Enter Shikari podbija kosmos!
  Na razie w nowym teledysku, ale za chwilę kolejny album i koncert w Polsce.
Beck wraca do popu!
Ale jaki ten beckowy pop każdy widzi – gdy posłucha „Colors”.
Charlotte Gainsbourg przerywa odpoczynek od muzyki
Nowy album nazwała jednak przekornie „Rest”. Wśród gości sam Paul McCartney!
Iron Maiden na żywo. Tej trasy mogło nie być...
...ale odbyła się i teraz mamy płytową pamiątkę czyli "The Book Of Souls: Live Chapter". ...
Pathfinder z nowym teledyskiem i nowym… głosem!
Powermetalowi fantaści prezentują „Fifth Element”.
Ghostpoet: zwróćcie na niego uwagę, bo rzeczywiście ma w sob...
Ma również swój świeży czwarty krążek i zaplanowany koncert w Polsce!

FZ poleca

Szymon Hamela :: poniedziałek, 30, grudzień 2013

Etna Kontrabande: Nie chcemy skazywać się na getto

 

Choć Etna Kontrabande entuzjastom dobrych brzmień kojarzy się przede wszystkim z muzyką reggae, muzycy pomorskiego zespołu uciekają przed gatunkowym zaszufladkowaniem - Deklarując się muzycznie w danym stylu, zaczynasz funkcjonować w określonej subkulturze i tak naprawdę sam siebie skazujesz na getto. To dość mocno ogranicza wolność i kreatywność muzyka. Gramy dla siebie a jeśli ktoś się w tym odnajduję to mamy podwójną radość – mówi nam Jarosław „Jaras” Pacanek. Z wokalistą i gitarzystą grupy porozmawialiśmy m.in. o czeskiej karierze, wydaniu drugiego krążka, oraz okradnięciu hotelowej pokojówki.

 

 

- Przez pierwszy rok działalności muzyka Etna Kontrabande podążała w kierunku folkowym. Po roku skręciliście w kierunku reggae i ska. Zmieniły się inspiracje czy może stwierdziliście, że poprzez granie mało popularnej muzyki etnicznej trudniej dotrzeć do szerszego grona odbiorców?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Inspiracje z pewnością pozostały, jednak przede wszystkim zmienił się poważnie skład zespołu. Po za tym nie każdy młody, pobudzony muzyk jest w stanie na tyle się wyciszyć żeby grać muzykę etniczną.

 

- W 2010 roku nagraliście singiel oraz wideoklip do utworu „Just like Heaven” grupy The Cure. Macie ciągotki w kierunku mocniejszych  brzmień od stylistyki reggae?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Zakładając zespół zawsze chciałem grać ten gatunek muzyczny, który w danym momencie najbardziej mnie nakręcał. Deklarując się muzycznie w danym stylu, zaczynasz funkcjonować w określonej subkulturze i tak naprawdę sam siebie skazujesz na getto. To dość mocno ogranicza wolność i kreatywność muzyka. Gramy dla siebie a jeśli ktoś się w tym odnajduję to mamy podwójną radość. 

 

- Wystąpiliście na kilku czeskich festiwalach - United Islands of Prague, Reggae Feście w Ostrawie i SazavaFeście w Benesov. Etna Kontrabande, to u naszych południowych sąsiadów rozpoznawalna marka?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Myślę, że aż tak to nie. Tam grają naprawdę świetne zespoły. Po za tym na festiwale zapraszają artystów z najwyższej światowej półki. Dlatego każdy nasz występ na tak dużych imprezach z udziałem gwiazd, np. Iggy’m Pop’em, Brendan’em Perry’m, Boban’em Marković’em czy Placebo, to wielka rzecz. W Polsce trzeba mieć albo sztab, albo dobrego menagera,  żeby liczyć się w stawce na tak dużych imprezach muzycznych. W Czechach jesteśmy oceniani jedynie po naszej muzyce i energii jaką generujemy podczas koncertów.

 

- Od 1999 roku, kiedy to powstała Etna Kontrabande, przez zespół przewinęło się już ponad dwudziestu muzyków. Co decydowało o częstych rotacjach w składzie? Rozbieżne wizje kierunków artystycznych?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Życie pisze przedziwne scenariusze. Jedni nastawiają się na zarabianie pieniędzy, inni na jeżdżenie rowerem po wioskach, jeszcze inni traktują bycie w zespole jak bycie w grupie turystycznej, a jeszcze inni poświęcają swoją karierę bądź rodzinę dla robienia tego co uważają za swój cel życia. To bardzo trudne, choć uważam, że naturalna selekcja w tym względzie jest nieunikniona. Ponadto większość z tych ludzi, których dziś z nami nie ma, to ludzie, którzy gościnnie występowali na płytach. Z tego co wiem, to pracują dziś dla NASA.

 

- Od początku 2012 roku pracujecie nad wydaniem nowego krążka. Kiedy materiał ujrzy światło dzienne?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Myślę że lada chwila. Lub nie - jak to mówi król Julian. Wcześniejsze decyzje, które podejmowaliśmy, często bywały pochopne. Doświadczenie nieco studzi sytuację i z pewnością da nam sygnał kiedy przyjdzie właściwa pora.

 

– Po wydaniu ostatniego długogrającego materiału - „Politycznej ganji”, promujący go utwór „Barca (la Mumio)” przez kilka tygodni utrzymywał się na I miejscu Radia Bis, dziś działającego pod szyldem radiowej Czwórki. Liczycie, że nowy album przyniesie za sobą podobny sukces?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Gdybyśmy mieli na tej płycie utwór, który zostałby cały „wypierdziany” przez któregoś z muzyków, to z pewnością moglibyśmy liczyć na popularność. Niestety tak to dziś wygląda. Myślę jednak, że będzie to nasza najlepsza płyta i znajdzie się tym samym, tuż po jej wydaniu, wśród „zasysaczy” na Chomiku.

 

- Przez te wszystkie lata zagraliście grubo ponad pół tysiąca koncertów. W związku z tym nie uwierzę, że nie macie w zanadrzu jakiejś szczególnej koncertowej anegdoty…

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Tych najlepszych nie mogę opowiedzieć bo to spuścizna zespołowa. Czym by był zespół, gdyby wszystko było jawne… Po jednym z koncertów okazało się rano, że spaliśmy w pięknym dworku gdzieś w Lubelskim , spadł śnieg i w ogóle jest pięknie. Zapragnąłem więc pozjeżdżać na saneczkach ale w związku z ich brakiem pożyczyłem „sobie” - bez pytania -  taką tacę pani od obsługi hotelowej , tzw. sprzątaczki,  która z resztą miała cały sprzęt na takim profesjonalnym wózku . Zabawa była przednia. Jednak po powrocie okazało się że jest afera, bo ktoś zarąbał tej pani narzędzie pracy i zaraz tu będzie policja. Wniosłem skrzętnie tylnym, bocznym wejściem nieco przerysowaną misę na miejsce i sprawę udało się załagodzić. Miałem farta, że nikt z hotelu do końca nie widział kto ją miał. Po za tym jesteśmy grzecznym, zdyscyplinowanym zespołem.  

 

Etna Kontrabande przepytał: Szymon Hamela

 

Kategorie Wywiady | Polecamy

Partnerzy

Współpracujemy