest wymagana. Za głośny wokal, czy bas przesterujący w całym nagraniu zniechęcają człowieka do słuchania i samego zespołu również.
To teraz przeanalizujmy sytuację odwrotną. Nie ma sensu, aby zespół tłoczył 500 płyt, z czego ¼ wysyłać do agencji i wydawnictw, jakim kryterium powinny kierować się kapele przy wysyłaniu swojego materiału?
Przede wszystkim, należy znać rodzaj swojej muzyki. Jak już powiedziałem, nikt nie robi w tym kraju wszystkiego. Szczerze to sobie tego nawet nie wyobrażam, żeby zajmować się zbyt wieloma gatunkami. U nas w firmie liczy się niezależność i na to kładziemy nacisk. Najgorsze, co można zrobić, to wysłać materiał do wszystkich na zasadzie zobaczymy, co będzie. Powinno się przygotować rodzaj biznesplanu, działania powinny być przemyślane. Każdy zespół ma jakiś idoli lub kapele, które się mu podobają, chciałby z nimi zagrać. Warto sprawdzić, kto z nimi współpracuje, jakie osoby, agencje i to nam daje, jako takie rozeznanie gdzie warto próbować. Większość menadżerów jest ukierunkowana muzycznie.
Czy management finansuje nagranie płyty i clipu?
Jeśli firma jest duża i są środki, to jest to oczywiste, że pomaga, wspiera. Dobry management inwestuje w swoje zespoły, wykłada kasę na nagrania, sponsoruje klip, załatwia plakaty. Dobry menadżer szuka środków, sponsorów, próbuje uzyskać fundusze z kasy miasta, w którym zespół gra. W Polsce to dopiero raczkuje, chociaż firmy takie, jak Wielkie Joł, jeśli chodzi o hip hop, czy Karot Komando w dziedzinie reggae inwestują.
Kiedyś sprawa wyglądała inaczej, wszystko było łatwiejsze, robiło się stronę internetową i wysyłało kilka ofert, teraz wszystkiego jest więcej i przez to koszty są wyższe.
Ile czasu trzeba poświęcać na zorganizowanie i promocję trasy?
Jeśli robimy trasę na 10-12 koncertów odbywających się na przestrzeni miesiąca do dwóch to powinniśmy się tym zająć na pół roku przed planowaną trasą. Na trzy miesiące przed powinniśmy mieć zakończone przygotowania i podpisane umowy. To ważne i warte podkreślenia, że powinno się mieć umowy z właścicielami klubów, nie chodzi tylko o dogadanie i wpisanie do kalendarza zespołów. Przez brak umów i problemy z tym związane często rozsypuje się cała współpraca. Promocja to kolejny etap, ale tym głównie zajmują się organizatorzy imprez. To oni dbają o plakaty, prasę.
W jakich klubach, gdzie warto a gdzie nie warto organizować koncertów?
Osobiście nienawidzę zespołów, które grają dla samego grania za darmo lub bramkę, czyli część wpływów z biletów. Rozumiem, że chcą mieć kontakt z fanami, ale w ten sposób niszczą rynek. Takie kluby w ogóle się nie starają, nie zależy im i przez to nie dają nic od siebie oprócz ridera i piwka dla zespołu. Nie myślą o promocji, plakatach. Nie obchodzi ich to, dają lokal i niech zespół się martwi. Szanuję kluby, które płacą, nie chodzi nawet o to ile, bo zwykle to nie są duże kwoty, ale lokale takie jak Kultowa we Wrocławiu, Ucho w Gdyni, 1500 m do wynajęcia, Proxima, Hybrydy, Stodoła w Wawie to kluby, które mają renomę, jakąś markę, to instytucje i one dbają o to. To są kluby na duże imprezy, ale mamy w Polsce mnóstwo klimatycznych mniejszych lokali; Żaczek w Krakowie, Alchemia, Eter, takie kluby się starają.
Jak w taki sposób zapatruje się Pan na darmowe koncerty z wódką i kiełbasą organizowane bez biletów dla masowego odbiorcy przy okazji dni Pcimia dolnego, czy Sopotu. One też psują rynek?
Takie imprezy są potrzebne. Nie tylko, dlatego, że zespoły mogą sobie w ten sposób dorobić, to są często 3 razy większe pieniądze niż w klubie, przede wszystkim to jest okazja do promocji, ktoś zapamięta, że jak był na takiej imprezie to zespół mu się spodobał i znajdzie go sobie w sieci, zainteresuje się muzyką. To jest również okazja dla młodych kapel żeby się wypromować grając, jako suport np. Myslovitz, czy innego znanego zespołu. Lubię takie koncerty.
Jak przygotować zespół żeby był "ciekawy" dla mediów?
Moim zdaniem muzyka broni się sama. A tak szczerze to nie mam wpływu na to, co zespół robi podczas kontaktów z mediami, jeśli basista się nie myje, chodzi nieogolony i brudny a wokalista publicznie dłubie w nosie to nic na to nie poradzę, oczywiście wolałbym żeby tego nie robili. Wizerunek jest ważny. Cały czas ludzie oceniają nas według pewnej własnej estetyki, innymi słowy funkcjonuje tu przysłowie jak cie widzą tak cię piszą.
Sugerowałbym zachowanie kultury, wygląd jest drugorzędny, przynajmniej dla mnie na pierwszym miejscu liczy się muzyka. Najważniejsze żeby być sobą. Nie można się przebierać i grać w ubraniach, których nie lubimy, tak samo jak nie można grać muzyki, która nam nie pasuje.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał i opracował
Michał Winkler
Porady
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.