Po pierwsze – cover ułatwia dotarcie początkującemu zespołowi do publiczności. Nie oszukujmy się, pierwsze koncertowanie z własnym materiałem nie należy do najłatwiejszych. Wśród fanów dominuje łańcuszek znajomych, grupka koneserów muzycznych i garstka przypadkowych słuchaczy. I na tej ostatniej grupie powinno zależeć Wam najbardziej. Wiadomo, człowiek gdy usłyszy znany utwór w nowej, ciekawej aranżacji, bądź też jak najbardziej wiernej oryginałowi, zaczyna sobie podśpiewywać, czy choćby tupać nogą. Zwraca na Was uwagę, co na pewno dodaje otuchy.
Każdy młody zespół musi jakoś zacząć. Jak wiadomo, zebranie grupy chętnych ludzi do garażowego grania, nawet wśród przyjaciół, to nie wszystko. Przecież każdy ma swój styl, rytm i gust muzyczny, no a utwory własne same się nie piszą. Tak więc wspólne muzykowanie rozpoczyna się od znanych i lubianych hitów - a to już krok do coverów.
Granie tego, co się naprawdę lubi i zna zapewne pomaga odnaleźć kierunek, którym chcą podążać młodzi muzycy. A już na pewno ułatwia „muzyczną symbiozę” czyli szkolenie własnego warsztatu muzycznego w grupie - a nie tylko w domowym zaciszu.
A dlaczego by nie zająć się coverem na poważnie?
Po pierwsze – cover ułatwia dotarcie początkującemu zespołowi do publiczności. Nie oszukujmy się, pierwsze koncertowanie z własnym materiałem nie należy do najłatwiejszych. Wśród fanów dominuje łańcuszek znajomych, grupka koneserów muzycznych i garstka przypadkowych słuchaczy. I na tej ostatniej grupie powinno zależeć Wam najbardziej. Wiadomo, człowiek gdy usłyszy znany utwór w nowej, ciekawej aranżacji, bądź też jak najbardziej wiernej oryginałowi, zaczyna sobie podśpiewywać, czy choćby tupać nogą. Zwraca na Was uwagę, co na pewno dodaje otuchy.
Dlatego też, warto poświęcić trochę czasu aby między własnymi, dopracowanymi utworami znalazł się także dopracowany cover. Wiele razy próba nowego odczytania starych utworów jest po prostu nudna i nieciekawa, ponieważ młodym muzykom brak odwagi i kreatywności. Nie bójcie się eksperymentować, ale róbcie to z wyczuciem. Dobrze, gdy coverowny kawałek ma charakter Waszego indywidualnego brzeminia – aby nie było jakichś większych zgrzytów między waszą twórczością a zapożyczoną. No i może nie próbujcie pokonać coverowych gigantów, jak „Knockin On The Heavens Door” w wykonaniu Guns’N’Roses. Wybierzcie coś, co w oryginale zapisało się całkiem nieźle w głowach słuchaczy, ale nie jest też za bardzo wyeksploatowanym przez innych artystów numerem.
Jeśli już cover brzmi ciekawie a interpretacja przekonała publikę, to niech znajdzie się na Waszym demie!
Tylko pamiętajcie: nagrywając czyjąś kompozycję i ją wydając, czyli rozpowszechniając, powinno się mieć zgodę kompozytora, autora tekstów na takie rozpowszechnianie. W praktyce wygląda to tak, że jeśli sprzedajesz swoją płytę demo, odprowadzasz tantiemy (umowna opłata ustalana procentowo, płacona właścicielowi praw autorskich majątkowych) do ZAiKS’u (Stowarzyszenie autorów ZAiKS - zajmuje się ochroną i zarządzaniem prawami autorskim), a oni załatwiają taką zgodę od twórców. W przypadku kiedy nie sprzedajesz tej płyty, wypada mieć zgodę autorów – najlepiej na piśmie – na takowe rozpowszechnianie.
Warto także poruszyć sprawę Waszych wersji utworów zamieszczanych na youtube. Teoretycznie i tutaj powinno mieć się zgodę kompozytora na umieszczanie jego kompozycji w sieci, a przynajmniej napisać nazwiska autorów. Jak wiadomo praktyka wygląda nieco inaczej i większość się do tego nie stosuje. A powinna.
Pamiętajcie! Coverowanie to nie pójście na łatwiznę. Nad takim utworem także trzeba solidnie popracować. Dostarcza on tyle samo radości i samozadowolenia, jak tworzenie własnych melodii i tekstów.
Opracowała Joanna Ratajczak
Porady
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.