Każdy zespół marzy o nagraniu własnego materiału. Płyta, koncerty, sława… Kiedy jest odpowiedni moment, aby nagrać demo i jak to zrobić? Które studia nagraniowe są lepsze od innych? W poniższym tekście staramy się odpowiedzieć na te i inne pytania. W imieniu wszystkich tych, którzy studio mają jeszcze przed sobą jak również zespołów doświadczonych, ale chętnych do poszerzania wiedzy o podzielenie się swoimi spostrzeżeniami poprosiliśmy eksperta. Do rozmowy na temat realizacji sesji nagraniowych i samego procesu rejestracji dźwięku zaprosiliśmy Pana Grzegorza Czachora, niekwestionowany autorytet w dziedzinie realizacji nagrań, jak również budowy studiów nagraniowych, skarbnica wiedzy i doświadczenia.
Studio nagraniowe dla większości młodych kapel jawi się jako ziemia obiecana, kiedy jest odpowiedni moment, żeby zainwestować czas i pieniądze w nagrania?
Warto zobaczyć z dystansu jak brzmi własna muzyka. Rejestracja nagrań z próby (nawet na dyktafonie) pozwala spojrzeć na siebie z boku. Krótkie nagrania dla późniejszego archiwum zespołu i zwyczajnej pamiątki należy moim zdaniem robić bez większego zastanowienia. Takie nagrania wyciąga się po 20 latach i z przyjemnością słucha i wspomina. Niezależnie od tego jaka była muzyka, realizator i studio. Dłuższe nagrania np. pierwsza płyta to już temat na kilka zdań więcej. Najlepszy moment na takie nagranie to ogólne poczucie, że wszystko do tego dojrzało i nasz materiał powinien się znaleźć na płycie.
Często muzykom wydaje się, że jak wejdą do studia, to niejako osiągnęli już swój cel, ale czy to nie jest czasem dopiero początek ciężkiej pracy?
Kilka zespołów z którymi grałem jako gitarzysta właśnie tak kończyło. Nagrania były ostatnią bazą i właściwie nie było wiadomo czy jest coś dalej. Dla mnie to kwestie ambicji i celów, które sobie stawiają muzycy. Dla jednych granie to dodatek do życia i w głębi duszy im wystarcza sala prób i lokalne docenienie środowiska. Dla innych istnieje potrzeba przekroczenia tej granicy. Muzycy, którzy mają większą motywację, będą pytać: “nagraliśmy i co teraz wykombinujemy?”. Pierwsza grupa muzyków będzie spełniona już po samych nagraniach z wrażeniem osiągnięcia kresu swojej drogi. Po pierwszych ciężkich nagraniach muzycy inaczej myślą o swoim życiu artystycznym. Zespoły potrafią się rozpaść, zmienić składy itp. Wszyscy Ci z silną motywacją dowiadują się po takich nagraniach, że dopiero otworzyli drzwi do przedpokoju kariery.
Gramy próby, mamy materiał, na co warto/ należy zwrócić uwagę przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu sesji nagraniowych?
Ja zawsze mówię, że pierwszy miks nagrania odbywa się w pomyśle na muzykę i w rękach muzyków. Chociaż zajmuję się nagrywaniem bardziej wierzę w geniusz muzyków niż doskonałość urządzeń studyjnych. Z jednej strony z kilometra słyszę kiepski mikrofon i namawiam do nagrań w dobrych warunkach, z drugiej strony mogę słuchać dobrego muzyka nawet przez rurę od odkurzacza:) Podam przykład - każdy z nas widział dziesiątki koncertów tzw. średnich zespołów. Słabo było słychać i ogólnie był jazgot. Nagle w 50 minucie muzycy zagrali cover innego zespołu i stało się coś niesamowitego - wszystko świetnie zabrzmiało na tym samym sprzęcie. Tak jakby przyjechał jakiś lepszy realizator. Czy to przypadek?
Pierwszą rzeczą na którą trzeba spojrzeć to aranż utworu. Pomysł na muzykę to 60-70% efektu końcowego. Odradzam wiarę w studio, że ono wyklaruje miksem nie najlepiej pomyślany utwór. Proszę zerknijcie na YT, tam są tysiące przykładów świetnie brzmiących zespołów nagranych telefonem na koncercie. Można powiedzieć, że to dobrze zrealizowane koncerty - ja mówię, że to świetny pomysł na muzykę. Dlatego trzeba doprowadzić, aby pomysł nagrany na przysłowiowym dyktafonie mógł się sam częściowo obronić.
Jak ważne jest odpowiednie przygotowanie instrumentów?
Po pomyśle na muzykę następne w kolejce ważnych rzeczy przy nagraniach są instrumenty i umiejętności muzyków. Namawiam wszystkich, aby nagrania traktować jak święto i coś bardzo ważnego, co zostaje na całe życie. Należy wykorzystać wszystkie możliwości i znajomości, aby zgromadzić do nagrań jak najlepsze instrumenty. Zatem warto potrudzić się, aby przynieść do studia ciężkie wzmacniacze i pojechać np. po gitarę 100 km. Trzeba posprawdzać menzury gitar i jeśli trzeba to wymienić struny. Przy perkusji warto też się wykosztować na nowe naciągi, jeśli te na których się gra obecnie straciły górę. Po miesiącu od nagrań nikt nie będzie pamiętał ile kosztowały struny, tylko będzie słyszał ew. niedoskonałości brzmienia. Nagrania zaczynają się od instrumentów, które wraz z ręką muzyka decydują jak dobrze później zabrzmią.
W jaki sposób powinno się podchodzić do kwestii brzmienia i na ile wypracowane na próbach ustawienia przekładają się na rzeczywistość studyjną?
Jestem zdania, że nie powinno być większych różnic w ustawieniach brzmień w studiu, na koncertach i próbach. Jednak to co obserwuję często w przypadku zespołów rockowych to brak umiejętności oceny brzmienia na średnim i cichym odsłuchu. Sprawa gitar to już temat rzeka i nie chcę Was zanudzić długim referatem. Jednak zasygnalizuję temat. Otóż podczas rozwoju technologii i dostępności wzmacniaczy zrobiło się z pewnością głośno podczas nagrań. Trzeba zdać sobie sprawę, że zwykle słuchacze konsumują płyty na średniej lub małej głośności. Dlatego trzeba nauczyć się oddzielić moc wzmacniacza od dobrego brzmienia. Ja czasem żartuję, że w wojsku byłem w artylerii i raczej trudno mnie przestraszyć harmidrem w sali nagrań. Oczekuję bardziej, aby brzmienie gitary coś sobą reprezentowało. Na tym polu jest wiele mitów i dziwnych opowieści. Taką historią jest przekonanie, że użycie do nagrań jednego wzmacniacza i jednego mikrofonu jest takie sobie. Dwa razy lepsze są 2 wzmacniacze i 2 mikrofony. Można by powiedzieć, że aby zrobić najlepsze nagrania to tylko trzeba 100 wzmacniaczy:) Każdy rockowy zespół przeżywa szok, bo kiedy nagrywają próby - i w sali prób jest ich zdaniem duża dynamika i tzw. czad - a tu na cichym odsłuchu nagrań po próbie jest wszystko takie małe. A próbne nagrania tylko pokazały kawałek prawdy o braku dynamiki.
Mówiąc najprościej każdy głośnik i każdy mikrofon ma swój najlepszy zakres przenoszenia dynamiki. Bardzo łatwo przeoczyć i przekroczyć tą granicę. Bardzo dobrze to słychać przy ustawianiu brzmienia gitar z reżyserki mając “głowę” wzmacniacza w reżyserce a kolumnę w sali nagrań. Oczywiście większość muzyków nie jest codziennie w studiu i nie każdy z gitarzystów musi mieć taką umiejętność weryfikacji brzmienia. Dlatego tu warto trochę posłuchać realizatora, któremu ufacie.
W temacie dynamiki nagrań obojętne czy się nagrywa gitary, perkusje itp zachowanie wrażenia, że mikrofony i instrumenty “oddychają” jest kluczową sprawą. Z tego powodu tzw. wielki czad naszego, będący w opowieściach i przekonaniu zespołu, ginie przy nagraniach popowej Madonny.
Czy jest jakiś sprawdzony schemat według którego najlepiej rozplanowywać czas w studiu na nagrania poszczególnych instrumentów? Kto z reguły potrzebuje go najwięcej?
Podczas krótkich sesji zespołów rozrywkowych najwięcej czasu zajmuje perkusja. Proces mikrofonowania, później przygotowania do nagrań bębnów jest dłuższy niż w przypadku np. gitary, trąbki czy wokalu. Przy dłuższych sesjach te różnice giną, bo każdy potrzebuje tyle samo uwagi i czasu przy rejestracji. Zwykle najlepszy harmonogram ustawia w studiu czas, który zespół może w nim spędzić. Wtedy muzycy, chcą czy nie, sami wiedzą czy jeszcze mogą dać trochę czasu wokaliście albo gitarzyście. Z praktyki mogę też powiedzieć, że warto z tego czasu odłożyć odrobinę na miksowanie materiału. Już na etapie myślenia o rozplanowaniu nagrań. Najsmutniejsze są miksy demówek kiedy zostało pół godziny i trzeba zmiksować 5 utworów… Pewnie, że tak można - sam to robiłem nie raz, jednak przy krótkich nagraniach 5 minut na zmiksowanie jednego utworu to trochę za mało.
Przy obecnym rozwoju technologii i konkurencyjności cenowej sprzętu coraz więcej ludzi decyduje się nagrywać we własnym domu. Jak wypada „chałupniczo” nagrany materiał w porównaniu ze studyjnym?
Nie ma przeciwwskazań, aby dokonywać nagrań w domu. Sting i wielu innych tak właśnie robi. Rzeczą kluczową jest pomysł na muzykę, muzycy i środki użyte do nagrań. Dla mnie przy okazji domowych nagrań największym kłopotem są właśnie środki do tego użyte. Istnieje ogromna część amatorskiego rynku, który jest napędzany czasopismami i wrażeniem, że zakup drobnych urządzeń spowoduje brzmienie jak w dużym studiu. Ta atmosfera powoduje zakupy, ciągły ruch i wymianę urządzeń. Przez tą nadzieję, że będzie tak samo jak “w świecie” muzycy tracą całe lata i energię na takie nagrania. A to ukłucie w sercu na końcu to wynik porównania domowych nagrań ze światowymi. To piękne, mieć możliwość niezależnego sprawdzenia czy materiał muzyczny ma dobry potencjał - tak traktujmy domowe nagrania przy użyciu najprostszych i najtańszych rozwiązań. Podchodźmy racjonalnie do świata i przyjmijmy, że jeśli są wysokobudżetowe urządzenia czy szlachetne instrumenty to jednak mogą być jakieś różnice w jakości nagrań przy ich użyciu.
Na czym polegają różnice. Najprościej będzie omówić na przykładzie mikrofonu. Od 15 lat widzę zawody w dyscyplinie, jak zrobić mikrofon do 300$ o którym można powiedzieć że gra tak samo jak te droższe studyjne. Do tej pory jest tak, że król mikrofonów u47 kosztuje 30 razy więcej i cały czas najlepiej brzmiące płyty są z jego udziałem. Jak otworzymy gazetę z mikrofonami studyjnymi, to są dziesiątki mikrofonów w różnych kolorach i kształtach. Najciekawsze, że do nagrań od wielu lat używa się tylko kilku modeli mikrofonów i przy najlepszych zawsze widać właśnie te modele.
Również opowieści realizatorów z mniejszych studiów na temat braku różnic sprzętu w małym studiu i drogich urządzeń wprowadzają zaciemnienie tematu. Marketing małych studiów nagrań zawsze obraca się wokół tego, że nie potrzeba drogich mikrofonów, dobrych instrumentów i stołu mikserskiego, bo my tutaj jesteśmy mądrzy i potrafimy.
Łatwo to wytłumaczyć i przecież nie każde studio zaraz musi mieć najlepsze urządzenia. Rynek składa się z całego spektrum możliwości i inwestycji. Mnie również nie na wszystko stać, ale przecież nie mówię że bardzo drogie samochody są złe i niepotrzebne.
Opowiem co przeżyłem przy pierwszym kontakcie z prawdziwą konsoletą. Otóż ślady, które sam nagrywałem, znałem i wcześniej przygotowywałem - w kontakcie z dużym Neve były dla mnie odkryciem akustycznym. Pamiętam jak dziś, że zapytałem asystenta który znał ten stół, czy coś tu jest włączone? Odpowiedział, że jak się nie pali w torze żadna lampka to nie:) No więc bez żadnej lampki, dźwięk stał się pozytywnie, nieprawdopodobnie inny. Piękniejszy, szerszy, mieniący się większą ilością kolorów. Nie oszalałem:) To jest jak kontakt ze świetnym instrumentem, szlachetną przestrzenią i naprawdę czuć powiew wspaniałego dźwięku.
Trzeba mieć świadomość wymiaru w którym są dokonywane aktualnie nagrania. Jeśli w domu ktoś ma najlepsze mikrofony, dobre przetworniki i niezłe duże pomieszczenia to z pewnością rezultat takich nagrań będzie dobry. Wiele bardzo znanych płyt było nagrywanych właśnie taką domową metodą. Jednak w niektórych domach jest duży stół mikserski a w innych nie:) Z drugiej strony nie oczekujmy porażających efektów nagraniowych od urządzeń niskiej klasy. Jak już mówimy o minusach domowych nagrań, to najczęściej też słychać kłopot jakości pomieszczeń. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że każdy instrument akustyczny zabrzmi lepiej w przestronnym dużym pomieszczeniu studyjnym niż w domowych warunkach.
Często pokutuje przekonanie, że kręcić gałkami, to każdy potrafi. Jak ważną osobą w procesie nagrywania jest realizator?
Powtórzę się, strategiczną rzeczą jest pomysł na muzykę i jej wykonanie. Nie wróżę sukcesu geniuszowi studyjnemu ze słabym zespołem. Z drugiej strony faktycznie od kilku lat jest w zespołach więcej realizatorów niż muzyków:) Nie ma kłopotu jeśli uwagi czy przekonania takich "realizatorów-kibiców" pokrywają się z tym co chce przeprowadzić obsługa studia. Co jeśli są rozbieżności? Właśnie sprawa odpowiedzialności i ostatniego słowa musi być wyjaśniona przed wejściem do studia. Nie polecam tworzenia dwóch obozów zespół-realizator, tylko drogę współpracy. Ja jestem wychowany w studiach radiowych gdzie realizatorami byli różni ludzie. Pamiętam niejedną opowieść o tym jak to pan inżynier nie rozumiał mowy muzycznej. Teraz mamy wolny rynek i większą ilość studiów więc polecam aby znaleźć takiego realizatora, któremu jesteście w stanie zaufać i ze spokojnym sercem oddać się muzykowaniu.
Dobry realizator to spokój podczas nagrań oraz szansa na swobodną i rzeczową sesję nagraniową. To też gwarancja dobrze nagranych śladów i solidny fundament do sukcesu nagrań. Właściwie im lepszy realizator tym większy komfort dla muzyków.
A czy każdy potrafi kręcić gałkami? Zachodzą takie same zależności jak w każdym innym zawodzie. Czyli jedni do tego się nadają lepiej a inni mniej. Patrząc na pracę ludzi wybitnie uzdolnionych widzimy talent, polot i lekkość. Znajdą się też tacy realizatorzy, którzy jak nie podejdą to i tak będzie coś bolało. Jak to w życiu:) Z tym, że warto docenić i wziąć na swój użytek wiedzę ludzi doświadczonych. Taki realizator w sekundę jest w stanie ocenić czy dana propozycja brzmieniowa jest przełomem akustycznym czy śmieszną farsą. Dla początkujących zespołów to jest oszczędzenie sobie wiele trudu i walki.
Na ile jesteśmy w stanie podrasować nagrany materiał i czy ma to w ogóle sens?
Jestem zwolennikiem polepszania u źródła i wolałbym aby podrasowanie domowych nagrań odbywało się np. poprzez użycie lepszych instrumentów, czy lepszych mikrofonów. Na etapie dokonywania nagrań następują zmiany globalne. Np. jeśli dokonujemy pojedynczych wgrywek na ślady, to wypożyczenie/kupienie jednego dobrego uniwersalnego mikrofonu wpływa na całe nagranie. Cała sesja brzmi o klasę lepiej, a to tylko jeden mikrofon. Trzeba zawsze patrzeć na słabe punkty nagrań i je eliminować. Warto też mieć dużo kontaktów i przyjaciół w branży i po sąsiedzku się wspomagać.
W przypadku gotowych nagrań zawsze możemy zobaczyć co się stanie jak przepuścimy je przez jakieś szlachetne urządzenia lampowe. Część z nich to kreatywne instrumenty i w takim kontakcie może wydarzyć się coś ciekawego. Coś co wyjaśni nagrania i da im jakiś charakter i walor. Mówimy ogólnie, więc trudno wskazać, które nagranie czego potrzebuje. Z pewnością wszystkie szlachetne kompresory, korektory czy nawet preampy do których macie dostęp warto wypróbować i najzwyczajniej sprawdzić co się stanie.
W swojej długoletniej pracy nagrywał Pan mnóstwo zespołów. Czy jest jakiś wspólny mianownik, do którego moglibyśmy sprowadzić doświadczenia z młodymi, często debiutującymi w studiu zespołami?
Uwielbiam energię początkujących zespołów. Mam dziką radość jak mogę im pokazać, że jakieś elementy nagrań mogą być dokładnie takie jak na płytach których słuchają. Zawsze też, kiedy mogę, próbuję im oszczędzić pół życia i coś szepnąć aby nie błądzili. Ja np. z młodości pamiętam beznadziejne gitary. Wtedy nie było możliwości, aby kupić coś zachodniego więc tą lukę zapełniali lutnicy. Sam bezpośrednio, albo ludzie z zespołów w których grałem zamówiliśmy absolutnie wszystkie gitary u wszystkich ówczesnych lutników w Polsce. Mój kłopot gitarowy skończył się dopiero wtedy, kiedy pierwszy raz kupiłem markową gitarę. Najciekawsze jest to, że do tej pory więcej niż połowa młodych muzyków przychodzi z gitarami od tych samych ludzi:) Ja nie mogę w to uwierzyć. TOWER Studio w którym często pracuję kupiło ogromny zbiór wzmacniaczy i instrumentów, po to aby wspomagać już u źródła brzmienie zespołów. Kocham i rozumiem brzmienie gitary elektrycznej i daję to na piśmie, że jeszcze nigdy - ani razu, nie trafiła do nas gitara lutnicza z młodym muzykiem, która miałaby o czym “rozmawiać” z prawdziwymi standardami gitarowymi. Zawsze apeluję, że szkoda życia na poszukiwania i lepiej kupować raz dożywotnie instrumenty. Jest przecież 4 może 5 modeli gitar na których gra cały świat. U lutnika jest zawsze ta sama rozmowa, najprostsza gitara kosztuje np. 2,5 tys. zł ale warto jeszcze włożyć super przetworniki i mostek i pomalować na czerwono i wychodzi 4 tys. A ja mówię weźcie 1000 funtów i kupcie w Londynie Gibson Les Paul Standard i załatwcie sprawę raz i do końca życia (to jest jedna z tych pięciu gitar). Jak ktoś lubi inną to właśnie tym sposobem idzie się do celu. Do tych gitar udających światowe, podłącza się te pudełka z niebieskimi światełkami i kreuje brzmienie i kręci. A prawdziwa gitara świetnie brzmi prawie na każdym ustawieniu wzmacniacza:) Bez walki, bez potu i na dzień dobry. Ja potrzebowałem do tego dorosnąć i mi to zajęło wiele lat. Wam życzę rozpoczęcia grania od takiej postawy. Przecież to proste, jak komuś podoba się jakiś kierunek brzmienia to tylko trzeba wziąć taki sam instrument, a nie latami zmieniać, dokupować i tracić cenne lata. Uwierzcie mi, że łatwiej zdobyć 1000 funtów i niech to trwa nawet rok czy więcej niż kupić gdzieś 20 lat życia. Inna sprawa, że niektórzy muszą sami przez to przejść. Tak czy inaczej szanuję pracę wszystkich i nie neguję pracy lutników. To jest tylko wskazówka, którą udzieliłbym najbliższemu z nadzieją, że ominie go sporo zakrętów w życiu.
Z doświadczenia osoby, która budowała studia nagraniowe, co odróżnia dobre studio od zwykłego studia?
Nie zawsze nagrywa się płytę, która ma dostać Grammy. Studio wybiera się czasem z tego powodu, że jest wygodniej albo bliżej lub w dobrej cenie. Więc nie chcę przekreślać istnienia wszystkich tych studiów, które nie spełnią najlepszych warunków. Wszystkie studia szanuję i uważam, że powinny istnieć i w różnych wymiarach i działać dzień i noc.
Jak już mówimy o ideale i ambicjach aby wejść z płytą do pierwszej setki płyt wszech czasów to to jest moja opinia:
Dobre studio poznaje się po:
- odległości do sufitu, im większa tym lepsze studio:)
- ilości metrów powierzchni.
- obecności poważnego stołu mikserskiego,
- braku gąbek na ścianach,
- obecności mikrofonu Neumann u47, pogłosu Lexicon 480/960 i wielośladu analogowego,
- pięknej atmosferze akustycznej w pokojach nagrań.
To trochę spłycenie tematu, ale uwierzcie mi że jak się zgadzają te elementy to cała reszta też. Dla ułatwienia dodam, że takiego idealnego sam nigdy jeszcze nie zbudowałem:) Na szczęście byłem w takich i z pewnością istnieją.
To opowieść o ideale, czyli to jest odpowiedź gdzie bym skierował zespół Nirvana ze świetnym realizatorem. Jak wiecie w życiu są różne scenariusze i nie codziennie zdarzają się idealne sytuacje. Wracając na ziemię - jeśli dobrze się czujecie w danym studiu i sympatycznie wyglądają rezultaty - to jest to właśnie dobrze wybrane studio i dla Was dobre. Wejście do najlepszego studia kiepskiego materiału i nie zgranego zespołu, będzie zawsze taką samą porażką jak nieudane tanie nagrania.
I z drugiej strony, jeśli uważacie że Wasz zespół jest światowy i jedynie są potrzebne tylko dobre nagrania, to zachęcam wtedy do wybrania najlepszego studia i sprawdzenia czy to prawda. W Polsce jest kilka świetnie wyposażonych studiów i nie trzeba szukać po świecie dobrej konsolety albo pomieszczeń. Wystarczy zerknąć gdzie stoją w Polsce duże SSL czy Neve.
Idąc dalej nie ma już żadnego kłopotu, aby nagrywać dokładnie w tych miejscach gdzie się tworzyła światowa historia muzyki. Polecam Londyn i recesję studyjną która dotknęła tamten bogaty rynek. Poświęcając trochę energii można znaleźć studia ze świetnym sprzętem za pieniądze które będziecie w stanie zapłacić. Trzeba tylko się zainteresować.
Rozmawiał
Michał Winkler
Sprawdź: www.czachor.biz
Porady
Komentarze
studio bez gąbek na ścianie ? co Pan opowiadasz ?
U47 to wyznaczink ?
zobacz Pan sobie test majkow
http://www.youtube.com/watch?v=iFhm7pnZjck&feature=related
im wieksz studio tym lepsze ? co to za brednie ?
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.