Neil Young na stopa: Kanadyjczyk przedstawia „The Hitchhiker...
Premierowy album ma… 41 lat! O co chodzi?
Matt Cameron wyda „Cavedweller
Perkusista Soundgarden i Pearl Jam po raz pierwszy solo.
Zespół Primus powraca z dziewiątym krążkiem!
Prymus wśród kapel niezwykłych nagrał „The Desaturating Seven”. Premiera juz za chwilę!
Warhaus: nowy album i koncert w Polsce
"Jeśli to wtorek, to jesteśmy w Belgii".
„Bo w bluesie można znaleźć WSZYSTKO”: Jimiway Blues Festiva...
Wielkie święto miłości i nadziei w Ostrowie Wielkopolskim Bilety dostępne już od najbliższego ponied...
Jubileuszowa płyta Kultu już we wrześniu
„Made In Poland” to zapis z Pomarańczowej Trasy z 2016 roku.

FZ poleca

Szymon Hamela :: poniedziałek, 30, grudzień 2013

Etna Kontrabande: Nie chcemy skazywać się na getto

 

Choć Etna Kontrabande entuzjastom dobrych brzmień kojarzy się przede wszystkim z muzyką reggae, muzycy pomorskiego zespołu uciekają przed gatunkowym zaszufladkowaniem - Deklarując się muzycznie w danym stylu, zaczynasz funkcjonować w określonej subkulturze i tak naprawdę sam siebie skazujesz na getto. To dość mocno ogranicza wolność i kreatywność muzyka. Gramy dla siebie a jeśli ktoś się w tym odnajduję to mamy podwójną radość – mówi nam Jarosław „Jaras” Pacanek. Z wokalistą i gitarzystą grupy porozmawialiśmy m.in. o czeskiej karierze, wydaniu drugiego krążka, oraz okradnięciu hotelowej pokojówki.

 

 

- Przez pierwszy rok działalności muzyka Etna Kontrabande podążała w kierunku folkowym. Po roku skręciliście w kierunku reggae i ska. Zmieniły się inspiracje czy może stwierdziliście, że poprzez granie mało popularnej muzyki etnicznej trudniej dotrzeć do szerszego grona odbiorców?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Inspiracje z pewnością pozostały, jednak przede wszystkim zmienił się poważnie skład zespołu. Po za tym nie każdy młody, pobudzony muzyk jest w stanie na tyle się wyciszyć żeby grać muzykę etniczną.

 

- W 2010 roku nagraliście singiel oraz wideoklip do utworu „Just like Heaven” grupy The Cure. Macie ciągotki w kierunku mocniejszych  brzmień od stylistyki reggae?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Zakładając zespół zawsze chciałem grać ten gatunek muzyczny, który w danym momencie najbardziej mnie nakręcał. Deklarując się muzycznie w danym stylu, zaczynasz funkcjonować w określonej subkulturze i tak naprawdę sam siebie skazujesz na getto. To dość mocno ogranicza wolność i kreatywność muzyka. Gramy dla siebie a jeśli ktoś się w tym odnajduję to mamy podwójną radość. 

 

- Wystąpiliście na kilku czeskich festiwalach - United Islands of Prague, Reggae Feście w Ostrawie i SazavaFeście w Benesov. Etna Kontrabande, to u naszych południowych sąsiadów rozpoznawalna marka?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Myślę, że aż tak to nie. Tam grają naprawdę świetne zespoły. Po za tym na festiwale zapraszają artystów z najwyższej światowej półki. Dlatego każdy nasz występ na tak dużych imprezach z udziałem gwiazd, np. Iggy’m Pop’em, Brendan’em Perry’m, Boban’em Marković’em czy Placebo, to wielka rzecz. W Polsce trzeba mieć albo sztab, albo dobrego menagera,  żeby liczyć się w stawce na tak dużych imprezach muzycznych. W Czechach jesteśmy oceniani jedynie po naszej muzyce i energii jaką generujemy podczas koncertów.

 

- Od 1999 roku, kiedy to powstała Etna Kontrabande, przez zespół przewinęło się już ponad dwudziestu muzyków. Co decydowało o częstych rotacjach w składzie? Rozbieżne wizje kierunków artystycznych?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Życie pisze przedziwne scenariusze. Jedni nastawiają się na zarabianie pieniędzy, inni na jeżdżenie rowerem po wioskach, jeszcze inni traktują bycie w zespole jak bycie w grupie turystycznej, a jeszcze inni poświęcają swoją karierę bądź rodzinę dla robienia tego co uważają za swój cel życia. To bardzo trudne, choć uważam, że naturalna selekcja w tym względzie jest nieunikniona. Ponadto większość z tych ludzi, których dziś z nami nie ma, to ludzie, którzy gościnnie występowali na płytach. Z tego co wiem, to pracują dziś dla NASA.

 

- Od początku 2012 roku pracujecie nad wydaniem nowego krążka. Kiedy materiał ujrzy światło dzienne?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Myślę że lada chwila. Lub nie - jak to mówi król Julian. Wcześniejsze decyzje, które podejmowaliśmy, często bywały pochopne. Doświadczenie nieco studzi sytuację i z pewnością da nam sygnał kiedy przyjdzie właściwa pora.

 

– Po wydaniu ostatniego długogrającego materiału - „Politycznej ganji”, promujący go utwór „Barca (la Mumio)” przez kilka tygodni utrzymywał się na I miejscu Radia Bis, dziś działającego pod szyldem radiowej Czwórki. Liczycie, że nowy album przyniesie za sobą podobny sukces?

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Gdybyśmy mieli na tej płycie utwór, który zostałby cały „wypierdziany” przez któregoś z muzyków, to z pewnością moglibyśmy liczyć na popularność. Niestety tak to dziś wygląda. Myślę jednak, że będzie to nasza najlepsza płyta i znajdzie się tym samym, tuż po jej wydaniu, wśród „zasysaczy” na Chomiku.

 

- Przez te wszystkie lata zagraliście grubo ponad pół tysiąca koncertów. W związku z tym nie uwierzę, że nie macie w zanadrzu jakiejś szczególnej koncertowej anegdoty…

 

Jarosław „Jaras” Pacanek: Tych najlepszych nie mogę opowiedzieć bo to spuścizna zespołowa. Czym by był zespół, gdyby wszystko było jawne… Po jednym z koncertów okazało się rano, że spaliśmy w pięknym dworku gdzieś w Lubelskim , spadł śnieg i w ogóle jest pięknie. Zapragnąłem więc pozjeżdżać na saneczkach ale w związku z ich brakiem pożyczyłem „sobie” - bez pytania -  taką tacę pani od obsługi hotelowej , tzw. sprzątaczki,  która z resztą miała cały sprzęt na takim profesjonalnym wózku . Zabawa była przednia. Jednak po powrocie okazało się że jest afera, bo ktoś zarąbał tej pani narzędzie pracy i zaraz tu będzie policja. Wniosłem skrzętnie tylnym, bocznym wejściem nieco przerysowaną misę na miejsce i sprawę udało się załagodzić. Miałem farta, że nikt z hotelu do końca nie widział kto ją miał. Po za tym jesteśmy grzecznym, zdyscyplinowanym zespołem.  

 

Etna Kontrabande przepytał: Szymon Hamela

 

Kategorie Wywiady | Polecamy

Partnerzy

Współpracujemy