Enter Shikari podbija kosmos!
  Na razie w nowym teledysku, ale za chwilę kolejny album i koncert w Polsce.
Beck wraca do popu!
Ale jaki ten beckowy pop każdy widzi – gdy posłucha „Colors”.
Charlotte Gainsbourg przerywa odpoczynek od muzyki
Nowy album nazwała jednak przekornie „Rest”. Wśród gości sam Paul McCartney!
Iron Maiden na żywo. Tej trasy mogło nie być...
...ale odbyła się i teraz mamy płytową pamiątkę czyli "The Book Of Souls: Live Chapter". ...
Pathfinder z nowym teledyskiem i nowym… głosem!
Powermetalowi fantaści prezentują „Fifth Element”.
Ghostpoet: zwróćcie na niego uwagę, bo rzeczywiście ma w sob...
Ma również swój świeży czwarty krążek i zaplanowany koncert w Polsce!

FZ poleca

Maciej Madejski :: piątek, 27, maj 2016

Projekt Volodia: "po prostu zażarło" [WYWIAD]

To, co miało być jednorazowym wyskokiem, nieoczekiwanie zaiskrzyło i okazało się przygodą życia, a my, słuchacze, niejako "przy okazji" doczekaliśmy się w osobach składu tworzącego Projekt Volodia kompetentnego propagatora twórczości słynnego rosyjskiego barda, Włodzimierza Wysockiego. Muzycy pod wodzą Janusza Kasprowicza nie zamierzali jednak w nieskończoność eksploatować wątku poety, a sięgnęli po piosenki Waitsa, Cohena, by wreszcie spróbować swoich sił w autorskich kompozycjach. Niebawem ukaże się trzecia płyta i zapewne czeka nas kolejne zaskoczenie. Ale o wszystkim opowie Wam lider Projektu Volodia w poniższym wywiadzie. 


Maciej Madejski:
Projekt Volodia miał być początkowo projektem jednorazowym, na jeden jedynykoncert. Dlaczego? Nie traktowaliście wówczas swojej działalności poważnie? Jak to wszystko się zaczęło?

Janusz Kasprowicz: Koledzy czasami sobie żartują, ze miał być to dla mnie prezent na urodziny, abym zaśpiewał sobie „tego Wysockiego” na koncercie i dał im spokój (śmiech) A tak na poważnie… W pierwszej kolejności chciałem przedstawić twórczość barda w bardzo, ale to bardzo skrajnie nietypowy sposób, mianowicie w stylu mocno rockowym z zespołem o post-punckowym brzmieniu, z którym wtedy grałem i koncertowałem - Przyjaciele Stefana. Po około roku czasu przygotowań, wybrałem wypośrodkowaną wersję i przedstawiłem swoją koncepcję zaprzyjaźnionym muzykom, z bardzo różnorodnych i daleko od siebie odbiegających kręgów muzycznych. Zgodzili się uczestniczyć w przedsięwzięciu i tak powstał zespół Projekt Volodia.

Tak naprawdę, to nie wiedzieliśmy jak ten „eksperyment” zabrzmi. Miałem jakąś ogólną koncepcję, zarys tego, co chciałem uzyskać, biorąc oczywiście pod uwagę instrumentarium, ale ważny był wspólny efekt końcowy brzmienia, który rodził się podczas prób. Mieliśmy zagrać kilka klubowych koncertów, nagrać parę utworów w studiu i tyle. Po pierwszym koncercie w jednym z wrocławskich klubów wiedzieliśmy, że będzie inaczej; po prostu „zażarło” i wśród nas i przede wszystkim wśród publiczności i będzie to dłuższa przygoda z Projektem Volodia.

Volodia to oczywiście zdrobnienie od imienia Wysockiego. Dlaczego akurat on?

Podczas mojej muzycznej przygody, która rozpoczęła się już od najmłodszych lat, w swoim życiu zasmakowałem przeróżnych gatunków muzycznych, jednak zawsze towarzyszyła mi twórczość związana z poezją śpiewaną. Zapewne związane było to ze stylem mojego życia, częstymi wędrówkami, wyprawami w góry czy nad jeziora, gdzie nieodłącznym elementem wieczornych spotkań podczas tych wypraw były śpiewy przy gitarze. I przy tych skromnych, kameralnych koncercikach wśród znajomych, przyjaciół oraz przypadkowo napotkanych wędrowcach pojawiały się często utwory Wysockiego. 

Lata młodości minęły bezpowrotnie, podobnie jak jego pieśni, które - jak sądziłem - również nie powrócą. W miarę upływu lat, wspominając ten beztroski okres, gdzieś tam w jednej, bardzo ukrytej w moim wnętrzu szufladce, budziła się chęć powrotu do wierszy, tekstów i muzyki Wysockiego. Zacząłem słuchać nagminnie jego wszystkie możliwe dostępne nagrania. Analizowałem tłumaczenia wszystkich autorów. Porównywałem, szukałem pomysłu na aranżacje. I tutaj nastąpiło, nie wiem jak to nazwać, olśnienie? Po prostu odkrywałem jego teksty na nowo! Teraz je zrozumiałem i poczułem ich wartość, genialność podtekstów, umiejętność przeistaczania się jako narrator w bardzo różnorodne, niesamowicie autentyczne postacie, z kręgów mocno od siebie odbiegających.

Potrafił w realny sposób przedstawiać sylwetkę walczącego żołnierza, styranego ciężką robotą górnika, lekkodusznego pijaczka, bandyty, czy zmęczonego swoją pracą milicjanta. To wszystko było bardzo prawdziwe, a przy tym zawsze można odnaleźć to drugie dno. Stwierdziłem też, że jest to ponadczasowa poezja. Tak, Wysocki był genialnym poetą. No i bardzo płodnym. W swoim 42-letnim życiu napisał ok. 800 utworów. Oczywiście będąc równocześnie aktywnym aktorem i uczestnikiem niezliczonej ilości spotkań towarzyskich (śmiech).



Wysocki był kiedyś w inteligenckich kręgach bardzo w Polsce popularny. Potem gdzieś to się rozproszyło. Świadomie chcieliście przedstawić go młodemu pokoleniu? Mieliście konkurencję w osobie Maleńczuka…

Tak, Wysocki był bardzo popularny w Polsce, głównie w środowiskach literackich i artystycznych, wśród aktorów, poetów, polskich bardów. Był przyjacielem Polski i Polaków. Przyjaźnili się z nim m.in. Daniel Olbrychski czy Andrzej Wajda. Dla Jacka Kaczmarskiego był mistrzem, inspiratorem, guru. Gdyby nie Wołodia, to pewnie Jacek Kaczmarski nie byłby tym bardzo płodnym Jackiem, jakiego znamy (śmiech).To Wysocki jako jeden z nielicznych napisał wiersz o Powstaniu Warszawskim, w którym przedstawił fakt biernej postawy Armii Czerwonej obserwującej zagładę miasta z prawego brzegu Wisły. 

Jednym z argumentów wyboru twórczości Wysockiego do repertuaru było również przybliżenie jego osoby młodszemu pokoleniu. Do utwierdzenia w tym pomyśle ostatecznie przekonał mnie wynik rozmowy z moją córką. Otóż okazało się, że nikt z jej koleżanek, kolegów licealistów nie miał pojęcia, kto to był Wysocki! Nie wiedzieli o jego istnieniu! Często zdarza się, że na koncerty przychodzą dwa pokolenia rodzin, mama z córką, a może nawet babcia z wnuczką …. I te młode osoby dziękują nam po koncertach za to, że „pokazaliśmy” im Wysockiego, że mogli go poznać, tzn. jego teksty, wiersze jak i również jego samego, ponieważ przybliżamy jego sylwetkę i jego życie podczas występów.

Co do Macieja Maleńczuka, to tak sobie czasami żartujemy, bo wbrew pozorom, wsłuchując się w poważne teksty naszych piosenek, po których można postrzegać nas jako „smutasów”, nudziarzy, jesteśmy nad wyraz wesoło usposobionymi facetami i przeogromnie lubimy sobie żartować.  No i tak sobie właśnie czasami żartujemy, że Maleńczuk wpadł być może na pomysł nagrania płyty „Wysocki – Maleńczuka” po wysłuchaniu naszego koncertu w radiowej Trójce ze Studia im. Agnieszki Osieckiej, który transmitowany był prawie rok przed wydaniem płyty Maćka. Fakt pojawienia się na rynku tej płyty bardzo nas ucieszył, ponieważ każde działanie promujące Wysockiego nas cieszy. Wiadomo jednak , że w ślad za wydaniem płyty pojawiły się koncerty Maćka promujące płytę i zrozumiałym jest fakt, że organizator koncertu woli mieć Maleńczuka niż nie znany zespół Projekt Volodia. Należy podkreślić, że Projekt Volodia był pierwszym zespołem, wykonawcą w Polsce, który w tak brawurowy, niekonwencjonalny sposób zaaranżował utwory Wołodii.

Wszelkie wcześniejsze interpretacje sprowadzały się do klasycznych, czyli barda z gitarą lub w stylu piosenki aktorskiej, wykonywanych przez znanych aktorów. Oczywiście towarzyszyły zespoły, nawet orkiestry, lecz zawsze były to aranżacje bazujące na oryginałach. Myśmy odważnie zaingerowali w jego utwory i poszli dużo, dużo dalej. I jesteśmy przekonani, że spodobałyby się mu te czasami ostre riffy gitarowe z pazurem. Bo też życie Wysockiego było właśnie takie jak to nasze brzmienie: zaskakujące, nieprzewidywalne, czasami nostalgiczne, spokojne, lecz zdecydowanie częściej mocne i rock’n’rollowe.



Jak oceniacie zainteresowanie Polaków kulturą rosyjską w dobie nie najlepszych relacji z tym krajem?

Relacje może nie są najlepsze na linii politycznej, ale my bardzo, bardzo daleko od polityki „mieszkamy”. My raczej nie zauważyliśmy, aby nastąpiły jakieś zmiany w podejściu do kultury rosyjskiej. Na pewno nie wśród ludzi, którzy potrafią rozdzielić politykę od kultury, a takich na szczęście jest większość. Dla nas jest to absurd, jak można odwoływać wydarzenia związane z kulturą z powodów nie do końca jasnych przyczyn politycznych? A jeżeli jeszcze ktoś by stwierdził, że z uwagi na nie do końca dobre stosunki między Polska a Rosją - nie organizujemy koncertu zespołu Projekt Volodia z piosenkami Wysockiego??? To dopiero byłby absurd i głupota. To właśnie jego twórczość jest symbolem łączenia naszych dwóch narodów i jak najbardziej Wysockiego można dawać za przykład, a raczej za „narzędzie” do frazesu „pojednania narodów”. 

Podsumowując, uważamy, że nie ma to wpływu na zainteresowanie kulturą rosyjską, mimo odgórnych działań jednej i drugiej stron - kto się interesował, ten dalej będzie, bo też nie są to ludzie pozbawieni umiejętności samodzielnego myślenia.

Wasza druga płyta to odejście od twórczości Wysockiego. Poczuliście wyczerpanie formuły?

Nie, raczej nie wyczerpanie, bo jest to bardzo głęboka studnia, Wysocki jak wcześniej wspomnieliśmy napisał ok. 800 tekstów, pieśni. Jest nad czym pracować. Nawet namawiano nas na kontynuację z Wysockim. Jednak my mieliśmy chęć powiedzieć coś więcej, trochę od siebie, a trochę słowami innych autorów i poetów. I tak powoli narodził się pomysł aby „spiąć” te słowa wspólną klamra i szykować się do drugiej płyty „To męski świat”.

„To męski świat” to także Wasze autorskie utwory do wierszy Bursy i Broniewskiego. Ciekawy wybór, bo poeci bardzo odmienni…

„To męski świat” tworzy w naszym przekonaniu jakąś całość i choć poeci istotnie mogą wydawać się i pewnie są z „różnych bajek” – to zawsze można odnaleźć coś, co ich łączy. Głównym, przewodnim tematem, który scala wszystkie utwory, to spostrzeżenia z punktu widzenia mężczyzn, niezależnie od miejsca, w którym żyją, w bardzo odległych od siebie punktach geopolitycznych. Wybrane utwory i wiersze w pewnym stopniu odzwierciedlają punkt widzenia samych nas - członków zespołu Projekt Volodia, którzy mają za sobą bagaż życiowych doświadczeń. 

Poprzez te utwory przeprowadzamy refleksję nad mijającą epoką i przybliżamy trochę nadchodzące czasy: metroseksualne, czas uniseksu… Na zawsze chyba minęły czasy, w których relacje męsko – damskie były klarowne i jasne, a nad mężczyzną nie unosił się zapach damskich perfum (śmiech).



Broniewski to nie tylko twórczość, którą poznaliśmy w szkole. Jest również jego „druga twarz”, wiersze niepublikowane, niepopularyzowane. Takim jest np. „Do widzenia żono”. Broniewski był poetą wybitnym, genialnym i uważamy go trochę za, poprzez pokrętne czasy w których żył, nie docenionego i jednocześnie przeidealizowanego i tym sposobem mocno skrzywdzonego.

Odnośnie Andrzeja Bursy – to zbyt krótko żył, aby można byłoby wymagać podsumowującej jego oceny. Zdecydowanie był poetą kontestacyjnym, wprowadzał nowe, eksperymentalne formy, nie bez powodu zresztą zaliczony do grupy „poetów wyklętych”.

A skąd pomysł na własne interpretacje nagrań Waitsa i Cohena?

Oj chciało się, chciało się bardzo zagrać Toma Waitsa (śmiech). Fascynował od lat szkolnych i nie można przejść obojętnie obok myśli rodzących się w głowie, żeby nie skorzystać z możliwości interpretacji jego utworów. Tym bardziej, że przed nami zrobił to bodajże tylko Kazik. Graliśmy trochę w stylu waitsowskim, był u nas ten undergroundowy klimat, podobne instrumentarium i chyba ma coś w sobie z Wysockiego. Ten ostentacyjny brak komercji oraz jego jakże celne postrzeganie współczesnego, tzw. cywilizowanego świata...

Cohen pojawił się trochę przypadkowo i jest takim hołdem złożonym jego osobie. Koncepcja drugiego albumu, w fazie pomysłów, zanim pojawił się tytuł „To męski świat”, była taka, ze będzie to zbiór, kompilacja utworów bardów, pieśniarzy i twórców z innych gatunków muzycznych, niekoniecznie sąsiadujących ze sobą, w naszej aranżacji pod nazwą „Niepokorni”. Koncepcja padła, ale pozostał właśnie Cohen i oczywiście Waits i Wysocki.

Jak doszło do Waszej współpracy z Mirosławem Baką? Koncertujecie wspólnie, a Pan Mirosław dotąd kojarzył się przede wszystkim z teatrem i filmem…

Po utwory Wysockiego sięgali m.in. aktorzy. I to wybitni aktorzy, m.in.: Piotr Fronczewski, Marian Opania czy właśnie Mirosław Baka. Dwa nasze utwory, jeszcze przed wydaniem naszej pierwszej płyty z piosenkami Wysockiego, znalazły się na płycie, tzw. składance z piosenkami Wysockiego p.n. „55 x Wysocki” w doborowym towarzystwie, również w wykonaniu Mirka Baki. I tak sobie pomyśleliśmy, ze byłoby miło i na pewno ciekawie, aby na naszych koncertach pojawił się gościnnie ktoś taki wyjątkowy jak Mirosław Baka.

Mirek jest aktorem wyjątkowym, z taka charyzmą pasująca do Wysockiego. Poza tym wiedzieliśmy, że bardzo ceni sobie jego twórczość jak i również Waitsa, a był to czas, kiedy rozpoczynaliśmy przygotowania do Męskiego Świata. Zaproponowaliśmy mu współpracę, którą przyjął, mile zaskoczony taką interpretacją Wysockiego, która bardzo mu się spodobała. Mirek Baka jest aktorem śpiewającym i wykonuje z nami na koncertach dwa utwory Wysockiego oraz Waitsa, który również jest na płycie „To męski Świat”. Poza tym przybliża osobę Wysockiego podczas koncertu opowiadając o jego życiu.



Jak rysują się najbliższe plany koncertowe i przede wszystkim wydawnicze Projektu Volodia? Czym tym razem zaskoczycie?

Koncerty gramy cały rok, w całej Polsce, w różnych „miejscówkach”, od klubów po filharmonie, może nie w takich ilościach jakiej by się oczekiwało, ale i tak nie jest źle.

Odnośnie planów wydawniczych, to zakończyliśmy właśnie nagrywać materiał na trzecią płytę. Płytę dla nas szczególną. Po dwóch pierwszych, wypełnionych opracowaniami utworów innych artystów - po kilku latach spędzonych w trasie, podczas której odwiedziliśmy najdalej położone domy kultury, w nieco zmienionym składzie osobowym, weszliśmy do studia by zarejestrować niemal w całości autorski - w warstwie muzycznej - materiał. Jak powiedział klasyk "rozmawiać o muzyce, to jak tańczyć do architektury", dlatego klasyfikacje stylistyczne i szufladkowanie pozostawiamy specjalistom. Na pewno znajdzie się tutaj, tak jak na poprzednich płytach Projektu, sporo dobrego rocka, trochę alternatywy, poezji śpiewanej i domieszki wielu innych gatunków.

Należymy do tych, dla których słowo waży co najmniej tyle, co sama muzyka, która powinna stanowić swoiste vehiculum dla tekstu. Dlatego stworzyliśmy muzykę do wierszy naszych ulubionych poetów - Władysława Broniewskiego, Andrzeja Bursy, Czesława Miłosza, a także do tekstów Romana Kołakowskiego i Janusza Kasprowicza - nazwisko zobowiązuje (śmiech)...

Dlatego jeśli ktoś ceni sobie świetne teksty i prawdziwą, żywą muzykę, zagraną przez kilku doświadczonych facetów, co z nie jednego pieca chleb jedli, to na pewno te kilkadziesiąt minut poświęconych na wysłuchanie naszej najnowszej płyty, nie będzie czasem straconym. Zwłaszcza że wróciliśmy do formatu winyla i całość zmieści się w czterdziestu kilku minutach. A kiedy będzie można wysłuchać, to już sprawa w rękach wydawcy, mamy nadzieję, że nastąpi to już wczesną jesienią bieżącego roku.

Dzięki za rozmowę.

Kategorie Wywiady

Partnerzy

Współpracujemy