Pathfinder z nowym teledyskiem i nowym… głosem!
Powermetalowi fantaści prezentują „Fifth Element”.
Ghostpoet: zwróćcie na niego uwagę, bo rzeczywiście ma w sob...
Ma również swój świeży czwarty krążek i zaplanowany koncert w Polsce!
Angel Olsen już w listopadzie wyda „Phases”
Nie do końca nowy krążek, co nie znaczy, że…
Ona i on: Courtney Barnett i Kurt Vile
Bo do najbardziej poruszających piosenek trzeba dwojga! Polecamy „Lotta Sea Lice”.
Let`s Die. The Stubs postanawiają umrzeć
To będzie eutanazja przez zadźganie. Rany kłute w siedmiu polskich miastach.
Black Rebel Motorcycle Club: pierwsza zapowiedź na 2018 rok!
Znamy już pierwszą odsłonę ósmego albumu Amerykanów. 2018 rok!

FZ poleca

Sławek Rapior :: wtorek, 23, maj 2017

Dollz - Sz...Sz...Sz... Porzuć kaftan bezpieczeństwa

Prawdę mówiąc boję się wariatów. Za mało o nich wiem... Teraz nieco więcej. Ten zespół wprowadził mnie do świata gumowych ścian i obłąkanych wizji. Ich płyta leci tam zapętlona w nieskończoność. Ukojenie? Tak, znalazłem.


Dollz - „Sz... Sz... Sz..." – porzuć kaftan bezpieczeństwa, uczyń swoje życie dziwniejszym...

Dollz to dom wariatów. Nie ma na to leków. Słuchanie zmieni cię w szaleńca snującego się godzinami po zapomnianym szpitalu dla obłąkanych. Ponurym miejscu skrajnego odosobnienia z farbą odłażącą ze ścian i szczurami drapiącymi po kostkach. W korytarzu spotkasz Paulinę Kut. Jej wokal rzuci cię na kolana. O tak, sierść jeży się na ciele, gdy ta mroczna laleczka otwiera usta. Jej dziwną szeptano-śpiewaną manierę wokalną w organizmie Dollz znajdujemy w idealnej symbiozie z cała paletą znakomitych, melancholijnych, powykręcanych melodii i słów – często niezrozumiałych, a jednak jakoś tak dogłębnie chwytających za duszę. Psychodeliczny rock? To za mało powiedziane. Ogólnie zawartość ich debiutanckiego krążka „Sz... Sz... Sz..." to subtelna terapia elektrowstrząsowa (!). Tak wizerunkowo, jak i muzycznie. To nie jest łatwe doświadczenie – nie wiem czy przejdziesz przez to bezboleśnie, ale... Paulinka – „dla ciebie kurde wszystko"...

„To trwało dosłownie rok... ale wreszcie. Z czystej zajawki i czystej pasji. Od małego człowiek marzył, żeby wydać prawdziwą płytę w prawdziwej wytwórni płytowej. No i bang. Pięknie".

Gitarzysta Maciej Pawełczyk napisał te słowa na swoim FaceBook'u w dniu premiery, czyli jakoś pod koniec marca. Udało mu się. Wcześniej znalazł Paulinę Kut w programie X – Factor. To było to. Żyjemy przecież w porąbanych czasach, do których creeperski wizerunek Pauliny zdaje się pasować idealnie. Maciej wiedział co robi – sami przyznacie, że w ich domu wariatów wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Od pomysłu, przez kompozycje, po realizacje kawałków, jak również ich profesjonalną wizualizację w postaci teledysków (w jednym z wcześniejszych wystąpił sam Nergal). Gdzieś w tym wszystkim był romans z Must Be The Music i nagrany klip w Teatrze Kamienica będący luźną parodią występów w talent show. Ich numery śmigały również w czołówkach programów telewizyjnych – „Kossakowski. Szósty Zmysł" i „Złomowisko PL" na Discovery Channel. Przed trzema grupa zaoferowała nam wydaną nakładam MJM Music epkę „Taa...", a teraz pełnoprawny długograj „Sz...Sz...Sz...", który powinniście mieć już na swoich półkach.

Jego okładka - twarzowa jak diabli. Na niej młodsza blond siostra Strażnika Krypty z kultowego serialu „Tales From The Crypt" (pamiętacie?). Paulina Kut to takie niewiniątko, które wzrokiem najpierw przewierci ci mózg, a następnie zmusi do przyznania się, że jednak podjadałeś czekoladki w Wielki Piątek, gdy nikt nie patrzył. Jeśli w konfesjonale zataiłeś jakiś grzech, to ona o tym wie – na pewno. Z tym spojrzeniem nie masz SZa... SZa... SZans. Twórczość Dollz jest pełna nostalgii, niepokoju, jakiegoś dramatyzmu. To dość złożony album, na który trafiło 14 kompozycji. Niektóre z nich ululają cię do koszmaru, inne opowiedzą o miłości w barze ze striptizem, jeszcze inne zabiorą na poszukiwanie własnego cienia po Nibylandii. Paulina buduje swoje senne opowieści w oparciu o świetnie zgrany band. Słychać, że oni czują się bez zbędnych słów, każdy zna swoje miejsce w szeregu, dzięki czemu skutecznie potrafią pokazać to, co mają do przekazania i uwypuklić swój największy skarb - głos Pauliny. Mimo złożoności albumu całość wypada spójnie, jeśli za wspólny mianownik przyjmiemy szeroko rozumianą paranoję. Dollz „Sz... Sz... Sz..." to szczery krążek w nieszczerym świecie. Krążek, który na pewno udziwni ci życie.

A teraz zamknij się w pokoju, wyciągnij klamki, słuchaj cichutko i po ciemku. Wtedy raz jeszcze raz spójrz na okładkę... Ciary, ciary, ciary... :)

Sławek Rapior

Kategorie Polecamy

Partnerzy

Współpracujemy